Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Traktujmy zwierzęta po ludzku!

Przemysław Chrzanowski: Los zwierząt jest w rękach ludzi. Z kim należy rozmawiać, by poprawić życie braci mniejszych na wsi?

malgorzata bielawska2zaja2
Małgorzata Bielawska, weterynarz, pracownik Mazowieckiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.

Małgorzata Bielawska, weterynarz, pracownik Mazowieckiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego: - Można zacząć od lokalnych liderów. Są to z reguły ludzie cieszący się zaufaniem społecznym, mogą dobre wzorce przenosić na swój grunt i je propagować. Dobrze jest również dotrzeć do samego źródła ewentualnych problemów, a więc zapukać do konkretnego gospodarstwa. Osobiście, z racji swego zawodu, robię to bardzo często. Poza tym w zakresie moich obowiązków leży prowadzenie szkoleń wśród rolników o dobrostanie zwierząt. Na tym polu mamy naprawdę wiele do zrobienia.

A co pani widzi niepokojącego w wizytowanych gospodarstwach?

- Jako doradca rolniczy nie mogę czynić żadnych interwencji, ale upominam, że rolnik otrzymuje dopłaty bezpośrednie pod warunkiem spełnienia określonych wymogów, w skład których wchodzi dobrostan zwierząt. Do takich uwag skłaniają mnie zbyt małe kojce dla trzody chlewnej, zbyt duża liczba tuczników w kojcach, krowy w ciasnych oborach, brak wymiarowych korytarzy przepędowych dla bydła. Moje obserwacje zawsze kończą się edukacją, instruktarzem dla rolnika. Pozostaje mi potem wierzyć, że te uwagi ów gospodarz weźmie sobie do serca. Podobnie dzieje się w przypadku psów i kotów. Zła buda, zbyt krótki łańcuch absolutnie nie stanowią problemu – w myśl zasady, że skoro ojciec tak psa trzymał to, dlaczego ja mam robić inaczej?

krowy2zaja2

Wśród wielu gospodarzy nadal pokutuje przeświadczenie, że pies jest po to, żeby zjadał resztki z obiadu i zaszczekał, kiedy intruz wejdzie na podwórko.

- Rzeczywiście psy gospodarskie bardzo często pełnią taką funkcję, można ją zaakceptować, ale pod pewnymi warunkami. Niech rolnik traktuje takie zwierzę przynajmniej jak swego pracownika, niech zapewni mu nie tylko stosowne warunki bytowe, ale i odpowiednie wyżywienie, spacer oraz opiekę medyczną. Nie można pozostawiać psa na pastwę losu, trzeba zwracać uwagę na jego kondycję. Tymczasem spotykam się z takimi tłumaczeniami, że zwierzak jeszcze wczoraj dobrze się czuł, a dzisiaj nie wiedzieć, czemu zdechł. Gospodarze spekulują, że może psina się przejadła, albo ktoś ją otruł… A nie biorą pod uwagę tego, że istnieje szereg chorób, którym można byłoby zapobiec. Że wystarczy raz na jakiś czas pokazać czworonoga weterynarzowi, by uniknąć przykrego scenariusza.

W wielu zagrodach widzimy kojce, to chyba pozytywna zmiana?

- Nie zawsze. Czasem mamy dużego psa, a klatkę maleńką. To chyba jeszcze gorsze niż ten łańcuch, bo na niewystarczającej przestrzeni pies się bardzo męczy. Tymczasem gospodarz zadowolony, bo przecież zwierzę nie na uwięzi. Niestety, w wielu przypadkach z kojców psów się nie wypuszcza. To karygodne.

W ten sposób trzyma się z reguły duże psy. Dla kontrastu dodam, że w mojej okolicy istnieje moda na posiadanie maleńkich Yorków. Nosi się je na rękach, traktuje zdecydowanie lepiej niż te czworonogi przy budach. Ale i tu zdarzają się wypadki, gospodarz wypuszcza taką kruszynę zimą na podwórze i o niej zapomina. Po 15 minutach na dużym mrozie piesek pada martwy.

Mimo wszystko psy i koty mają lepiej niż cała reszta gospodarskiej braci. Zwykle traktuje się je jednak „po ludzku”, czego nie można powiedzieć o bydle, trzodzie chlewnej, czy drobiu.

- To zależy od samych gospodarzy, niektórzy nadają swoim krowom imiona i codziennie klepią je po grzbiecie. Ale to sytuacje wyjątkowe. Z reguły zwierzęta traktuje się jak swego rodzaju maszynki do produkcji mleka, mięsa czy jaj. Tyle co trzeba, to się zadba. Krowy i konie winny być codziennie szczotkowane. Wiemy, że praktycznie nikt tak często tego nie robi. Zdajemy sobie również sprawę z tego, że gospodarze nie przejmują się specjalnie losem zwierząt hodowanych na mięso. Niektórzy hodowcy koni kupując półroczne źrebaki, mają wkalkulowane, że połowa z nich szybko padnie w wyniku chorób powstałych po oddzieleniu od matek. Ale interes kwitnie, bo resztę się dotuczy, wystawi świadectwo pochodzenia, załaduje się nie wiadomo jak i wyśle w bliżej nieokreślone miejsce na rzeź. Gdzie tu miejsce na uczucia?

krowy3zaja2

Co robią ośrodki doradztwa rolniczego, by temu zapobiec?

- Prowadzimy cyklicznie różne szkolenia dla rolników, mamy z nimi bezpośredni kontakt. Mówiąc o dopłatach, o sposobach wypełniania wniosków, o konkretnych programach unijnych zawsze przemycamy informacje o dobrostanie zwierząt. Wręcz prosimy o to, by hodowcy należycie traktowali swój przychówek.

Jak możemy reagować, gdy widzimy skrzywdzone przez gospodarza zwierzę?

- Nie potrzeba żadnych uprawnień, by móc zadziałać w takiej sprawie. Kiedy widzimy spętane krowy lub konie na pastwisku, kiedy zauważymy mocno wychudzonego psa, kiedy stwierdzimy, że zwierzęta hodowane są w urągających warunkach - po prostu dzwońmy na policję. Organy ścigania muszą reagować w takich przypadkach, ponieważ mamy tu do czynienia z łamaniem ustawy o ochronie zwierząt.

Cieszy fakt, że takich sytuacji jest wyraźniej mniej niż przed laty. Sądzę, że jest to efekt nagłośnienia przez media przypadków złego traktowania zwierząt. W mojej gminie w ciągu dwóch lat miały miejsce dwa przypadki zagłodzenia bydła. Najpierw było to kilkanaście krów, potem ponad dwadzieścia. Opinia publiczna była tym faktem bardzo poruszona. Dobrze, że takie przypadki są pokazywane i piętnowane, bo to daje do myślenia – również samym rolnikom i hodowcom.

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx