Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Wydrukuj tę stronę

Jak na wsi wybudować skatepark?

W niewielkiej wsi Rożnowo pod Olsztynem powstał skatepark, jakiego pozazdrościć mogłaby niejedna miejska aglomeracja.  Jest tutaj wszystko, czego potrzebują nawet najbardziej wymagający amatorzy rolek, desek i bmx-ów. To ulubione miejsce rożnowskiej młodzieży, niedawno zainaugurowano tu zajęcia szkółki jazdy na desce.

11

Przemysław Chrzanowski: O czym pani pomyślała, kiedy młodzi ludzie zakomunikowali, że marzy im się skatepark?

Monika Kur-Rydzewska: - W pierwszej chwili pomyślałam, że jego budowa w naszych warunkach byłaby czymś w rodzaju lotu w kosmos.  Nie chciałam ich jednak zniechęcać, pomyślałam, że metodą małych kroków coś w tym kierunku można byłoby zacząć robić. Akurat ruszały miękkie projekty pilotowane przez naszą Lokalną Grupę Działania Warmiński Zakątek, mogły z nich skorzystać młode organizacje pozarządowe oraz grupy nieformalne. To było coś dla nas, natychmiast stworzyliśmy grupę „Rożnowers”.

10

W naszym projekcie chodziło o to, by przede wszystkim poszukać odpowiedniego miejsca i wypracować wstępną koncepcję budowy skateparku. Tu przydało się trochę moje doświadczenie, ponieważ przez ponad 15 lat zajmowałam się w gminie zagospodarowaniem przestrzennym. Kiedy mieliśmy już lokalizację, zorganizowaliśmy zajęcia z geodetą, ich efektem był gotowy podkład geodezyjny pod inwestycję. Powstała także makieta samego skateparku. Poza tym w ramach projektu pojechaliśmy do Lidzbarka Warmińskiego obejrzeć gotowy obiekt oraz odbyliśmy kilka spotkań z dorosłymi już skaterami z Olsztyna. I to od nich dowiedzieliśmy się najbardziej kluczowych rzeczy. Nagle okazało się, że są różne rodzaje skateparków: betonowe, drewniane, kompozytowe, czy hybrydowe, czyli mieszane.

Kamieniem milowym w całej tej sprawie była wizyta młodych ludzi na sesji Rady Gminy Dywity.

- Wstępnie ustaliliśmy z przewodniczącą rady, że reprezentanci grupy „Rożnowers” dostaną kilka minut na swoją prezentację. Wiedziałam, ze to dobry pomysł jednocześnie obawiałam się efektu.  Wiadomo, dzieciaki różnie reagują, a tu poważna sesja, poważni państwo radni, urzędnicy... Pamiętam, że zanim tam poszli powiedziałam im: „Zwykle macie pretensje do dorosłych, że nic dla was nie robią. Nigdy jednak nie powiedzieliście im, o co wam chodzi, jakie macie potrzeby? Tutaj macie szansę opowiedzieć o własnych pomysłach”.  Poprosiłam ich jeszcze, żeby nie poruszać tematu pieniędzy. Sami wówczas nie wiedzieliśmy ile to wszystko będzie dokładnie kosztowało. Wiedzieliśmy natomiast, że bez gminy nie zrobimy absolutnie nic. No i w końcu weszli z tą makietą. Opowiedzieli, co im leży na sercu. Radnym i wójtowi pomysł się spodobał.

12

Akceptacja była, ale nie było pieniędzy. Skąd zamierzaliście pozyskać fundusze?

- Jasne było dla mnie, że funduszy trzeba szukać na zewnątrz. Dowiedziałam się wówczas o możliwości pozyskania wsparcia finansowego z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Hasłem przewodnim była w tym rozdaniu turystyka. Stwierdziliśmy, że z naszym skateparkiem idealnie możemy wpisać się w tzw. turystykę weekendową, o której zresztą wspomina się w strategii rozwoju gminy.

Potem okazało się, że musimy być organizacją pożytku publicznego. Jako stowarzyszenie działaliśmy już od kilku lat, ale żeby zostać „opp” musieliśmy dokonać odpowiednich zmian w sądzie. Kolejnym krokiem było pozyskanie partnerów, wespół z którymi utworzyliśmy swego rodzaju koalicję na rzecz budowy skateparku. Trzeba było zapukać do gospodarstw agroturystycznych, lokalnych przedsiębiorców i stowarzyszeń. Kiedy i to mieliśmy za sobą przyszło się zmierzyć z kwestią fundamentalną, czyli finansami.

Z PROW-u mogliście sfinansować inwestycję w 70 procentach, resztę musiała wyłożyć gmina. Czy wójt był konsekwentny i zdecydował, że pokryje te koszty?

- Na szczęście tak. Otrzymaliśmy deklarację, że jeśli rzeczywiście uda się nam otrzymać wspomnianą dotację, to samorząd dołoży resztę. To było dla nas coś w rodzaju zielonego światła.

Od tego momentu zaczęła się mozolna praca związana z przygotowaniem dokumentacji technicznej, projektu, kosztorysów. Już na tym etapie trzeba było szukać pieniędzy, bo wszystko wiązało się z niemałymi wydatkami. Działaliśmy od początku na dużym ryzyku, bo przecież to, czy otrzymamy dotację zależało od pozytywnej weryfikacji naszego wniosku w konkursie.

Wiedzieliśmy, za co dostaje się punkty, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że tak istotną rolę odgrywa w tej rywalizacji kolejność zgłoszeń. Zapobiegawczo pojechałyśmy z koleżanką wcześniej, by zająć kolejkę zanim otworzą biuro. Okazało się, że i tak nie byłyśmy pierwsze... Ostatecznie nasz pomysł się spodobał, wniosek przeszedł i otrzymaliśmy tą dotację.

13

Mieliście kłopoty z wyłonieniem wykonawcy?

- Jako stowarzyszenie zwolnieni byliśmy z konieczności szukania wykonawców inwestycji w drodze przetargu. Musieliśmy natomiast udowodnić, że wydajemy pieniądze z zachowaniem zasad konkurencyjności. A co do samego projektu to przede wszystkim postawiliśmy na nawierzchnię betonową polerowaną specjalną kruszonką. Jest twardo, ale bardzo gładko. To ważne dla użytkowników skateparku. Budowę płyty powierzyliśmy ekipie stricte budowlanej, natomiast instalację konkretnych urządzeń wzięła na siebie specjalistyczna firma z Krakowa.

Porozmawiajmy wreszcie o pieniądzach...

- Wszystko kosztowało niecałe 300 tysięcy. Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że sposób w jaki przyznaje się dotacje unijne jest dla małych stowarzyszeń niezwykle uciążliwy. Finansowanie poszczególnych projektów następuje mianowicie po ich zrealizowaniu. Nasze stowarzyszenie musiało na rok wziąć kredyt w komercyjnym banku, a zabezpieczeniem miały być prywatne majątki jego członków.  W naszym przypadku znaleźliśmy pośrednie rozwiązanie w postaci hipoteki, jednak sama dotacja zabezpieczona jest wekslem in blanco.

Wymaga to nie tylko poświęcenia, ale przede wszystkim odwagi. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że to dość ryzykowne posunięcie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, pieniądze spłynęły, a inwestycja została rozliczona bez szkody dla kogokolwiek. Nie mniej warto byłoby na przyszłość coś w tej kwestii zmienić. 

14

Nie wszystkie projekty są „trafione”, coś się buduje, a potem z tego nie korzysta. Jak jest z waszym skateparkiem?

- To duża atrakcja o zasięgu nie tylko lokalnym.Oprócz rodziców z dziećmi, częstymi gośćmi są młodzi ludzie, przybywają też amatorzy rolek i deski z Olsztyna, którzy potrafią docenić walory nowoczesnego obiektu. Wszyscy świetnie się tu bawią, trenują, atrakcyjnie spędzają czas. A mnie osobiście rozpiera duma...

Foto: źródło: https://www.facebook.com/groups/421717614644866

***

W niewielkiej wsi Rożnowo pod Olsztynem powstał skatepark, jakiego pozazdrościć mogłaby niejedna miejska aglomeracja.  Jest tutaj wszystko, czego potrzebują nawet najbardziej wymagający amatorzy rolek, desek i bmx-ów. To ulubione miejsce rożnowskiej młodzieży, niedawno zainaugurowano tu zajęcia szkółki jazdy na desce.

 

Przemysław Chrzanowski: O czym pani pomyślała, kiedy młodzi ludzie zakomunikowali, że marzy im się skatepark?

 

Monika Kur-Rydzewska: - W pierwszej chwili pomyślałam, że jego budowa w naszych warunkach byłaby czymś w rodzaju lotu w kosmos.  Nie chciałam ich jednak zniechęcać, pomyślałam, że metodą małych kroków coś w tym kierunku można byłoby zacząć robić. Akurat ruszały miękkie projekty pilotowane przez naszą Lokalną Grupę Działania Warmiński Zakątek, mogły z nich skorzystać młode organizacje pozarządowe oraz grupy nieformalne. To było coś dla nas, natychmiast stworzyliśmy grupęRożnowers.

 

W naszym projekcie chodziło o to, by przede wszystkim poszukać odpowiedniego miejsca i wypracować wstępną koncepcję budowy skateparku. Tu przydało się trochę moje doświadczenie, ponieważ przez ponad 15 lat zajmowałam się w gminie zagospodarowaniem przestrzennym. Kiedy mieliśmy już lokalizację, zorganizowaliśmy zajęcia z geodetą, ich efektem był gotowy podkład geodezyjny pod inwestycję. Powstała także makieta samego skateparku. Poza tym w ramach projektu pojechaliśmy do Lidzbarka Warmińskiego obejrzeć gotowy obiekt oraz odbyliśmy kilka spotkań z dorosłymi już skaterami z Olsztyna. I to od nich dowiedzieliśmy się najbardziej kluczowych rzeczy. Nagle okazało się, że są różne rodzaje skateparków: betonowe, drewniane, kompozytowe, czy hybrydowe, czyli mieszane.

 

Kamieniem milowym w całej tej sprawie była wizyta młodych ludzi na sesji Rady Gminy Dywity.

 

- Wstępnie ustaliliśmy z przewodniczącą rady, że reprezentanci grupyRożnowersdostaną kilka minut na swoją prezentację. Wiedziałam, ze to dobry pomysł jednocześnie obawiałam się efektu.  Wiadomo, dzieciaki różnie reagują, a tu poważna sesja, poważni państwo radni, urzędnicy... Pamiętam, że zanim tam poszli powiedziałam im:Zwykle macie pretensje do dorosłych, że nic dla was nie robią. Nigdy jednak nie powiedzieliście im, o co wam chodzi, jakie macie potrzeby? Tutaj macie szansę opowiedzieć o własnych pomysłach”.  Poprosiłam ich jeszcze, żeby nie poruszać tematu pieniędzy. Sami wówczas nie wiedzieliśmy ile to wszystko będzie dokładnie kosztowało. Wiedzieliśmy natomiast, że bez gminy nie zrobimy absolutnie nic. No i w końcu weszli z makietą. Opowiedzieli, co im leży na sercu. Radnym i wójtowi pomysł się spodobał.

 

Akceptacja była, ale nie było pieniędzy. Skąd zamierzaliście pozyskać fundusze?

 

- Jasne było dla mnie, że funduszy trzeba szukać na zewnątrz. Dowiedziałam się wówczas o możliwości pozyskania wsparcia finansowego z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Hasłem przewodnim była w tym rozdaniu turystyka. Stwierdziliśmy, że z naszym skateparkiem idealnie możemy wpisać się w tzw. turystykę weekendową, o której zresztą wspomina się w strategii rozwoju gminy. Potem okazało się, że musimy być organizacją pożytku publicznego. Jako stowarzyszenie działaliśmy już od kilku lat, ale żeby zostać „opp” musieliśmy dokonać odpowiednich zmian w sądzie. Kolejnym krokiem było pozyskanie partnerów, wespół z którymi utworzyliśmy swego rodzaju koalicję na rzecz budowy skateparku. Trzeba było zapukać do gospodarstw agroturystycznych, lokalnych przedsiębiorców i stowarzyszeń. Kiedy i to mieliśmy za sobą przyszło się zmierzyć z kwestią fundamentalną, czyli finansami.

 

Z PROW-u mogliście sfinansować inwestycję w 70 procentach, resztę musiała wyłożyć gmina. Czy wójt był konsekwentny i zdecydował, że pokryje te koszty?

 

- Na szczęście tak. Otrzymaliśmy deklarację, że jeśli rzeczywiście uda się nam otrzymać wspomnianą dotację, to samorząd dołoży resztę. To było dla nas coś w rodzaju zielonego światła.

 

Od tego momentu zaczęła się mozolna praca związana z przygotowaniem dokumentacji technicznej, projektu, kosztorysów. Już na tym etapie trzeba było szukać pieniędzy, bo wszystko wiązało się z niemałymi wydatkami. Działaliśmy od początku na dużym ryzyku, bo przecież to, czy otrzymamy dotację zależało od pozytywnej weryfikacji naszego wniosku w konkursie. Wiedzieliśmy, za co dostaje się punkty, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że tak istotną rolę odgrywa w tej rywalizacji kolejność zgłoszeń. Zapobiegawczo pojechałyśmy z koleżanką wcześniej, by zająć kolejkę zanim otworzą biuro. Okazało się, że i tak nie byłyśmy pierwsze... Ostatecznie nasz pomysł się spodobał, wniosek przeszedł i otrzymaliśmy dotację.

 

Mieliście kłopoty z wyłonieniem wykonawcy?

 

- Jako stowarzyszenie zwolnieni byliśmy z konieczności szukania wykonawców inwestycji w drodze przetargu. Musieliśmy natomiast udowodnić, że wydajemy pieniądze z zachowaniem zasad konkurencyjności. A co do samego projektu to przede wszystkim postawiliśmy na nawierzchnię betonową polerowaną specjalną kruszonką. Jest twardo, ale bardzo gładko. To ważne dla użytkowników skateparku. Budowę płyty powierzyliśmy ekipie stricte budowlanej, natomiast instalację konkretnych urządzeń wzięła na siebie specjalistyczna firma z Krakowa.

 

Porozmawiajmy wreszcie o pieniądzach...

 

- Wszystko kosztowało niecałe 300 tysięcy. Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że sposób w jaki przyznaje się dotacje unijne jest dla małych stowarzyszeń niezwykle uciążliwy. Finansowanie poszczególnych projektów następuje mianowicie po ich zrealizowaniu. Nasze stowarzyszenie musiało na rok wziąć kredyt w komercyjnym banku, a zabezpieczeniem miały być prywatne majątki jego członków.  W naszym przypadku znaleźliśmy pośrednie rozwiązanie w postaci hipoteki, jednak sama dotacja zabezpieczona jest wekslem in blanco. Wymaga to nie tylko poświęcenia, ale przede wszystkim odwagi. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że to dość ryzykowne posunięcie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, pieniądze spłynęły, a inwestycja została rozliczona bez szkody dla kogokolwiek. Nie mniej warto byłoby na przyszłość coś w tej kwestii zmienić. 

 

Nie wszystkie projekty trafione, coś się buduje, a potem z tego nie korzysta. Jak jest z waszym skateparkiem?

 

- To duża atrakcja o zasięgu nie tylko lokalnym.Oprócz rodziców z dziećmi, częstymi gośćmi młodzi ludzie, przybywają też amatorzy rolek i deski z Olsztyna, którzy potrafią docenić walory nowoczesnego obiektu. Wszyscy świetnie się tu bawią, trenują, atrakcyjnie spędzają czas. A mnie osobiście rozpiera duma...

 

Foto: źródło: https://www.facebook.com/groups/421717614644866/

Najnowsze