Firma A-Z

Firma AZ

Wygoda i ciekawość są tego świata machiną rozwojową. Dowodem na to jest kilka spotkań z ludźmi w czasie moich podróży lub wizyt. Pragnienie jazdy na nartach, zwiedzania ciekawych miejsc to iskra, która zapaliła u pani Doroty potrzebę robienia czegoś więcej ponad zawód nauczyciela. Przy pysznej kawie w zaciszu ogrodu mogliśmy sobie porozmawiać o prowadzonej przez nią firmie.

U Pani Doroty nie jest tak, że człowiek przychodzi i może od razu przeprowadzić wywiad. Najpierw kawa. Naprawdę dobra, o ciekawym aromacie. A do tego kącik w ogrodzie zasłonięty przed światem zielonym murem cyprysów, tui i innej roślinności. Popija więc się kawę, delektuje zaciszem ogrodu i słucha opowieści męża. To jest taka para nierozłącznych ludzi jak spinki do koszuli. Muszą być dopasowane i do siebie pasujące. Para doskonała.

Pierwszą filiżankę kawy wypija się rozmawiając o wiosce. Oboje od dawna zaangażowani są w działania społeczne. Wiele z nich inicjowali. Jak ten projekt z „Działaj lokalnie” dotyczący powstania placu zabaw w centrum. Udało się przekonać ludzi, głównie rodziców małych dzieci. Uporządkowali plac, wykosili metrową trawę, zebrali gałęzie i uprzątnęli z kamieni. Krok następny to montaż zabawek i zorganizowanie imprezy integracyjnej dla mieszkańców.

Filiżanka pokazała dno, więc gospodyni dolewa. Czas, by porozmawiać na temat firmy. Po to przecież przyjechałem.

Co znaczy nazwa? Czy to skrót, inicjały imion? Czy też znaczy coś innego?

A-Z to pierwsza i ostatnia litery alfabetu. Podobnie z firmą. Wybrałam wszechstronność. Chcę zająć się wieloma rzeczami, jakie daje mi moje doświadczenie. Jest tu miejsce na ubezpieczenia, które w tej chwili są podstawowym działaniem, ale mam także pomysł na usługi fotograficzne i korepetycje dla dzieci i młodzieży.

Ubezpieczenia to jakby naturalna sprawa na terenie wsi. Potrzeba zabezpieczenia budynków przed choćby grążącą wylaniem Odrą, coraz częstsze wichury i trąby powietrzne. A fotografia? Skąd pomysł na takie usługi?

Owszem ubezpieczenia dobytku to ważna sprawa. Groźba utraty domu, gospodarstwa, straty w plonach spowodowane kataklizmami pogodowymi, to też. Ale w ubezpieczeniach trwa nadal duży popyt na ubezpieczenia w otwartym funduszu emerytalnym. Osoby rozpoczynające pracę, ale i przekonanie osób już będących w którymś z ubezpieczeń na przejście do innego. To duże wyzwanie, ale i warto…

Finansowo też?

Tak. Można uzyskać dobre pieniądze.

Chodziło mi o osoby ubezpieczane?

To subiektywna ocena każdego z nas. Tu chodzi o uczciwe przedstawienie korzyści wynikających z podpisania umowy z moją firmą ubezpieczeniową. Natomiast decyzja należy zawsze do klienta. Przyznaję, że najtrudniej o zmianę ubezpieczyciela. Zwłaszcza na wsi ludzie przyzwyczajają się do wszystkiego. Do ubezpieczenia także. Stąd walczy się o młodych ludzi.

Wróćmy do fotografii, ta sfera działalności u pani interesuje mnie najbardziej. To ciekawe w wiosce liczącej nieco ponad dziewięćset dusz, otwierać usługi fotograficzne.

Z mężem od dawna zajmujemy się fotografią. Maż chyba bardziej niż ja. Przez te lata zajmowaliśmy się obróbką zdjęć dla rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Kiedy myślałam o zakładaniu firmy, wiedziałam, że usługi związane z fotografią to dobry pomysł. Zadawaliśmy sobie pytanie, czy jeśli do tej pory robiliśmy to za darmo, a nawet do tego dopłacając, to czy znajdzie się ktoś gotowy skorzystać z naszej pomocy za pieniądze. I okazuje się, że tak. Nie robimy zdjęć do dowodu czy paszportu. Od dawna robimy fotografie z imprez rodzinnych, imprez organizowanych przez organizacje czy gminę. Rynek więc istnieje, kwestia dotarcia do tego typu klienta.

Mąż wspominał wcześniej, że posiadacie zbiór starych fotografii. I to całkiem pokaźny.

O, nie wiem czy pokaźny? Ale jest tego trochę. Mamy pomysł na stworzenie archiwum starych zdjęć. I obecnych również… Mamy fotografie z początku ubiegłego wieku, ale i z lat sześćdziesiątych i dziewięćdziesiątych. To kawał czasu. Najstarsze pamiętają cesarza Wilhelma. Myślimy o wystawie dla mieszkańców. Jeszcze kilka lat temu wydawało się to niewykonalne, ale dziś coraz bardziej czujemy taką potrzebę.

Czytałem o podobnej wystawie, której patronowała Fundacja Wspomagania Wsi. Wystawa zdjęć starych Faryn, wioski Mazurskiej przed II wojną w granicach Prus. Namawiałbym i was do tego typu wystawy fotografii. Tu też pogranicze, wielokulturowość i historie ludzi, które warto pokazać.

Tak, myślimy o tym. Zdjęcia mamy skatalogowane na nośnikach elektronicznych. Chcieliśmy zebrać historie pojedynczych ludzi, rodzin, dlatego zdjęcia wypożyczaliśmy od wielu osób. Czasem wcale niełatwo było ich do tego przekonać. A przecież jeśli zbierzemy historie wielu ludzi, to wartość takiego zbioru wzrasta niebywale. Staje się przecież wartością wsi, lokalnej społeczności, wreszcie i całego regionu.

Myślimy o wystawie również dlatego, że jest to doskonały pomysł na promocję własnej działalności. Pieniądze wydane na organizację wystawy powinny zaprocentować. A myślę też, że zwiedzającym można dać również okazję do zapoznania się z innymi ofertami firmy.

Również ubezpieczenia?

Tak. Dlaczego nie. Zawsze można postawić w kąciku stolik z ulotkami, czy usiąść i doradzić każdemu, kto zechce zapytać. Ale nie tylko ubezpieczenia, również inne działania. Jestem nauczycielką, więc biorę pod uwagę również korepetycje.

Chciałbym zapytać o szkołę. Jak radzi sobie pani z podziałem na role nauczyciela i przedsiębiorcy?

Dzisiaj wielu ludzi pracuje na kilku etatach. Także nauczyciele. Czasami jest to etat w innej szkole, czasami nadgodziny w macierzystej. Ja w mojej szkole na nadgodziny liczyć nie mogę, a zamiast szukać dodatkowego źródła dochodu w innej szkole postanowiłam spróbować czegoś na własną rękę. Bardzo lubię jazdę na nartach. Nie chcę z tego rezygnować. Warto też zobaczyć kilka miejsc choćby w Europie. Aby spełnić te pragnienia, potrzebne są pieniądze. Długo się wahałam, ostatecznie do założenia własnej działalności gospodarczej przekonał mnie mój kuzyn. Jestem na początku drogi, ale już wiem, że nie był to błąd. Ma się też tę pewność pewnej niezależności.

Nie myślę o fotografii artystycznej. Moja działalność skupiać się ma na fotografii typowo użytkowej. Bywa, że w albumie rodzinnym jest jedna fotografia dziadka, a wnucząt chętnych na nią kilkoro. Pomogę robić dla nich kopie. Pewnie, że komuś dostanie się oryginał, ale postać przodka będą mieli pozostali także. Chcę takimi problemami się zajmować. To może małe problemy, ale ważne.

Wiem. Muszę przyznać, że podobnie było z moim rodzeństwem i jedynym zdjęciem naszego dziadka. Dziś każdy ma trochę zdjęć oryginalnych, ale pozostałe w kopiach. Warto.

Ludzie też sami podpowiadają nam kolejne profile działalności. Choćby historie ludzi w formie prezentacji, taki album na CD lub DVD. Prawdą jest, że nic nie zastąpi tradycyjnej fotografii. Takiej, która można oglądać zawsze, nawet gdy zabraknie elektryczności.

Mamy w zbiorach dwa zdjęcia, bardzo podobne, sprzed dwudziestu lat. Na obu kobieta myje dziecko w plastykowej wanience. Zrobione przypadkiem, ot tak przy okazji wizyty. Dziś są bezcenne dla obu wtedy niemowlaków. Tym bardziej, że dzisiaj są małżeństwem. Robiliśmy im również zdjęcia po ślubie. Taki zamknięty krąg historii, również dla męża i dla mnie.

Pasjonaci z was. Czy na pewno fotografia będzie przynosić zysk? Zaczynam nieco wątpić.

Na pewno tak, to pasja. Przede wszystkim dla męża, on prawie w ogóle nie rozstaje się z aparatem i fotografuje wszystko i wszystkich. Po latach okazuje się, że to bardzo ważne. Ludzie odchodzą, miejsca się zmieniają, a świat fotografii jest jedynym ukazującym ciągłość zachodzących zmian. To z jednej strony smutne i nieuniknione, ale także i czarujące.

Ja chyba bardziej stąpam po ziemi. Widzę sposoby zarobkowania w tym niewielkim środowisku poprzez fotografię użytkowa. Jestem na starcie, ale nie mam obaw. Po prostu trzeba i myślę, że warto spróbować. Jeśli tego nie zrobię, to się przecież nie przekonam.

Korci mnie, aby spytać jeszcze o to, jak pani widzi możliwość fotografowania uczniów? Spotykam się z taką usługą w szkołach, że przyjeżdża fotograf, robi dzieciom kilka zdjęć, a później daje je dzieciom wraz z cennikiem dla rodziców. Pewnie, że rodzice mogą zwrócić fotki, ale mało który chce zrobić przykrość swojemu dziecku i kupuje. Sam na to się łapię. Czy widzi pani tego typu usługi u siebie… w swojej szkole, tam gdzie pani uczy?

Nie ma mowy. Z różnych względów, ale przede wszystkim nie stać mnie na wydanie pieniędzy i ryzyko, że wydam je tylko po to, żeby zrobione choćby pięćdziesiąt procent fotek schować do pudła,  bo właśnie będą zwroty! Jeśli już to zdjęcia grupowe klas, całych szkół. Do takich zdjęć wracamy po latach. Mają swoją wartość w pamięci i wcale nie muszą być na tle wywieszanych tapet przedstawiających skocznię i Małysza. Warto zachować szkolną scenografię. Jest najpiękniejsza. Nie przewiduję też robienia zdjęć tego typu w szkole, w której jestem nauczycielką. To niezręczne, prawda?

Byłoby mi trudno prowadzić wywiad z ludźmi, z którymi pracuję. To prawda. Choć to zupełnie różne dziedziny. Pani Doroto, wrócić chcę jeszcze na chwilę do wystawy. Czy, jeśli uda się zrealizować ten projekt tu, w waszej wsi, będziecie chcieli wyruszyć z nią gdzieś dalej?

To trudne przedsięwzięcie. Na pewno byłoby to ciekawe wyzwanie, ale obecnie nie wybiegam z planami tak daleko. Za kilka dni początek roku szkolnego. Na pierwszym miejscu będą więc obowiązki nauczyciela.

Rozumiem. Zapytam jednak o marzenia. Każdy z nas je ma. Oczywiście w kontekście firmy, czym jeszcze jest pani zainteresowana?

Oprócz fotografii, korepetycji i ubezpieczeń zawsze myślałam o otwarciu biura turystycznego.

Agroturystyka czy hotel?

Nie, nie. Biuro turystyczne. Jeździmy z dziećmi na wycieczki szkolne i przypatruję się pracy wielu tego typu firm. Widzę słabe strony takich przedsięwzięć ze względu na częste wygodnictwo biur, chęć szybkiego i bezpiecznego zysku. Wiem, jak można robić to lepiej i chciałabym spróbować swoich sił w takiej działalności. Na razie organizuję samodzielnie wycieczki bez pomocy pośredników w postaci biur podróży i firm turystycznych. To takie moje marzenie.

Ciekawe. Od ubezpieczeń, korepetycji i fotografii dotarliśmy do wycieczek. Ogromna przestrzeń. Życzę, aby się udało. Ze wszystkim. Zapytam jeszcze, czy ta wielorakość nie przeszkadza mężowi?

O uruchomieniu firmy zdecydowaliśmy wspólnie. Otrzymuję od męża duże wsparcie w swojej działalności. Jest ekspertem w fotografii, więc tutaj najbardziej jego pomoc jest mi potrzebna. Cieszę się, że jest.

***

Spoglądam na stolik przede mną. Kilka zdjęć przyniesionych w trakcie rozmowy przez męża leży przy filiżance ponownie napełnionej kawą. I te z kobietami kąpiącymi w wannie swoje dzieci. Na surowym mocno ziarnistym papierze, szare. W swej prostocie piękne. I kolorowe, choćby to z grupą dzieciaków trzymających w rękach zielone gałązki przystrojone wstążeczkami i bibułą. Gaiczek zielony…

Są rzeczy, za które damy wszystkie pieniądze, choćby zdrowie, czy opłata za bilet lotniczy, gdy lecimy, aby zobaczyć bliską nam osobę. Fotografia jest też takim biletem. Czy warto kupić go, aby zobaczyć bliską nam osobę? Przecież kiedyś wszyscy pojedziemy tam, dokąd za żadne pieniądze nie uda nam się biletu kupić. Zostanie więc tylko zdjęcie.

Żegnając się i dziękując za rozmowę przypomniałem sobie Fotograficzne Prawa Murphy’ego. Te najciekawsze zacytuję, bo przecież każdy z nas bywa fotografem, choć dotyczą czasów, gdy o aparatach cyfrowych nie miano jeszcze pojęcia:

„- Liczba automatyk w aparacie jest odwrotnie proporcjonalna do zapotrzebowania na nie.
– Ilekroć musimy otworzyć kasetkę, zawsze mamy do czynienia z kasetkami nierozbieralnymi.
– Żarówki fotograficzne nie przepalają się tak długo, dopóki mamy ich zapas.
– Jeśli zaczniesz używać niskoczułego filmu przy dobrej pogodzie, niebo zajdzie chmurami i zacznie padać zanim zrobisz połowę rolki filmu.

– I odwrotnie, gdy używasz filmu wysokoczułego, słonce szybko wyjdzie zza chmur.
– Na zdjęciach grupowych zawsze jest ktoś z zamkniętymi oczami.
– Wnętrza kościołów są zawsze ciemniejsze, niż to się wydaje.
– Im ciemniej jest w kościele, tym mniejsza szansa, że pozwolą Ci w nim używać lampy błyskowej.
I to najbardziej ulubione przeze mnie – ludzie, którzy nie fotografują, lubią zwiedzać szybko i nie rozumieją tego, że ty idziesz wolniej, szukając tematu do zdjęcia. Nie rozumieją także, że możesz być mniej zainteresowany dotarciem do celu.”

***

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!