Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Kłusem nadają życiu rytm

 

Kłusem nadają życiu rytm

 

Jest zimno, a do tego drogi przyprószył nocą śnieg. Jacek rozmyśla, czy jest sens gdziekolwiek się wybierać w taka pogodę. – Nie ma co się zastanawiać, przecież oboje doskonale wiemy, że to jej bardzo pomaga - strofuje męża Beata. A więc klamka zapadła, trzeba ostro zabrać się za pakowanie, by zdążyć na czas.

Jacek zawsze ma najciężej, z trzeciego piętra musi najpierw znieść wózek. A kiedy złoży go i umieści w bagażniku, biegnie z powrotem na górę. Anula czeka już na niego opatulona w koc. Wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, ona wyciąga ręce, a on chwyta ją jak niemowlę. W kilka chwil są już na dole przy samochodzie. Przed nimi długa droga. Ale jest przyjemnie, jak zwykle, cały czas rozmawiają o koniach. Bo konie zmieniły życie Anuli.

 

Od basenu z piłeczkami do konnej rehabilitacji

Kiedy miała przyjść na świat, jej rodzice nie posiadali się ze szczęścia. Miała być dzieckiem wymarzonym, takim jak ze snu. Ale rzeczywistość była brutalna. Beata i Jacek niechętnie wracają we wspomnieniach do tamtych chwil. Mówią tylko, że to był dla nich szok.

– Anula urodziła się normalnie, bez żadnych problemów. Tego, że nasza córeczka będzie miała kłopoty z poruszaniem się, dowiedzieliśmy się po kilku tygodniach. Powiedziano nam o upośledzeniu, o niedowładzie kończyn. Totalnie opadliśmy z sił – mówi Beata. – Najpierw zaczęliśmy sobie zadawać pytania: dlaczego to dotknęło naszego dziecka, dlaczego właśnie padło na nas? Kiedy się ocknęliśmy, postanowiliśmy zrobić wszystko, by nasza Anula stanęła na własnych nogach i na wskroś pesymistycznym opiniom specjalistów, zaczęła chodzić.

- Na początku miotaliśmy się. Jeździliśmy po lekarzach, gdzie się tylko dało. Pożyczaliśmy pieniądze, by opłacić kosztowne wizyty. Stawałem na głowie, żeby urwać się wcześniej z pracy,  a potem wsiadaliśmy w samochód i jechaliśmy po kilkaset kilometrów. Niestety, czasami tylko po to, żeby się dowiedzieć, że nic się nie da zrobić – rozkłada ręce Jacek. – W międzyczasie zaczęliśmy z małą chodzić na rehabilitację. Takie tam: baseny z piłeczkami, ćwiczenia na specjalnym łóżeczku. Efekty kilkumiesięcznych starań były mizerne. Anula samodzielnie nie potrafiła nawet zgiąć nóżki w kolanie. Poza tym była niezwykle pasywna, zniechęcona. Pierwszym słowem, które padło z jej ust było słowo „nie”, a usłyszeliśmy je właśnie podczas ćwiczeń. Wspólnie z rehabilitantami zaczęliśmy dochodzić do wniosku, że naszej córeczce brakuje jakiegoś bodźca. I wtedy padło hasło: hipoterapia.


Odpowiedzi szukali w globalnej sieci

Natychmiast oboje zaczęli szukać wszelkich informacji na ten temat. Wiedzieli od znajomych, że chodzi o rehabilitację poprzez kontakt z końmi. I na tym koniec. Trudno było im pojąć, że te zwierzęta mogą mieć ozdrowieńczy wpływ na cierpiącego człowieka. Niezwykle pomocnym narzędziem w poszukiwaniu wiadomości o hipoterapii okazał się internet. – Kiedy w wyszukiwarce „wklepaliśmy” odpowiednie hasło, pojawiło się kilkadziesiąt adresów wartościowych stron. Pamiętam jak oboje z mężem mozolnie studiowaliśmy każdą z nich. Łaknęliśmy tej wiedzy, bo widzieliśmy w tym szansę dla naszej córki. Zaczytywaliśmy się w refleksjach ludzi, którym ta forma leczenia przyniosła wiele dobrego. Już wtedy wiedzieliśmy, że koniecznie trzeba tego spróbować – opowiada Beata. – Wybraliśmy ośrodek, który był najbliżej. Zwykle organizuje się w nim wczasy dla dzieci i zielone szkoły. Od kilku lat hodowano tam także bardzo łagodne koniki polskie, wykorzystywano je do celów rekreacyjnych oraz hipoterapii. I to nas najbardziej interesowało. Zanim pojechaliśmy, umówiliśmy się telefonicznie z panią, prowadzącą zajęcia. Myśleliśmy, że od razu posadzimy Anulę na koniku, że będzie mogła go pogłaskać, no i że zauważymy jakąś pozytywną reakcję z jej strony. Byliśmy w dużym błędzie. Okazało się, że najpierw trzeba spotkać się z lekarzem i odbyć długą, konkretną rozmowę. Dla mnie najtrudniejsze do „przełknięcia” było to, jak pan doktor powiedział, żebyśmy sobie nie robili nadziei na diametralną poprawę stanu zdrowia dziecka. Na dokładkę łzy mi w oczach stanęły, kiedy nasza Anula rozbeczała się na widok szarego konia. Stwierdziła, że głaskać go nie będzie i basta. 

Takie były początki. Dziś siedmioletnia pannica bez koni nie wyobraża sobie życia. Na grzbiecie swego przyjaciela o tajemniczym imieniu Nero utrzymuje się samodzielnie. A jeszcze dwa lata temu trzeba było ją z każdej strony asekurować. Rodzice są z niej dumni, bo widzą, że Anula poczyniła wielkie postępy. Cały czas wierzą, że nadejdzie taki dzień, kiedy ich córka zrobi kilka nieporadnych kroków.

- Obcowanie z końmi to jakaś magiczna sprawa. Nasza pociecha uwielbia być blisko nich, zyskuje wówczas wiele siły, zaczyna wierzyć we własne możliwości. Z jej słownika zniknęły słowa: nie potrafię, nie mogę, nie dam rady, nie chce mi się. Choć nadal jeździ na wózku, stała się dziewczynką bardziej sprawną. Jazda konna, pobudziła w niej do życia mięśnie, które wcześniej nigdy nie pracowały. Poza tym zauważamy znaczną poprawę w sferze psychicznej dziecka. Anula jest teraz bardziej otwarta, bezpośrednia, pewna siebie – wylicza Jacek. – Zajęcia z końmi są stałym punktem w tygodniowym rozkładzie naszej rodziny. Korzystamy z nich przez okrągły rok  Co sobotę pokonujemy prawie 120-kilometrową trasę do ośrodka. Czasami warunki pogodowe są kiepskie, dokładnie tak jak dzisiaj, jest dylemat: jechać, czy nie jechać? Wtedy jednak mam przed oczami tę uśmiechnięta buźkę mojego dziecka i wszelkie wątpliwości schodzą na dalszy plan. Dla niej jestem gotów zrobić wszystko.

 

Czym jest hipoterapia?

Takich osób jak Anula są w Polsce tysiące. Hipoterapia okazała się dla nich zbawienną formą rehabilitacji. Korzystają z niej także niepełnosprawni z mózgowym porażeniem dziecięcym, stwardnieniem rozsianym, wadami postawy, upośledzeniem umysłowym, uszkodzeniami analizatorów (wzrok, słuch) oraz zaburzeniami emocjonalnymi.

W źródłach encyklopedycznych czytamy: „Hipoterapia stanowi jedną z metod rehabilitacji osób niepełnosprawnych, a swoją specyfikację zawdzięcza koniowi biorącemu udział w terapii. To właśnie obecność konia – „współterapeuty” - sprawia, że jest to wyjątkowa i niepowtarzalna metoda terapeutyczna dająca zupełnie nowe i niespotykane w innych terapiach możliwości. Jest ona jednak ściśle powiązana z innymi metodami rehabilitacyjnymi i terapeutycznymi i w pełni korzysta z ich dorobku. Celem terapii z koniem i terapii jazdą konną jest przywrócenie tym osobom sprawności fizycznej i psychicznej w możliwym do osiągnięcia zakresie. Hipoterapia stanowi jeden z elementów rehabilitacji leczniczej i jako taka jest prowadzona przez specjalistę, na zlecenie lekarza. Czasami do hipoterapii wlicza się terapię na ośle zwaną onoterapią”.
Jak przekonują specjaliści, koń daje wrażenie ludzkiego chodu.  Trójwymiarowy ruch grzbietu końskiego w stępie przekazywany miednicy jeźdźca jest identyczny z ruchami miednicy prawidłowo kroczącego człowieka. W tym samym czasie barki i luźno zwisające kończyny dolne również zachowują się tak, jak u idącego człowieka. Daje to możliwość nauki chodzenia „bez chodzenia”. Hipoterapia może stanowić pierwszy etap tej nauki, bądź stać się jej przełomowym momentem.

Anna Strumińska w swojej broszurze pt. „Hipoterapia” pisze, że koń hamuje przetrwałe odruchy postawy. Nieprawidłowe, mimowolne odruchy towarzyszące niektórym postaciom mózgowego porażenia dziecięcego utrudniają usprawnianie. Hipoterapia stwarza możliwość stopniowego eliminowania tych automatyzmów. Łagodne, rytmiczne, równomierne kołysanie w stępie, naprzemian napina i rozluźnia mięśnie posturalne prawej i lewej strony ciała. Ulegają one stopniowemu rozluźnieniu i rozciągnięciu. Mięśnie słabszej wiotkiej strony ulegają wzmocnieniu. Dzięki temu po pewnym okresie jazdy stępem dochodzi do symetrycznej równowagi mięśniowej. Konieczność utrzymania prawidłowego tzw. dosiadu zmusza natomiast do aktywnego prostowania się. Wzmocnieniu ulegają mięśnie grzbietu, brzucha i obręczy biodrowej. Prowadzi to do zmniejszenia tzw. przodopochylenia miednicy. Dzięki wzmocnieniu mięśni kształtuje się nowa, prawidłowa postawa ciała.

Ponadto hipoterapia wpływa na poprawę koordynacji wzrokowo-ruchowej, powoduje wzrost wydolności fizycznej oraz wpływa na relaksację, wyciszenie i obniżenie pobudliwości nerwowej. Dodatkowo kontakt z koniem pozwala na: poprawę poczucia własnej wartości, zwiększenie motywacji do pracy nad pokonywaniem swojej choroby i wynikających z niej ograniczeń, zwiększenie motywacji do wysiłku i systematyczności, przełamywanie lęku i oporów przed kontaktem z otoczeniem społecznym, a także zwiększenie motywacji do nawiązywania bliższego kontaktu i poprawy komunikacji ze światem.

 

Jaki powinien być koń do hipoterapii?

Specjaliści twierdzą, że nie powinien być duży, żeby łatwo ćwiczyło się z osobą niepełnosprawną. Choć z drugiej strony powinien być mocno zbudowany, bo zdarza się, że niepełnosprawny musi jechać razem z instruktorem, więc koń musi udźwignąć dwie osoby. Poza tym łagodny, niepłochliwy, posłuszny, o zrównoważonym temperamencie. Nie powinien bać się akcesoriów służących niepełnosprawnym do poruszania się, nie mieć tendencji do brykania, kopania, gryzienia, stawania dęba.Idealny koń do hipoterapii to taki, który pozwala się klepać, głaskać, nie rży zbyt często, nie ma tendencji do ucieczek, jest ufny w stosunku do obcych ludzi, nie reaguje gwałtownie na owady, akceptuje dużą ruchliwość jeźdźca na swym grzbiecie i częste zmiany obciążenia, zatrzymany stoi bez ruchu, reaguje na słowne polecenia. Jak się dowiedzieliśmy, najlepsze są konie w wieku od 6 do 15 lat (w tym wieku konie są spokojniejsze, bardziej zrównoważone i doświadczone).

 

Hucuły najlepsze?

Marek Walkowiak ma po wypadku niedowład prawej nogi. Chodzi praktycznie bez kul, sam się jednak śmieje, że jeszcze nieco zamiata strzaskaną kiedyś kończyną. Jeździ konno, a jakże. I to za sprawą hipoterapii. – Lekarz mnie do tego namówił. Byłem w sanatorium, chodziłem sobie na zabiegi, masowali mnie, jakieś bioprądy puszczali na nogę, lampami świecili. Na niewiele się to zdawało. Doktor powiedział mi wtedy, że może spróbowałbym na koniu pojeździć, że może to zmieniłoby moje nastawienie do rehabilitacji, że może bym się przełamał. Z początku iść nie chciałem, ten lekarz mnie tam prawie siłą zaciągnął. I stało się: zobaczyłem hucuły. Dokładnie takie, jaki u nas na wsiach jeszcze do niedawna były. No i zakochałem się w tych koniach – wspomina 50-latek, mieszkaniec Beskidu Niskiego. – Mało kto wie, że to konie przyzwyczajone do trudnych warunków, ich ojczyzną są góry. Mają żelazne zdrowie, są niezwykle silne i odporne na zmęczenie i ból. A nade wszystko są bardzo ułożone, spokojne i mądre. W górach jest taka o nich opinia, że na rzeczną kładkę nie wchodzą, zanim kopytem nie sprawdzą, czy deski się dobrze trzymają. A więc do hipoterapii są znakomite. Nikogo nie skrzywdzą, można im bezgranicznie zaufać.
Pan Marek twierdzi, że tylko dzięki nim podjął walkę z chorobą. Kondycja jego nogi stale się poprawia. – Zdaję sobie sprawę, że moja przypadłość jest niczym wobec naprawdę ciężkich chorób. Mimo wszystko uważam, że jestem chodzącym dowodem na to, że przy koniach można ozdrowieć.

***

Pamiętać należy, że hipoterapia to nie metoda rehabilitacji odpowiednia dla wszystkich. Można ją podjąć wyłącznie za zgodą lekarza, który jednoznacznie zaświadczy o tym, że w konkretnych przypadkach nie istnieją żadne przeciwwskazania do tego typu terapii. Zajęcia z wykorzystaniem koni wykluczają: uczulenie na sierść lub pot konia, niewygojone rany, niepohamowany lęk pacjenta, pogorszenie stanu w zespołach neurologicznych, zwichnięcie stawów biodrowych, brak kontroli głowy w rozwoju motorycznym, ostre choroby infekcyjne, ostre stany chorób i zaburzenia psychiczne oraz znaczna nadwaga. Warto także zaznaczyć, że zajęcia z osobami niepełnosprawnymi na koniu winni prowadzić wykwalifikowani specjaliści. Koniecznie muszą oni posiadać wiedzę w zakresie rehabilitacji, pedagogiki, psychologii. Ktoś, kto nie legitymuje się tego rodzaju uprawnieniami, pacjentowi może wyrządzić krzywdę.

Przydatne linki:

http://www.pthip.org.pl/

http://www.hipoterapia.horsesport.pl/

http://www.hipoterapia.info.pl/

http://www.hipoterapia.org/

http://www.hejkoniku.org.pl/hipotera.htm

http://www.stadniny.pl/oferty/hipoterapia

Przemysław Chrzanowski

Więcej w tej kategorii: Animaloterapia »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx