Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Jedzie Pan Jazz…

AKWARIUMzajaWKA

Od ponad 30 lat Bogusław Dziekański prowadzi Małą Akademię Jazzu. Historię tej fantastycznej uczelni opisali profesorowie uniwersytetów z Warszawy i Lublina, Wojciech Burszta i Andrzej Białkowski. Kilka dni temu promowali ją w stołecznym klubie Akwarium. Wydawnictwo nosi tytuł „Jedzie Pan Jazz…”. Promocji książki towarzyszył koncert absolwenta Akademii Adama Bałdycha, muzyka jazzowego znanego dzisiaj na całym świecie.

 11zajaWKA

A wszystko zaczęło się paradoksalnie nie w Gorzowie Wielkopolskim, z którym dzisiaj utożsamia się Małą Akademię Jazzu, a w Trójmieście. Za tym projektem stał w połowie lat 80. Zdzisław Dencikowski. W roku 1986, dzięki Bogusławowi Dziekańskiemu, przedsięwzięcie to zaczęło kiełkować w Gorzowie, było ono umocowane w strukturach Północnego Oddziału Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, mającego siedzibę w Bydgoszczy i Szczecinie. Gorzów wpisywał się w ówczesną mapę jazzową, tym bardziej, że od 6 lat funkcjonował już Jazz Club „Pod Filarami”. W tym czasie w szczecińskim biurze pojawił się Wacław Czech i to on zaproponował, żeby ruszyć z Małą Akademią Jazzu w Gorzowie. Krótko potem zaczęła się rodzić nowa Polska, a oddziały stowarzyszenia jazzowego zaczęły upadać. Taki los spotkał również oddział bydgoski.

22zajaWKA

- Od tej chwili z Małą Akademią Jazzu zostałem sam. Od początku lat 90. staram się ją zmieniać, moderować, modyfikować, angażować nowe nazwiska. Jazz to moja wielka pasja, interesują się tą muzyką od początku lat 70, dlatego z tym projektem zawsze było mi po drodze – wspomina Bogusław Dziekański.

Jazzu jako takiego nigdy nie było w programach nauczania i dlatego, kiedy Akademia weszła do szkół ze swoim projektem, zainicjowała prawdziwą rewolucję. Wykładowcy MAJ (Małej Akademii Jazzu) spotkali się wówczas z niechęcią części nauczycieli, którzy jasno deklarowali, że nie lubią tego rodzaju muzyki. Z czasem jednak wszyscy się przekonali do tego projektu.

- Myślę, że stało się to za sprawą świetnych muzyków, współtworzących nasze audycje. A dzieciaki? Dla nich także początki nie były łatwe. W całym, dwuletnim cyklu kształcenia najtrudniejsze bywały trzy, cztery miesiące. To czas, kiedy szukaliśmy ze sobą kontaktu, staraliśmy się dotrzeć do właściwych pokładów wrażliwości, uczyliśmy się koncentracji i umiejętności odbioru muzycznego przekazu. Tak było kiedyś, na początku funkcjonowania projektu. Dzisiaj nasza praca i stała obecność w poszczególnych placówkach skutkuje rzeczą fenomenalną, a mianowicie tym, że owe szkoły po prostu żyją Małą Akademią Jazzu. Nawet ci, którzy nie uczestniczą w tym wydarzeniu doskonale są zorientowani co to takiego. Szkolna tkanka jest przesiąknięta jazzem, stąd nasz kontakt z nowymi odbiorcami jest niemal błyskawiczny – zaznacza Bogusław Dziekański.

ab44

Mała Akademia Jazzu dzielnie kroczy w kierunku kolejnych jubileuszów, trzy lata temu stuknęła jej trzydziestka . Tymczasem jest to wciąż projekt wyjątkowo innowacyjny. Jak podkreśla sam pomysłodawca przedsięwzięcia, przede wszystkim chodzi tu o autentyczność przekazu, o tę cienką nić emocjonalnego powiązania między wykładowcami a odbiorcami.

Nie wszędzie MAJ trafiał jednak na podatny grunt. Na fali sukcesów w Gorzowie postanowiono uruchomić podobną inicjatywę w Warszawie, czy na Dolnym Śląsku. W obu przypadkach jednak zajęcia skomercjalizowano, za uczestnictwo w zajęciach płacili sami zainteresowani. To nie mogło zagwarantować wieloletniego sukcesu projektu. W Gorzowie od początku Akademię finansował samorząd, co wpłynęło zasadniczo na stabilność przedsięwzięcia.

Podczas promocji książki „Jedzie Pan Jazz…” nie mogło zabraknąć muzyki. Zobowiązywało do tego miejsce, w którym odbywała się impreza. Na scenie klubu Akwarium wystąpił Adam Bałdych Quartet, gościem specjalnym był saksofonista Marek Konarski.

44zajaWKA

- Adaś Bałdych, toż to pierwsze skrzypce w kraju. Jako młody chłopak przychodził do mnie na zajęcia do klubu, potem bywał tu na koncertach, przedstawiałem go najbardziej znamienitym postaciom ze świata jazzu. Dziś to prawdziwa gwiazda międzynarodowego formatu. Kiedy niedawno zaczął do mnie mówić po imieniu, dosłownie się rozpłynąłem. Marek Konarski natomiast to chłopak, który przed kilku laty zwierzył mi się, że w jego życiu jazz zmienił wyobrażenie o muzyce. Poznałem go na etapie gimnazjum. W jego szkole były zajęcia MAJ. Kiedy miał 13 lat grał już na weselach. Potem przyznał, że gdyby nie Mała Akademia Jazzu, to prawdopodobnie dalej by to robił. Dzisiaj ma 26 lat i jest jazzmanem globalnym – zachwyca się Bogusław Dziekański.

55zajaWKA

„Jedzie Pan Jazz…” to książka, z której czytelnik dowie się przede wszystkim o fantastycznym człowieku, który poświęcił swoje życie dla jazzowej edukacji dzieci i młodzieży. – Dowie się także dlaczego jazz jest piękną muzyką oraz tego dlaczego warto tworzyć wspólnoty, które się organizują wokół cennych wartości. Mówimy ponadto o tym, na czym polega edukacja muzyczna, czyli zarażanie nawet tak trudnym gatunkiem jakim jest jazz. Dla nas, autorów książki o MAJ intrygujące od początku było to, że w żadnej przestrzeni kulturowej nie ma tak fantastycznego projektu. A poza tym obaj kochamy jazz – podkreślali podczas spotkania Wojciech Burszta i Andrzej Białkowski.

Przemysław Chrzanowski

 

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Cztery pory roku na jazzowo w wiejskim klimacie

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx