Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Papaje rządzą w Ochabach

Dawno minęły czasy, kiedy po zagonach jeździły traktory własnej roboty. Dziś wiejski krajobraz zdominowały kolosy z setkami koni mechanicznych. Tymczasem jeszcze w latach 80. , kiedy gospodarstwa były mocno rozdrobnione, a czas płynął leniwiej, od „samów” aż się roiło. Z reguły odpalało się je korbą, zalewało wodą i z charakterystycznym terkotem niespiesznie ruszało w pole. Jest takie miejsce, gdzie dano im drugie życie. To Ochaby na Śląsku Cieszyńskim. To właśnie tutaj od 12 lat organizuje się wyścigi papajów.

esy1zaja2

Z jakimi utrudnieniami na trasie muszą liczyć się uczestnicy tych szczególnych zawodów? To wąskie, ostre zakręty i wysokie wzniesienia na specjalnie przygotowanej, wymagającej trasie, która wiedzie przez zalesiony wał Wisły. Każdy z uczestników musi przejechać tędy dwukrotnie. Podczas pierwszej pętli nie chodzi tylko o czas przejazdu, ale też o wykonanie dodatkowych zadań. Mowa o toczeniu opony, „dojeniu rękawiczki", czy też ubieraniu, a potem rozbieraniu się z płaszcza, rękawic, szalika oraz ochronnego kasku. Jedynym ograniczeniem jest tutaj tylko inwencja organizatorów. A kim oni są?

esy21zaja2

- W przygotowanie imprezy angażuje się praktycznie cała wieś. Są to ludzie działający w różnych lokalnych organizacjach: reprezentanci Rady Sołeckiej, panie z koła gospodyń, druhowie z OSP, zawodnicy z Ludowego Klubu Sportowego, no i inicjator całego przedsięwzięcia czyli sołtys Ochab Maciej Bieniek. Wszyscy żyjemy tą imprezą, na długo przed zawodami wspólnie planujemy trasę rajdu. Na przestrzeni 12 lat mieliśmy już pięć lokalizacji tego wydarzenia. Za każdym razem podchodzimy do sprawy z maksymalnym zaangażowaniem, co przekłada się na wyraźny wzrost zainteresowania wyścigami papajów w Ochabach. Przybywa zawodników, przybywa także kibiców – z dumą podkreśla Katarzyna Bieniek, przedstawicielka organizatorów.

esy2zaja2

Traktory własnej roboty jeździły niegdyś po całej Polsce, ale ich szczególne nagromadzenie zaobserwować było można na Śląsku Cieszyńskim i dalej w stronę Żywiecczyzny, w Koniakowie, czy Istebnej.

– Z opowiadań przedstawicieli starszego pokolenia wiem, że za czasów PRL-u ciężko było kupić seryjny traktor. Trzeba było latami czekać na przydział. Zaradni rolnicy budowali zatem własne maszyny, wykorzystując wszelkie dostępne komponenty, pochodzące zwykle z innych pojazdów.

esy3zaja2

- Niektóre były tak doskonałe, że bez trudu przechodziły badania techniczne, warunkujące dopuszczenie do ruchu – tłumaczy Katarzyna Bieniek. – Lata mijały, a u nas nadal w lżejszych pracach gospodarskich wykorzystywano „esy”. Postanowiliśmy to wykorzystać i dać im nowe życie. I tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stały się one sportowymi bolidami.

esy11zaja2

Kiedy zbliżają się doroczne zawody, gospodarze odmalowują swoje traktory, czynią konieczne przeglądy, dokonują napraw.

Wszystko po to, by na starcie ucieszyć oczy kilkutysięcznej rzeszy kibiców. Liczy się jednak nie tylko wygląd, wszak każdy z uczestników zawodów chciałby sięgnąć po laur zwycięstwa. Ważny jest zatem silnik, jego osiągi i wydajność w trudnym, górskim terenie. Wielu spośród traktorowych rajdowców przygotowuje swoje maszyny tylko na tę konkretną imprezę. Tuż po zakończeniu rajdu myślą o kolejnych jego edycjach. Natychmiast zabierają się za mozolną pracę, by w następnym roku „przeskoczyć” w klasyfikacji o kilka pozycji do przodu. Konstruują swoje pojazdy miedzy innymi wykorzystując silniki z „maluchów”, napędy z poczciwych Żuków, czy radzieckich UAZ-ów. Efekty są powalające.

esy10zaja2

Ważne są także umiejętności samych kierowców. Jest to impreza, podczas której liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo. Trzeba zatem wykazać się odpowiedzialnością i rozwagą. Na straży dobrych obyczajów stoi regulamin, z którym wszyscy uczestnicy muszą się wnikliwie zapoznać. Trzeba pamiętać, że traktory własnego pomysłu są z reguły bardzo prostymi konstrukcjami. Nie ma tu kontroli trakcji, ani ABS-u, a samych rajdowców nie chroni klatka bezpieczeństwa.

esy13zaja2

– Co oczywiste, wszyscy zawodnicy muszą być trzeźwi. Nie sprawdzamy tego aparaturą pomiarową, zwyczajnie ufamy tym ludziom. Jak do tej pory nie zawiedliśmy się na nich – mówi Katarzyna Bieniek.

– Dużo uwagi poświęcamy zabezpieczeniu trasy rajdu. Publiczność jest odgrodzona siatkami, na całej długości pętli o bezpieczeństwo widzów dbają strażacy. Warto zaznaczyć, że w tym roku mieliśmy specjalnego gościa, który fachowo instruował traktorzystów w kwestii bezpieczeństwa. Mówię tutaj o Kajetanie Kajetanowiczu, utytułowanym kierowcy rajdowym.

esy8zaja2

Mistrz nie omieszkał zmierzyć się z trasą nadwiślańskiej pętli, pokonał ją nie za kółkiem bolidu WRC, a za kierownicą legendy wśród lokalnych samoróbek – czyli popularnego ochabskiego „esioka”. Po tym wyjątkowym doświadczeniu rajdowiec przeprowadził odprawę zawodników. Dla wszystkich była to niekłamana nobilitacja, można było się poczuć jak podczas prawdziwych, profesjonalnych imprez rajdowych.

esy19zaja2

Ochaby to w tej chwili jedyna miejscowość w Polsce, gdzie organizuje się rajd dla „esów”, prekursorem w tej dyscyplinie była jednak wspomniana Istebna. Tam przed laty odbywały się wyścigi łunochodów.

– Z różnych powodów zaniechano organizacji tej imprezy. Nosimy się z zamiarem, by w przyszłorocznej, albo kolejnej edycji rajdu do współpracy zaprosić właśnie ludzi z Istebnej. Byłby to swego rodzaju powrót do korzeni, a samo wydarzenie z pewnością zyskałoby większą rzeszę fanów. Myślimy o wprowadzeniu rywalizacji pomiędzy papajami i łunochodami, zabawa z pewnością będzie przednia – przewiduje Katarzyna Bieniek.

esy20zaja2

Pieniądze na organizację dorocznego wyścigu papajów pochodzą z funduszu sołeckiego. Nie jest to zawrotna suma, bo tak naprawdę więcej tu zależy od zaangażowania ludzi.

– Praktycznie wszystko dzieje się tu za sprawą czynu społecznego. Budujemy tor przeszkód, organizujemy bezpieczne miejsca dla widzów, ustawiamy stoły, ławki. A środki finansowe przeznaczamy tylko na zakup materiałów do oznakowania trasy, przygotowanie posiłku regeneracyjnego dla zawodników oraz emisję reklamy w lokalnych mediach – podsumowuje Katarzyna Bieniek.

Przemysław Chrzanowski
Foto: Archiwum Organizatora

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx