Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Wydrukuj tę stronę

Daleko od szosy, czyli o wykluczonych z transportu

Wydaje się, że cały świat zmniejszył się w ostatnich latach dzięki lepszym drogom i wygodnej komunikacji. I tej w obrębie miast, a także między miastami i krajami. W dużych miastach można regulować zegarki wg odjazdów autobusów, które pojawiają się co kilka minut na przystankach.

Korzystając z autobusu czy pociągu można w ciągu kilku godzin zamienić rodzimy krajobraz górski na nizinny lub odwrotnie. Rano można wydoić krowy, nakarmić psy i kury, by wieczorem bawić przy Piccadilly Circus w Londynie, czy pod wieżą Eiffla w Paryżu.

Nie zmienia to jednak faktu, że wyjazd z dzisiejszej wsi do miasteczka powiatowego, gdzie przyjmuje lekarz, graniczy często z cudem. A uczestniczenie w zajęciach dodatkowych dla ucznia szkoły średniej – jest po prostu niemożliwe. Polska lokalna oznacza ciągle daleko nie tyle od szosy, co od drugiego człowieka, od możliwości edukacji, usług zdrowotnych, korzystania z dóbr kultury czy życia towarzyskiego.

22

W Bieszczadach zawsze było daleko. Powiat bieszczadzki jest jednym z najsłabiej zaludnionych regionów Polski, co zresztą stanowi o jego wyjątkowym atucie przyrodniczo-kulturowym i turystycznym. Ale w tym rejonie żyje ok. 22 tysięcy ludzi i to w przeważnie na wsiach. Wielu z nich dojeżdża codziennie do szkół, do pracy w pobliskim miasteczku, do lekarzy czy urzędników. Tymczasem oferta transportu publicznego maleje z roku na rok. Kolejne firmy plajtują. Mieszkańcy masowo przesiadają się do samochodów prywatnych, bo przecież muszą jakoś żyć. Ci, którzy nie mogą sobie pozwolić na samochód, muszą radzić sobie w inny sposób.

W roku szkolnym autobus pojawia się w naszej wsi rano i wczesnym popołudniem. W dni wolne od szkoły, w tym przez dwa miesiące wakacji – zagląda do nas tylko dwa razy. W weekendy nie ma autobusów w ogóle.

Do miasta można się dostać dwoma porannymi kursami, i wrócić wczesno-popołudniowymi. Jeśli ktoś kończy pracę późnym popołudniem – nie ma czym wrócić do domu – musi szukać okazji. Najgorzej jest w weekendy oraz w dni wolne od szkoły – wówczas przestają chodzić wszystkie autobusy, co skutecznie uziemia większość mieszkańców, którzy nie mają własnego auta.

32

DO PRACY Z SĄSIADEM LUB AUTOSTOPEM

Wyjechać ze wsi jest łatwiej, niż do niej wrócić. Rano odchodzą tzw. autobusy szkolne, do których oprócz uczniów, wsiadają mieszkańcy jadący do pracy, do lekarzy czy do urzędów. Ostatni powrotny autobus z miasta odchodzi przed 16 tą i jeśli ktoś na niego nie zdąży, będzie musiał zorganizować powrót do domu na własną rękę. Zresztą mało kto na ten kurs zdąża, gdyż osoby zatrudnione w mieście zwykle kończą pracę około godziny 17. albo później. Jeśli ktoś nie ma prywatnego samochodu, korzysta z uprzejmości tych, którzy je posiadają. Ludzie jeżdżą samochodami osobowymi w grupach, umawiając się na tzw. podwózki. Czasem zdarza się, że czekają na przystanku, licząc na okazję. W lecie jest łatwiej poczekać i porozmawiać z sąsiadem, najtrudniej w mroźne i ciemne dni zimy oraz w przerwach szkolnych, kiedy przestają jeździć autobusy tzw. szkolne.

Agnieszka dojeżdża przez rok do pracy z sąsiadem. Umawiają się, że dorzuca się do kosztów paliwa. Sąsiad zabiera po drodze jeszcze 2 osoby, które też składają się na paliwo. Jak sąsiad nie jedzie, bo ma wolne, Agnieszka jest w tarapatach - wydzwania po znajomych, kto jutro rano pojedzie do miasta, z kim może się zabrać, z kim wróci? Ona musi być w pracy na czas. Jeśli akurat nikt nie wraca w jej kierunku – Agnieszka prosi o nocleg koleżankę i zostaje w mieście. Taki koczowniczy tryb życia prowadzi przez rok, w końcu przeprowadza się do miasta.

Ewa mieszka na wsi, a pracuje w kuchni szpitalnej. Do pracy ma 25 kilometrów. Jeździ w różnych godzinach, bo pracuje na zmiany, transport publiczny nie wchodzi w grę. Musi mieć własny samochód, jeśli chce utrzymać zatrudnienie.

Marek, Zbyszek i Artur pracują u prywaciarza w miasteczku. Choć pracują o stałych godzinach, zdarzają się dni, kiedy trzeba zostać w pracy, więc nie mogą polegać na autobusach kursowych. Wszyscy jeżdżą do pracy samochodem Marka, dorzucając się sąsiadowi do paliwa.

Jagodę poznałam, jadąc z córką na zajęcia dodatkowe do domu kultury w miasteczku. Stała na wiejskim przystanku autobusowym, choć ostatni autobus już dawno odjechał. Czekała na okazję, by dostać się do domu. Zatrzymałam się i zaprosiłam do samochodu – to zresztą częsta praktyka wszystkich tutejszych kierowców. Jagoda mieszka w miasteczku, ale chce dorobić do emerytury i znalazła pracę na tartaku mieszczącym się na wsi. Do pracy zabiera się okazją albo autobusem dowożącym dzieci do szkoły. Wysiada na przystanku we wsi, potem idzie pod górę 3 kilometry na piechotę. Kończy pracę już po odjeździe ostatniego autobusu, więc dochodzi 3 kilometry na przystanek i liczy codziennie na okazję.

Grzesiek jest rencistą, nie posiada własnego samochodu. Kilka razy w miesiącu musi jechać do miasta: do lekarza, do urzędu lub po większe zakupy. Często korzysta z transportu publicznego. Wyjeżdża ze wsi o 6 rano, zwykle jest pierwszy w kolejce, a po wizycie u lekarza, w aptece i w sklepie spędza na przystanku około 4 godzin, gdyż nie ma wcześniejszego połączenia autobusowego. Często się zdarza, że kiedy lekarz przyjmuje tylko po południu, wówczas Grzesiek nie ma czym wrócić i musi zamawiać prywatny transport do domu.

NAUKA DOPASOWANA DO ROZKŁADU JAZDY A NIE ODWROTNIE

Uczniowie dojeżdżają do szkół zwykłymi autobusami kursowymi. Nie ma tzw. gimbusów, choć gmina dofinansowuje koszty biletów na autobusy kursowe i negocjuje z przewoźnikiem rozkład jazdy tak, aby był w miarę możliwości dopasowany do godzin lekcji szkolnych. A kiedy się nie da dopasować rozkładu jazdy autobusów, uczniowie są wywoływani z lekcji na konkretny autobus, co wymaga nie lada umiejętności organizacyjnych od nauczycieli.

42

Młodzież uczęszczająca na zajęcia dodatkowe nie ma możliwości powrotu do domu transportem publicznym. Jeśli szkoła czy świetlica w mieście lub na wsi - organizują np. zabawę, czy jakieś warsztaty – ich uczestnicy mogą liczyć wyłącznie na podwożenie i odwożenie przez rodziców.

Młodsze dzieci są także zazwyczaj dowożone i odwożone przez rodziców. Często dorośli umawiają się ze sobą i naprzemiennie wożą swoje pociechy tam i z powrotem. Czasem ktoś z zewnątrz śmieje się, że niedługo rodzice będą zawozić dzieci samochodami wprost do sali szkolnej. Tu jednak nie chodzi o wygodę dzieci i nadopiekuńczość rodziców – tu chodzi o względy bezpieczeństwa. Autobus kursowy nie jest zwykle dostosowany dla dzieci, a kierowca nie może dopilnować kto, w jaki sposób i z kim jedzie i kiedy ma wysiąść. Poza tym drogi stały się na wsiach bardzo ruchliwe, nie tak jak choćby 50 lat temu. Nie ma mowy o wędrówkach na piechotę do szkoły oddalonej nawet o kilometr czy dwa, choć ten dystans śmiało pokonywali jeszcze dziadkowie obecnych uczniów. Żaden rodzic nie chciałby narażać swojego dziecka na spotkanie z łanią, jeleniem, czy wilkiem na drodze, a takie sytuacje zdarzają się tutaj często, bo zwierzęta przepłaszane z miejsca na miejsce coraz bardziej zbliżają się do osad ludzkich i uczęszczanych dróg.

52

DO DOMU WRACAJĄ ROWAMI

Ci, którzy mają kilkaset metrów do przejścia ze szkoły do domu, idą wzdłuż dróg, które niestety nie mają ani chodników, ani poboczy. Rodzice z małymi dziećmi wracają prowadząc maluchy… rowami. Tylko rów, o ile jest i jest w miarę suchy - staje się bezpiecznym kanałem powrotu do domu.

DO RÓWIEŚNIKÓW ZA DALEKO

Kiedy Ania chce odwiedzić koleżankę z klasy, która mieszka 8 kilometrów od niej – mama nie powie jej: tak, jedź. Ania nie ma czym dojechać do swojej koleżanki. Rodzice muszą zorganizować Ani w tym dniu dojazd i powrót. To na wsi całkiem zwyczajna praktyka, która powoduje, że dzieci wiejskie są uzależnione od rodziców bardzo długo, zarówno jeśli chodzi o kontakt z rówieśnikami, jak i samodzielne korzystanie z dodatkowych zajęć. Piesze wędrówki czy dojazdy rowerem stały się zbyt niebezpieczne. Drogi są wąskie, nie ma ścieżek rowerowych, nie ma poboczy, a po drogach wiejskich jeździ coraz więcej samochodów prywatnych, dostawczych i ciężkich samochodów z drewnem.

NIEZASTĄPIONY LISTONOSZ

Jedyną zaletą ubogiej oferty transportu publicznego jest to, że ludzie muszą niejako być zdani na siebie: ciągle pytają i sprawdzają, np. kto jutro z mieszkańców wsi jedzie do miasta, przez kogo można podać rachunek do zapłacenia, do kogo można się dosiąść? I ci, którzy wracają do domu w mieście, i ci którzy wracają na noc do wsi – dogadują się i powracają z pracy w grupach samochodami prywatnymi. Niezastąpiony w wielu życiowych sprawach jest też listonosz, który staje się łącznikiem pomiędzy wsią a miastem i pomaga wielu osobom, zwłaszcza starszym i samotnym w załatwianiu codziennych spraw, które wymagają obecności w mieście. Listonosz zawiezie pismo do urzędu, przywiezie nasiona czy środki ochrony roślin, zrealizuje receptę w aptece, którą ktoś inny załatwił u lekarza bez osobistej obecności, a nawet zrobi drobne sprawunki i przywiezie do domu. Niektóre osoby i to nie tylko starsze, po prostu przestały jeździć do miasta, ograniczając swoje potrzeby zdrowotne, kulturalne i inne do minimum. Starają się wszystko załatwiać przez przygodnych pośredników, którzy kursują między wsią a miastem.

Przypomina mi się historia, o której opowiadała mi babcia. Przed II wojną światową nie było we wsi samochodów. Drogi były wyjątkowo kiepskie i często nieprzejezdne. Kiedy ktoś zachorował, organizowano wyjazd po lekarza. Zaprzęgano konia do wozu i jechano kilkanaście kilometrów, by przywieźć medyka do chorego. Jak lekarz w końcu dotarł do wsi i przepisał leki choremu, to potem wszyscy mieszkańcy wsi się tymi lekami leczyli. Zastanawiam się, czy my dziś przypadkiem nie zmierzamy do takiej właśnie sytuacji sprzed pół wieku? I czy zapowiedziane niedawno rządowe zmiany w tym zakresie naprawdę odnowią transport zbiorowy w Polsce lokalnej w dłuższej niż wyborcza – perspektywie?

Monika Mazurczak-Kaczmaryk

https://miastojestnasze.org/piatka-transportowa/ - Nie ratujmy PKS-ów! Organizujmy transport publiczny!

http://www.bieszczadywysokie.com/dojazd/

http://www.twojebieszczady.net/sor/bus.php

https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/bieszczady-odciete-od-swiata-54899.html

https://nowiny24.pl/autobusy-uciekaja-z-bieszczadow/ar/11789306

***

Najnowsze