Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Trochę Ameryki w Osieku

Irena Jackowska przez 12 lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, kiedy wróciła na Opolszczyznę i ponownie się zadomowiła, wybrano ją sołtysem wsi Osiek. Stało się to bardzo spontanicznie, nie myślała nawet o tym, żeby kandydować. Znalazła się na zebraniu wiejskim i gdy padła propozycja pod jej adresem początkowo zaczęła się wzbraniać, ale potem błyskawicznie przemyślała wszystko i się zgodziła. Chwilę wcześniej zadała sobie pytanie: „Co ja w tej Polsce będę robiła? Przecież mam mnóstwo pomysłów, doświadczeń. Muszę to wykorzystać!” Uświadomiła sobie, że ma wiedzę formalną, bo przez 35 lat pracowała w administracji państwowej w wydziale gospodarki komunalnej. No i stało się. Od tego momentu zaczęła wsiąkać w swoją wieś i trwa to permanentnie do dziś.


Irena Jackowska, sołtyska wsi Osiek.

Zaczęłam od karkołomnego wyzwania, jakim jest stworzenie planu zagospodarowania przestrzennego. Chciałam wyprostować wiele infrastrukturalnych spraw, chodziło między innymi o drogi, które w zasadzie nie istniały, o grunty z niejasną historią własności. Mieszkańcy czynnie uczestniczyli w konsultacjach do planu, wspólnie rozstrzygaliśmy kłopotliwe sytuacje. Mieliśmy na przykład problem z przydrożną kapliczką, stojącą na działce, do której nikt nie chciał się przyznać. To z kolei uniemożliwiało jej remont. W toku prac nad planem zagospodarowania przestrzennego wszystko zostało usankcjonowane, a efekt jest taki, że dziś kapliczka jest pięknie odrestaurowana. Wielka w tym zasługa księdza proboszcza oraz parafian.

Nasza miejscowość jest malowniczo położona pomiędzy lasami. Znalazłam tutaj również takie miejsce, w którym chciałabym stworzyć zakątek godnej jesieni. Mówię o tym w kontekście wspomnianego planu zagospodarowania przestrzennego, ponieważ przy tworzeniu tego dokumentu postarałam się o to, by niejako przygotować formalny grunt dla takiej inwestycji. Zostało zaprojektowanych dziesięć domów z bali, w trzydziestu procentach powierzchnia każdego z obiektów ma być przeznaczona dla personelu medycznego. Każdy z domów ma mieć udogodnienia dla osób starszych i niepełnosprawnych. Wiem, że brzmi to trochę nierealnie, ale proszę mi wierzyć, że ma to bardzo konkretne podstawy. Cały projekt w założeniu ma opierać się na swego rodzaju partnerstwie publiczno prywatnym. Mamy w okolicy inwestora, który wybudował pole golfowe, teraz nosi się z zamiarem stworzenia centrum rekreacyjno-konferencyjnego, mam też zapewnienie, że wyłoży środki na wspomniany zakątek godnej jesieni. Bardzo wierzę, że uda się zrealizować tę ideę.

Mam w swoim otoczeniu wspaniałych ludzi. Ważne było to, by w niektórych momentach przekonać ich i uświadomić, że moje działania były dla ich dobra. Proszę sobie wyobrazić, że sami zrobiliśmy chodniki, krawężniki, mamy kanalizację i nowe drogi równe jak stół. Mamy świetlicę z prawdziwego zdarzenia, dwa place zabaw i kompleks boisk. A kiedy je budowaliśmy, urodziło się we wsi 13 chłopców, śmialiśmy się wówczas, że będzie miał tu kto kopać piłkę. Wyremontowaliśmy też miejscową strażnicę OSP. Wieś niesamowicie wypiękniała, we wszystkich tych inwestycjach mieszkańcy stanęli na wysokości zadania, poświęcili swój czas i energię. Myślę, że takie działanie bardzo cementuje ludzi i buduje pozytywne relacje.

Wiem, wiem – mimo społecznego zaangażowania koszty takich działań są niebotyczne. Skąd na to bierzemy środki? Po pierwsze jest gmina, która ma swój budżet, a po drugie są źródła zewnętrzne. Ja się tego dopiero uczę, bo nie było mnie, kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej. Po trzech latach starań udało mi się stworzyć Stowarzyszenie Integracja wsi Osiek, co poniekąd ułatwiło pozyskiwanie środków. Piszemy projekty, wnioski i krok po kroku gromadzimy skromny kapitał. Na budowę kanalizacji nie wystarczy, ale na cement do osadzenia krawężników już tak. Naszą kasę zasilają także dochody z imprez plenerowych, które sami organizujemy. Poza tym liczy się także upór w dążeniu do celu, biegam zatem po urzędach z pismami, zwracam się z prośbami o kostkę brukową, o materiały budowlane, o ciężki sprzęt niezbędny do wykonania jakieś inwestycji.

Czuję, że jestem tu potrzebna. Ludzie okazują mi serdeczność i szacunek. Byłam ostatnio przez cztery miesiące w Stanach, kiedy wróciłam, wszędzie podejmowano mnie jak królową. To wspaniałe, że zaistniało między nami coś, co z jednej strony bardzo nas do siebie zbliżyło, a z drugiej napędza nas do konstruktywnego działania. Moim marzeniem jest to, żeby teraz przekonać ludzi do działań biznesowych. Bardzo dobrze znam realia amerykańskie, przez całe lata obserwowałam jak tam robi się interesy. Myślę, że kluczem do sukcesu jest odwaga. Trzeba sobie powiedzieć, że jak się chce, to można wszystkiego dokonać.

Żyjemy w środowisku wiejskim, są rolnicy dookoła, którzy mogliby pełniej wykorzystać swój potencjał. Mówię im tak: „Masz krowy, masz mleko, nie sprzedawaj go do fabryki. Sam zacznij robić sery, albo lody.” Tak się to odbywa w Stanach. Teraz będąc za oceanem celowo odwiedziłam kilka takich gospodarstw, w jednym z nich bezpośrednio od farmera można kupić cały nabiał. W przydomowej manufakturze powstają sery, śmietana, jogurty i wspomniane lody. Cudownie to wszystko prosperuje. U nas w Osieku mamy dokładnie takie same gospodarstwa, dlaczego nie miałyby one powielić amerykańskich wzorców? Pokazuję swoim mieszkańcom strony internetowe, tłumaczę jak to działa i uświadamiam, że naprawdę niewiele trzeba, żeby taki pomysł na biznes przenieść na nasz grunt.

Żeby troszkę usprawnić ten proces, chcę stworzyć we wsi Inkubator Rolniczy, który będzie się mieścił w budynku po byłej szkole. Zaczynamy gromadzić środki na ten cel, wystąpiliśmy także z wnioskami o fundusze unijne. Wierzę, że i to nam się uda!

Wysłuchał: Przemysław Chrzanowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx