Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Satysfakcja „rośnie” u nas na łące

Satysfakcja „rośnie” u nas na łące
Pedagodzy traktują moje zajęcia jako dopełnienie tego, co robią z uczniami w szkole.

Satysfakcja „rośnie” u nas na łące

 

Przemysław Chrzanowski: Pokazuje pan dzieciom jak mogą zostać leśnymi tropicielami, albo odkrywcami w świecie ptaków. Jak doszło do tego, że zdecydował się pan na tego rodzaju działalność?


Paweł Antoniewicz.

Paweł Antoniewicz, właściciel gospodarstwa agroturystycznego, ornitolog, współpracownik licznych organizacji przyrodniczych: - Przez wiele lat pracowałem w miejscowym muzeum, przyszedł jednak taki czas, że zdecydowałem się z profesją kustosza rozstać. Zacząłem zastanawiać się co mam z sobą dalej począć. Pierwszym pomysłem był rodzinny tartak. Działalność usługowa i produkcja palet dla ogrodników okazały się jednak dość marną koncepcją na życie. Trudno było sprostać silnej konkurencji . Przydomowy tartaczek nie miał szans w starciu z przemysłowymi gigantami. Trzeba było jeszcze raz wszystko przemyśleć. Jako że zawsze ciągnęło mnie do ludzi (byłem zresztą do tego przyzwyczajony pracując w muzeum), uznałem, że gałęzią, której się poświęcę będzie turystyka. Tak się składa, że posiadam gospodarstwo rolne, jest piękne otoczenie, tereny leśne na wyciągnięcie dłoni. Słowem wszystko, by zająć się agroturystyką. W krótkim czasie postarałem się o odpowiednią bazę lokalową i zacząłem do siebie zapraszać letników. W ostatnich latach swoją ofertę wzbogaciłem o zajęcia edukacyjne..

Jaki charakter mają te spotkania, do kogo są adresowane? 

- Bazuję tutaj na swojej pasji. Tak się składa, że od zawsze interesuję się przyrodą, a w szczególności ptakami. Badam ich obyczaje, obserwuję, jestem aktywnym ornitologiem, współpracuję z wieloma organizacjami przyrodniczymi. Posiadłem zatem wiedzę, którą obecnie dzielę się z młodymi ludźmi. Zapraszam do siebie przede wszystkim uczniów okolicznych szkół podstawowych. Oferuję im bliski kontakt z przyrodą. W moim gospodarstwie mogą dokładnie przyjrzeć się temu, co na co dzień ich otacza.

A cóż to za tajemnica dla dzieciaków, mieszkających na wsi? Przecież taką przyrodę mają dosłownie za płotem.

- Mają, ale zwykle się jej nie przyglądają. Ja pomagam im wniknąć do tego arcyciekawego świata. Wystarczy pójść na łąkę, by spotkać skowronka, jeża, by przekonać się, że przechadzają się tędy jelenie, dziki, a nieopodal skaczą zające. Młode pokolenie nie ma świadomości, że przyroda tętni życiem, że dzika zwierzyna nie egzystuje tylko gdzieś tam daleko w Puszczy Białowieskiej, ale tutaj obok, pod nosem. Jest zatem szerokie pole do popisu dla kogoś takiego jak ja. Postanowiłem to wykorzystać i w krótkim czasie przekonałem się, że pomysł okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Punktem strategicznym jest zapewne duża łąka z rozległym stawem, znajdująca się tuż pod lasem.

- Dokładnie tak. Lata temu udało się mnie i mojemu ojcu nabyć ten areał, aczkolwiek wtedy mieliśmy co do niego nieco inne plany. Chcieliśmy tu urządzić miejsce dla odwiedzających nas turystów: jakiś grill, boisko do siatkówki, może pole namiotowe. Kiedy wykosiliśmy rosnące tam trzciny, okazało się, że łąka w sporej części jest stawem. Dziś jest to półhektarowy, zadbany akwen, służący celom edukacyjnym i rekreacyjnym. Z czasem na malowniczo położonej działce stanęła obszerna, przeszklona altana, w której jednorazowo pomieścić można kilkadziesiąt osób. I to właśnie tutaj odbywają się nasze prelekcje oraz zajęcia warsztatowe. Bez względu na warunki atmosferyczne możemy snuć opowieści o zwyczajach naszych braci mniejszych, pokazywać efekty ich aktywności. Posiadamy mnóstwo „pomocy naukowych”, wziętych wprost z lasu, pola, czy łąki. Pokazujemy jak w pniu drzewa dzięcioł wykuwa dziuplę, jak bóbr rozprawia się z tęgim jesionem, jakie poroża zostawiają jelenie, albo jakie pióra gubią ptaki.

Nie pokazuje pan zwierząt na planszy, nie włącza komputerowych prezentacji?

- Nie, przecież to się dzieje w szkole. My raczej wychodzimy na zewnątrz, podnosimy kamień, a tam spotykamy padalca. Pod drugim kamieniem mamy ropuchę. To wszystko staje się przyczynkiem do tego, by zainicjować ciekawą opowieść o przyrodzie. Przyrodzie, którą dosłownie można dotknąć ręką. Pada pytanie: czym żywią się padalce? Odpowiadam: ślimakami. Dziecko podnosi patyk, a pod nim rzeczony ślimak, którego ów padalec pewnie wieczorem skonsumuje na kolację. Zaręczam, że tak pokazany świat zwierząt pozostanie w głowie młodego człowieka na długo. Podobnie dzieje się z postrzeganiem świata roślin. Kiedy po raz pierwszy pytam co rośnie na łące, wszyscy chóralnie wykrzykują, że trawa. Wkładamy zatem nos między źdźbła i dochodzimy wspólnie do przekonania, że rosną tu również firletki, jaskry, niezapominajki oraz wszelkiej maści zioła.

Jak pan dociera do swoich klientów?

- Moimi klientami są uczniowie, a więc staram się odwiedzać okoliczne placówki oświatowe. Kontaktuję się z dyrektorami, nauczycielami przyrody i przedstawiam im swoją propozycję. Rokrocznie wysyłam swoją ofertę do około 200 szkół. Pewnie nie bez znaczenia będzie w tym kontekście fakt, iż posiadam własną stronę w internecie. Sądzę jednak, że pierwsze skrzypce zaczyna tutaj odgrywać marketing szeptany. Nauczyciele, którzy wraz z dziećmi mnie odwiedzili powtarzają swym kolegom po fachu, że warto tu przyjechać. Pedagodzy traktują moje zajęcia jako dopełnienie tego, co robią z uczniami w szkole. Znajdują tu możliwość wykorzystania wiedzy teoretycznej w praktyce. Atutem tego miejsca jest także to, że w pobliżu mieści się Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie, które można sobie przy okazji odwiedzić i niejako upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Czy pańską działalność można już nazwać dochodową?

- Jest to przedsięwzięcie, które przynosi już określone zyski. Nie mniej, staram się ciągle coś ulepszać, coś nowego budować. A to wymaga pewnych nakładów, realny dochód jest zatem trudny do policzenia. Obecnie moją głowę zaprząta koncepcja budowy tarasu widokowego nad brzegiem wspomnianego stawu. Dzięki tej inwestycji moi goście będą mogli z bliska przyjrzeć się wszystkim żyjącym w nim zwierzętom. Wiąże się to oczywiście ze sporym nakładem finansowym. Na szczęście wiele prac wykonać mogę we własnym zakresie.

A co się dzieje zimą? To raczej martwy sezon dla agroturystyki, a więc i pewnie plenerowej działalności edukacyjnej.

- Zgadza się. Miejsce, o którym mówiliśmy, znajduje się dość daleko od głównych dróg. Zimą byłby problem z dotarciem do mojej łąki. Poza tym jestem poniekąd uzależniony od szkół, a te na zajęcia w plenerze decydują się raczej przy bardziej sprzyjających warunkach. Pozostaje mi tylko poświęcić ten czas na planowanie, obmyślanie nowych scenariuszy zajęć, czy też dokształcanie się.

Czy przy realizacji swoich zamierzeń korzystał pan z jakichkolwiek środków zewnętrznych?

- Jak do tej pory nigdzie nie aplikowałem w sprawie pozyskania pieniędzy ze źródeł zewnętrznych. Starałem się wszystko robić za własne pieniądze, aczkolwiek nowy projekt finansowania rolnictwa w latach 2014-2020 bardzo mnie zainteresował. Nie wykluczone zatem, że niebawem będę starał się co nieco z tego unijnego tortu uszczknąć dla siebie.

W przyszłość patrzy pan zatem z optymizmem, czy obawą?

- Widzę rosnące zapotrzebowanie na tego rodzaju działalność. Z roku na rok wygląda to coraz lepiej. Poza tym zawsze z optymizmem patrzę w przyszłość. Tym bardziej, że w tym, co robię, mogę liczyć na silne wsparcie. Murem stoją za mną moja żona i ojciec. To poniekąd nasza wspólna sprawa.

***

Gospodarstwo Agroturystyczne
Joanna i Paweł Antoniewicz
Ożarów 210
98-345 Mokrsko
tel. 665 100 665
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.agroturystyka-ozarow.strefa.pl

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx