Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Psy nadal tylko łańcuchowe

 

Od początku roku obowiązuje znowelizowana ustawa o ochronie zwierząt. Zgodnie z nowymi zapisami od 1 stycznia nie wolno trzymać zwierzaków na uwięzi dłużej niż 12 godzin w ciągu doby, albo w sposób powodujący cierpienie. Ponadto, jak głosi litera prawa, łańcuchy wykorzystywane do tego celu nie powinny być krótsze niż trzy metry. Zaniedbania w tej materii mogą być kwalifikowane jako wykroczenia, obłożone karami grzywny lub aresztu. Idea ustawodawcy jest naprawdę szczytna, ale choć od chwili wprowadzenia nowych przepisów minęło już kilka miesięcy, zmian na lepsze nie widać. Jesteśmy święcie przekonani, że to kolejna martwa ustawa. 

 

Nikt nic nie wie (o nowej ustawie)

Brzeziny w województwie łódzkim. Niewielka miejscowość, wzdłuż jednej drogi kilkadziesiąt gospodarskich zabudowań. W prawie każdej zagrodzie ujadają psy. Poza jednym wyjątkiem wszędzie czworonogi „wiszą” na łańcuchach. Nawet z ulicy widać, że ich długość czasem nie jest przepisowa.

– Nowa ustawa? Nic o niej nie wiem. Niedawno u nas zebranie wiejskie było, wójt nic nie wspominał, więc to chyba nie takie ważne – śmieje się Zygmunt Bednarz, jeden z miejscowych gospodarzy, posiadacz rosłego mieszańca, który na widok intruza z dyktafonem dostaje przy budzie białej gorączki.

– Ja zupełnie nic nie rozumiem. Przecież mój pies dostaje raz dziennie miskę żarcia, wodę mu wlewam czystą do garnka. O, niech pan patrzy jak mu się sierść świeci! Na przybłędę nie wygląda. Ma jeden obowiązek: ma dobrze szczekać. Co to za pies, co nie szczeka? Darmozjad.

Buda, trzeba przyznać, dość porządna. Wokół niej goła ziemia, pies ograniczony długością łańcucha wybiegał niewielki okrąg. Swobody ma niewiele. Jego panu to nie przeszkadza.

- On na nieszczęśliwego nie wygląda, dobrze mu w tej budzie. Jak mu czasem zdejmę łańcuch z karku, to i tak w niej siedzi. Dopiero jak ulicą ktoś idzie, biegnie na złamanie karku pod płot i wyje, jak dzikus jakiś – emocjonuje się Bednarz.

Wisi, bo w ogródku ryje i sąsiadom kury dusi

Dosłownie kilka kroków dalej głośno daje znać o sobie następny „brytan” na uwięzi, dzielnie sekunduje mu podpalany kundelek. Ten może mówić o szczęściu, bo jest wolny jak ptak. Co rusz podskakuje do swego przyjaciela z podwórka, kąsa go, ucieka do furtki i zaraz wraca, by uczynić to samo. Przywiązany do stodolnianych wrót owczarek niemiecki (pewnie nie czystej krwi, bo nogi jakieś patykowate i umaszczenie nie książkowe), ma szczelinę w drzwiach, przez którą może dostać się do środka. Stodoła to jego buda. Jak dowiadujemy się od naszego wcześniejszego rozmówcy, tego też gospodarze nie uwalniają. Podobno skopał im kiedyś cały ogródek, na marne poszły ledwo zasiane warzywa, Innym razem „podlał” wszystkie iglaki, w skutek czego połowa zeschła na wiór.


W niemal każdej zagrodzie spotkamy jednego, czasem nawet kilka czworonogów
z reguły „wiszących” na łańcuchach.

- Ja swojego psa rzadko spuszczam z łańcucha. Parę razy chciałem go przegonić po polach, żeby się trochę rozruszał. Myślałem, że jak przy budzie mnie słucha i reaguje na proste polecenia, to i na wolności z tym problemu nie będzie. Niestety, myliłem się. Jak tylko zobaczył, że jest poza podwórzem, to tak zaczął się zachowywać, jak by mnie nigdy na oczy nie widział. Wołałem go, gwizdałem, a on zwiał w przeciwnym kierunku. Pomyślałem wówczas, że już po psie, że gdzieś będzie się szwendał bez celu, że pod samochód może wpaść. Po tygodniu wrócił do swojej budy. Stęsknił się chyba – z przekąsem śmieje się Artur, 18-letni mieszkaniec Brzezin.

- Nie powiem, czasem na smycz go biorę, ale na wsi ludzie się śmieją jak ktoś z kundlem po ulicy paraduje. Mówią: „O, pan z pieskiem idzie! Takiemu to dobrze! Do roboty by się lepiej wziął!” No to po co się narażać?

Misiek ma na oko ze 20 lat. Gdyby podsumować jego żywot, to może z tego wszystkiego wolności uzbierałoby się ledwie kilkanaście dni.

– Dostałem go od nieżyjącego już krewnego. Powiedział mi: „Będziesz go miał 15 lat i będziesz sobie go chwalił”. I muszę przyznać, że słowa te były bardzo trafione. Jestem bardzo z niego zadowolony. A dlaczego na szyi ma łańcuch? Bo kury i króliki wszystkim dookoła dusi. Sąsiedzi wymusili na mnie to, żebym go wiązał. A z ludźmi przecież trzeba jakoś żyć – mówi z kipiącą szczerością pan Marian.
 

Kto ma mierzyć łańcuchy?

Podobnych historii w każdej polskiej wsi uzbierałoby się wiele. W niemal każdej zagrodzie spotkamy jednego, czasem nawet kilka czworonogów z reguły „wiszących” na łańcuchach. Psy maja tu często z góry ustaloną rolę: ich zadaniem jest ujadać na widok nieznajomych i zjadać resztki z obiadu. W większości ich los ma się nijak do znowelizowanego prawa. Ale kto ma ludziom to uświadomić? Kto ma wyciągnąć konsekwencje z zaobserwowanych wykroczeń? Póki co, nikomu przecież nie zlecono przeprowadzenia obligatoryjnego pomiaru długości łańcuchów, ani kontrolowania czasu, w którym psiaki są więzione, a kiedy biegają luzem po podwórzu. 

Jak łatwo się domyślić, zgodnie z literą prawa, egzekutorami nowych przepisów powinni być policjanci, a w przypadku ośrodków miejskich – także strażnicy miejscy. Problem w tym, że ich działania mają mieć charakter interwencyjny. Jeśli im ktoś doniesie, że na przykład Burek sąsiada przykuty jest do budy dwumetrowym łańcuchem, to ich obowiązkiem jest zareagować. Jeżeli zgłoszenia nie ma, to problem nie istnieje. I tu koło się zamyka, bo przecież na wsi niewielu ludziom przeszkadza zbyt krótko wiązany pies.
 

Targowiska bez psiaków

Na szczęście w znowelizowanej ustawie pojawiło się też kilka innych zapisów, których wprowadzenie w życie wydaje się dużo łatwiejsze. Chodzi między innymi o wprowadzenie zakazu sprzedaży zwierząt domowych na targowiskach. Z chwilą wprowadzenia przepisu na giełdach i lokalnych jarmarkach sporadycznie można było spotkać handlujących szczeniakami, kociętami, królikami, czy domowym inwentarzem. Miejsca takie są stale monitorowane przez stróżów prawa. Najpierw sprzedawców uświadamiano, a w kolejnych tygodniach wlepiano im 500-złotowe mandaty. Z targowisk handel przeniósł się do internetu. Tutaj jednak handlarze wykazują się nie lada sprytem, oferując dajmy na to obrożę, bądź smycz w nadzwyczaj wysokiej cenie. Dodatkiem do niej może być rasowy pies. Ze wszystkimi istotnymi papierami. Czegóż to przyciśnięty do muru Polak nie wymyśli...

Zmieniona ustawa o ochronie zwierząt narzuca pewne obowiązki myśliwym. Otóż zakazuje się im strzelania do psów, wałęsających się w obszarze łowisk. Teraz muszą oni poinformować najbliższe schronisko, policję, albo straż miejską o tym, że takie zwierzę błąka się w konkretnym miejscu. Śmiem twierdzić, że zgodnie z przepisami zachowa się nikły procent myśliwskiej braci. W sytuacji, kiedy intruz wejdzie im w paradę, wielu nie zawaha się pociągnąć za spust. A jeśli nawet nie dojdzie do rozlewu krwi, to i tak mało kto będzie wzywał policjantów, by ci gonili psiaka po lesie.
 

A gminy napiszą program...

Warto dodać, że od początku roku obowiązują wyższe kary za znęcanie się nad zwierzętami. Grzywna może teraz sięgać nawet stu tysięcy złotych, a kara pozbawienia wolności może być wymierzona nawet na okres lat trzech. Co nowego ponadto? Otóż gminy mają obowiązek wprowadzić program opieki nad zwierzętami. Program taki ma objąć nie tylko zapewnienie zwierzętom miejsca w schronisku, ale także: zapewnienie opieki wolnożyjącym kotom, odławianie zwierząt bezdomnych, obligatoryjną sterylizację zwierząt w schroniskach, poszukiwanie właścicieli dla bezdomnych zwierząt, usypianie ślepych miotów, zapewnienie całodobowej opieki weterynaryjnej zwierzętom, które ucierpiały w wypadkach drogowych.

Jak samorządy poradzą sobie z tym wyzwaniem? Z pewnością niebawem to sprawdzimy.

Przemysław Chrzanowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx