Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Zamilkł w dniu wybuchu wojny, dziś znów pracuje. Drugie życie stuletniego moto-giganta z polskim rodowodem

Dokładnie 80 lat temu rozpoczęła się II wojna światowa, a pierwsze bomby spadły na Wieluń – niewielkie miasto, ówcześnie leżące 20 km od granicy polsko-niemieckiej. Nazistowskie sztukasy najpierw zaatakowały miejscowy szpital. Pod gruzami zginęło 26 pacjentów, cztery siostry zakonne i dwie pielęgniarki. Wśród zabitych znalazł się Antoni Idasiak, właściciel młyna w Skomlinie, na szpitalne łóżko trafił pod koniec sierpnia 1939 roku ze złamaną nogą.

Wraz z jego śmiercią bezpowrotnie zamilkł młyn, który kilka lat wcześniej zakupił od miejscowego właściciela ziemskiego, Ignacego Bąkowskiego. Ten wyzbył się swego majątku na fali światowego kryzysu w połowie lat 30. Sercem wspomnianego młyna był gigantycznych rozmiarów silnik spalinowy Ursusa zakupiony w 1913 roku. Nowoczesna na owe czasy konstrukcja zastąpiła awaryjny silnik parowy. Jednostka pracowała zatem nieco ponad 20 lat - aż do tragicznego początku wojny. Potem pokrył ją kurz i nadgryzł ząb czasu.

Kolejni właściciele majątku, w skład którego wchodził dawny młyn, postanowili wystawić silnik na sprzedaż. O pomoc w tej sprawie poprosili pomysłodawcę i administratora lokalnej strony internetowej Damiana Reszkę, ten jednak nigdy nie upublicznił ogłoszenia. Podzielił się natomiast wiedzą o silniku ze swoim szwagrem Romanem Furmanem, który stwierdził wówczas, że taka historyczna pamiątka, będąca dziedzictwem przemysłowym naszej małej ojczyzny, nigdy nie powinna opuścić Skomlina. Za deklaracją poszły czyny.

silnik furman1

- Do nabycia urządzenia namawiałem gminę, myślałem także o tym, by sfinansować jego zakup ze środków naszego stowarzyszenia (Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Skomlińskiej, Roman Furman jest jego obecnym prezesem – przyp. red.). Cena jednak była na tyle wysoka, że nikt nie zdecydował się wyłożyć wystarczającej kwoty. Postanowiłem zatem, iż kupię ten silnik prywatnie i postaram się uchronić go od zapomnienia – opowiada Roman Furman.

– Nie bez znaczenia w tym kontekście był dla mnie fakt, iż przed wojną w owym młynie pracowali bracia Antoni i Stanisław Furmanowie, ten pierwszy był moim dziadkiem. Z pewnością byli ostatnimi ludźmi, którzy widzieli to urządzenie w akcji. Kolejny rodzinny ślad wiedzie do mojego pradziadka Augusta Furmana, który był stelmachem (kołodziejem) u Bąkowskiego. Jedno z kół pasowych na silniku dorobiono z drewna i prawdopodobnie jest to jego dzieło. Wszystkie te zbiegi okoliczności rozwiały wszelkie wątpliwości przed zakupem wiekowego urządzenia a potem motywowały mnie do pracy przy jego odnawianiu.

silnik furman2

Proces renowacji jednostki to setki godzin spędzonych w warsztacie. To mozolna praca przy wszystkich komponentach silnika. Demontaż, czyszczenie, uruchomienie każdego z mechanizmów urządzenia. Trzeba pamiętać, że to nie lada wyzwanie w przypadku konstrukcji ważącej 4,6 tony. Już samo wydobycie jej z dawnej maszynowni młyna było wyczynem godnym Herkulesa. Z mechanicznego punktu widzenia najtrudniejszą operacją był demontaż 1,5-tonowego koła zamachowego. Kliny ustalające koło zamachowe na wale korbowym były bardzo ciasno spasowane. Nie obyło się bez użycia palnika gazowego i nagrzania zewnętrznej części koła w celu zluzowania klinów i ich wybicia. Ponowny montaż wymagał podobnych operacji. Nie obyło się bez ciężkiego sprzętu, wózek widłowy był tutaj podstawowym narzędziem. Wszelkie informacje na temat rozwiązań technicznych pan Roman czerpał głównie z internetu. Na Youtube znaleźć można dziesiątki kanałów poświęconych tej tematyce. Prym w dziedzinie silników stacjonarnych wiodą nasi zachodni sąsiedzi i to właśnie z ich doświadczeń rekonstruktor ze Skomlina czerpał najwięcej.

silnik furman4

- Aby wyeksponować silnik i uczynić go mobilnym, osadziłem go na solidnej ramie, wyposażonej w koła montowane w ciężkim sprzęcie rolniczym. Nie sprostałbym temu wyzwaniu, gdyby nie przychylność ze strony skomlińskiej firmy „Agroland”, w której ta konstrukcja powstała. Dzięki tym zabiegom mogłem zaprezentować zabytkową jednostkę podczas gminnych dożynek w naszej miejscowości. Mieszkańcy i przyjezdni goście byli nią niezwykle zainteresowani. A ja obiecałem wówczas, że niebawem postaram się uruchomić to wiekowe cudo – opowiada Roman Furman.

– Kiedy podczas jednej z prób wreszcie udało mi się dopiąć swego, cieszyłem się jak dziecko. Emocje, które temu towarzyszyły, nie pozwoliły mi wówczas zmrużyć oka. W głowie kołatał się specyficzny dźwięk pracy tłoka, a serce rozpierała duma. Poczułem, że właśnie w tym momencie historia zatoczyła koło.

Olbrzymi motor ma maksymalną moc 35 koni mechanicznych. To jednostka czterosuwowa, średnioprężna, jednocylindrowa, chłodzona cieczą. Jej pojemność to aż 40 tys. cm sześciennych. Silnik zasilany może być zarówno naftą, jak i olejem napędowym. Jego prędkość robocza to 225 obrotów na minutę.

silnik furman3

– Znakiem rozpoznawczym tego modelu jest ogromne koło zamachowe, które mierzy niespełna 2,5 metra. Konstruktorzy przed ponad stu laty zaprojektowali je po to, by wyrównać pracę poziomego tłoka. Aby urządzenie przygotować do odpalenia potrzeba było około 2 godzin, przez ten czas za pomocą tzw. lut lampy należało rozgrzać gruszę żarową. Próżno tu szukać korby, nikt zresztą tak wielkiej konstrukcji przy jej pomocy by nie poruszył. Potrzebny był rozrusznik działający na sprężone powietrze, które wtłaczane jest do cylindra. Poruszony w ten sposób tłok zaczyna sukcesywnie rozpędzać koło zamachowe. Sam proces odpalania maszyny jest dość długotrwały, zwykle udaje się to zrobić w 10-15 minut. Czynność tą należy poprzedzić smarowaniem zewnętrznych elementów ruchomych. Napęd przenoszony jest tu na wielkie koło pasowe, a młynarskie urządzenia poruszały się niegdyś za pomocą pasów transmisyjnych – mówi Roman Furman.

Odnowiony silnik oficjalnie został zaprezentowany dokładnie w dniu 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Minutą ciszy uczczono wówczas pamięć wspomnianego Antoniego Idasiaka, przy dźwiękach muzyki z okresu XX-lecia międzywojennego wspominano także czasy dawnej świetności miejscowego dworu. Ale kluczowym momentem tego wydarzenia było pierwsze publiczne odpalenie maszyny po 80 latach jej milczenia. Kiedy stało się to faktem, licznie przybyli mieszkańcy nagrodzili Romana Furmana gromkimi oklaskami. A wszystko to wydarzyło się w szczególnym otoczeniu, tuż przy XVII-wiecznym spichlerzu, nieopodal dawnych dworskich zabudowań i pozostałości folwarcznego młyna, w którym zapomniany silnik spokojnie dotrwał do naszych czasów.

Przemysław Chrzanowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx