Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Wyciągnąć pomocną dłoń – tylko jak?

Nieszczęśliwy wypadek, choroba, niszcząca siła natury – powodów, za sprawą których życie człowieka wywraca się do góry nogami jest wiele. Jedno jest pewne: w tak trudnych chwilach nikogo nie powinno się pozostawiać w osamotnieniu. Trzeba podać pomocną dłoń. Tylko jak to zrobić? Czasem dobre chęci nie wystarczą. Oprócz zaangażowania, determinacji wielu ludzi potrzebna jest gruntowna wiedza.

Na pracowników jednej z instytucji w woj. łódzkim jak grom z jasnego nieba spadła informacja o tym, że synek jednego członków załogi cierpi na chorobę Wolfa-Hirschhorna. Rodzice początkowo nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, dziecko miało z tego wyrosnąć. Kiedy po kilku miesiącach chłopiec nie wykazywał żadnej aktywności, nie próbował przewracać się na brzuch, podnosić się na przedramionach, nie skupiał na niczym swojej uwagi, wiadomo było, że jednak jest coś nie tak.

To, czego nie dostrzegli lekarze pediatrzy, stało się oczywiste dla specjalisty neurologa. Zdiagnozowano nieuleczalną chorobę genetyczną. Jednocześnie stwierdzono, że uszkodzenie jednego z chromosomów nie jest tak znaczne, by zatracić całkowitą nadzieję na jakikolwiek postęp w leczeniu.

Kosztowna nadzieja

Przy intensywnej rehabilitacji możliwy jest powolny rozwój dziecka. Wiąże się to jednak z olbrzymimi nakładami finansowymi. Operacja oczu to wydatek ok. 4 tys. zł, kolejne tysiące to wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, logopedyczne, zakup kombinezonu stabilizacyjnego, kosztowne wizyty u specjalistów, wydatki związane z koniecznością systematycznego prowadzenia badań, codzienna rehabilitacja w domu pod okiem specjalistów, dieta oparta na dedykowanych suplementach, zakup leków uodparniających. Takiego obciążenia finansowego rodzina nie byłaby w stanie udźwignąć – tym bardziej, że matka musiała zrezygnować z pracy. W tej sytuacji każda pomoc jest na wagę złota. Niejako automatycznie chłopiec stał się podopiecznym jednej z dużych fundacji. Pozwoliło to na gromadzenie środków pozyskanych z tytułu 1 procenta. Wszystko to kropla w morzu potrzeb.

Trzeba pomóc. Tylko jak?

W biurze padło hasło: organizujemy pomoc. Łatwo powiedzieć, trudniej to wszystko zorganizować. Wiadomo było, że nawet gdyby zebrać pieniądze wśród pracowników, to i tak suma będzie nikła. Chcąc wyjść poza krąg znajomych, trzeba było zarejestrować zbiórkę publiczną. Spośród najbardziej zaangażowanych osób utworzono komitet społeczny. Było to bardzo proste, ponieważ na stronie www.zbiorki.gov.pl są zamieszczone wzory wszystkich niezbędnych dokumentów. W ciągu tygodnia od wysłania zgłoszenia zbiórka została zarejestrowana, od tego momentu można było zacząć gromadzenie pieniędzy.

Zbieramy! Na dożynkach, festynach, w parafiach…

Pierwsze działania zostały podjęte podczas dożynek gminnych. Odpowiednio oznaczone puszki (nazwa komitetu, cel zbiórki, numer, pod którym została zarejestrowana, zdjęcie dziecka) stanęły na wszystkich stoiskach sołeckich. Degustując regionalne potrawy, można było przyłączyć się do zbiórki. Efekt zaskoczył wszystkich, do puszek trafiło tego dnia prawie pięć tys. zł. Dzięki takiej kwocie można było już myśleć o operacji oczu dziecka. Podczas święta plonów informacja o potrzebującej wsparcia rodzinie została szeroko rozpropagowana, przez co chęć pomocy zgłosiły takie organizacje jak koła gospodyń wiejskich, czy ochotnicze straże pożarne. Ze swoich budżetów wyasygnowali środki na rzecz rehabilitacji i leczenia chłopca.

Kolejna odsłona charytatywnej akcji miała miejsce w pobliskich parafiach. Wierni uprzedzeni o planowanej zbiórce po niedzielnych mszach nie szczędzili grosza, by wesprzeć zbiórkę. Nie bez znaczenia był w tym kontekście fakt, iż ludzie doskonale wiedzieli, komu pomagają. Przedsięwzięcie i tutaj zakończyło się sukcesem, zebrano niemal pięć tys. zł. Niemała w tym zasługa proboszczów tychże parafii, którzy skutecznie zachęcili wiernych do pomocy bliźnim.

Dobrym pomysłem okazało się włączenie zbiórki w program festynu sołeckiego, zorganizowanego na zakończenie wakacji. Idea była taka, by rozprowadzić symboliczne, ponumerowane cegiełki, powiązane z drobnym upominkiem. Podarki zostały zebrane przez pracowników urzędu. Na ten cel udało im się pozyskać vouchery na porady lekarskie, usługi informatyczne, darmowe lekcje taekwon-do, książki, zabawki, akcesoria ogrodnicze, a nawet buty ze zlikwidowanego sklepu. Gwoździem programu była aukcja, podczas której zlicytowano piłki przekazane i sygnowane przez Mariusza Wlazłego, mistrza świata w siatkówce. Bilans zbiórki powiększył się tym samym o kolejne kilka tysięcy. Ponadto rozesłano apele z prośbą o wsparcie dla rodziny chłopca do lokalnych przedsiębiorców. Zadbano również o medialny rozgłos, artykuł na temat akcji i potrzebach dziecka ukazał się w lokalnej prasie.

Czas rozliczeń

Warto zaznaczyć, że proces prowadzenia zbiórki podporządkowano restrykcyjnym zasadom. Oprócz zarejestrowania puszek i zapewnienia identyfikatorów dla zbierających, ustalono, że pojemniki otwierane będą komisyjnie, z czego zostanie spisany protokół. Zadecydowano także o konieczności informowania darczyńców o wysokości zebranych datków. Owe procedury miały na celu zapewnienie przejrzystości podejmowanych działań. Kolejne formalne wyzwanie to sprawozdania z przeprowadzonej zbiórki i rozdysponowania zebranych środków. Pierwsze składa się w terminie 30 dni od zakończenia zbiórki, drugie w terminie 30 dni od upływu 12 miesięcy po zakończeniu zbiórki. Niezwykle ważne jest to, by dotrzymać określonych terminów. W przeciwnym razie organizatorzy zbiórki nie będą mogli w przyszłości prowadzić podobnych przedsięwzięć.

Zaangażowanie darczyńców przerosło oczekiwania zarówno członków komitetu, jak i samych zainteresowanych. Zebrane pieniądze pozwolą na udział dziecka w kilku turnusach rehabilitacyjnych oraz zakup niezbędnych przyrządów, służących rozwojowi dziecka. Pozostaje świadomość, że za jakiś czas będzie trzeba powrócić do akcji. Potrzeby chłopca z wiekiem będą się zmieniać. Efekt zbiórki dał jej pomysłodawcom „kopa” do działania. Okazało się, że wiara w ludzi czyni cuda. Okoliczni mieszkańcy otworzyli swoje serca, wykazali się zaangażowaniem i empatią wobec potrzebującej wsparcia rodziny.

Przemysław Chrzanowski

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Jak prawidłowo przeprowadzić zbiórkę publiczną?

Mała loteria fantowa – jak ją zgłosić i przeprowadzić?

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx