Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Bieszczady, koń i kino. Jak powstało kino studyjne Końkret we wsi Zatwarnica?

Jeszcze parę lat temu namawiała męża, by porzucił tę bieszczadzką głuszę i by przeniósł swoją tartaczną firmę do miejsca w Bieszczadach bardziej cywilizowanego, z lepszym dojazdem dla ciężarówek transportujących stąd drewno. Lecz pewnego lata, spędzając na terenie tartaku kilka dni poczuła, że to jest jej miejsce, że to miejsce ją wybrało. Spakowała walizki i przeniosła się z małego Krościenka do jeszcze mniejszej wioski w głębokich Bieszczadach, do Zatwarnicy.

Fot1Fot. 1 Dojazd do wsi Zatwarnica, w gminie Lutowiska.

Tam wraz z mężem Robertem 13 grudnia 2012 roku kupili kawałek ziemi, na której stał stary tartak wraz kuźnią, stolarnią, rymarnią i stajnią - były park konny. Od lat 90-ych Robert Jarecki prowadził w tym miejscu zakład przetwórstwa drewna bukowego, który odziedziczył po swoim ojcu.

Fot2TartakFot.2 Tartak – zakład przetwórstwa drewna bukowego w Zatwarnicy.

Czym może być park konny? Dziwaczna nazwa kojarzy się z parkiem miejskim, w którym można spotkać konie do przejażdżek. Ale na co komu park z konikami w bieszczadzkiej głuszy? Konie służyły niegdyś do tzw. zrywki, czyli wyciągania drzew z lasów rosnących na trudno dostępnych terenach górskich. Miejsca te, oddalone zwykle od osad ludzkich, skłaniały robotników leśnych do stacjonowania w miejscu pracy. To w parkach konnych wozacy trzymali swoje konie pociągowe. Tam odpoczywały, były karmione i podkuwane. Było takich miejsc w Bieszczadach kilkanaście. W Zatwarnicy jest ostatni z 15 byłych parków konnych zbudowanych na przełomie lat 50-ych i 60-ych, w tym zachowane stajnia i kuźnia o konstrukcji zrębowej.

Fot3StajniaprzedremontemFot.3 Budynek stajni przed remontem.

Początkowo nie wiedzieli jeszcze, co tam powstanie. Jak mówi Jola „to rosło". Maszyny tartaczne mieściły się pod konstrukcją wiaty na siano. Budynki były w fatalnym stanie. Na początku zaczęli remontować budynek kuźni, rymarni i stolarni.

 Fot4BudynekkuzniFot. 4 Budynek dawnej kuźni, rymarni i stolarni. Tu były przygotowywane wozy, uprzęże dla koni.

To właśnie w dawnej kuźni Jola ulokowała swoją rękodzielniczą Pracownię Na Dwie Ręce. I tak w starej kuźni, rymarni i stolarni spod igły i dwóch rąk rękodzielniczki – samouczki zaczęły wychodzić bojkowskie soroczki - tradycyjne koszule z haftem karpackim, szmaciane lalki o rodzimych imionach i biogramach. To w tej Pracowni niedawno urodziła się Tereska, co w Zatwarnicy mieszka oraz Sofija i Anna z górnej części wioski, które czasami się kłócą o kury nioski, a też i Tatiana co pisze epitafia - jak nie ma weny to ją szlag trafia.


Fot. 5 Biżuteria z Pracowni na Dwie Ręce.

Tam, gdzie 50 lat temu szykowano uprzęże dla koni i podkowy zaczęły powstawać lniane koniki tzw. bojkonie, mydełka glicerynowe z odciśniętą łapą bieszczadzkiego wilka i ręcznie robiona biżuteria.

Fot6trzechgospodarzyktorymsiedarzyFot. 6 Trzech gospodarzy, którym się darzy - Pracownia na Dwie Ręce.

W lecie 2014 roku zajęli się remontem stajni. Cały budynek ginął w oczach, był w fatalnym stanie. Wszędzie stały garnki. Kiedy ściągnęli dach, okazało się, że bale były przegniłe. Robiąc jedną naprawę uruchomili lawinę remontów. Pewnego dnia, podczas sierpniowego Kiermaszu Bojkowskiego w Zatwarnicy Jola oprowadzała małą wycieczkę turystów po okolicy, i gdy mijali tartak, jakiś pan z grupy zapytał - co to za budynek? Jola roztoczyła przed panem wielki plan: tu będzie ekran, tu kanapy, a tu wystawa. Pan patrzył na budynek w opłakanym stanie i tylko kiwał smutno głową. „On myślał, że ja jestem jakąś wariatką! Pokazuję mu, że tam, gdzie błoto - będą stały kanapy i krzesła" – wyznała Jola.

Fot7StajniaprzedremontemFot. 7 Budynek stajni przed remontem w sierpniu 2014 roku

Ale tak to już jest z tym ludzkim chceniem, że góry potrafi przenosić, a świat zmienia się na lepsze tylko dlatego, że ktoś czegoś dobrego bardzo mocno pragnie i podąża za tym pragnieniem.
Jola napisała projekt na remont stajni z pomysłem, aby tam zorganizować galerię z pracownią z prawdziwego zdarzenia i przygotowała wniosek do funduszy szwajcarskich – Alpy Karpatom. Robert na początku się przestraszył. Wolał, żeby to robić powoli, ale samodzielnie, bez zewnętrznych pieniędzy. W końcu pojechali obydwoje na szkolenia organizowane przez Fundację Alpy Karpatom i wtedy powstał ich wspólny plan: w stajni będzie kino! Dlaczego kino? Bo w tym miejscu, na terenie parku konnego w Zatwarnicy nakręcono filmy według scenariuszy Jerzego Janickiego: „Kino Objazdowe", „Hasło", „Wolna sobota".

Fot8StajniaprzedremontemFot. 8 Budynek stajni przed remontem.

Najłatwiej byłoby wyburzyć stajnię oraz kuźnię i postawić nowy budynek, ale oni chcieli zachować to, co stare. Z pomocą przyszli znajomi, architekci, którzy mają „bzika" na punkcie architektury bojkowskiej: Arek Kryda z żoną Anią. „Dzięki ich projektom mamy bojkowską łajkę wkomponowaną w budynek kuźni – mówi Jola. Dach wspiera się na słupach, a obciążenie zostało wyrównane.

Fot9StajniaporemoncieFot. 9 Budynek stajni po remoncie.

 Fot10StajniaporemoncieFot. 10 Dawna stajnia parku końskiego w Zatwarnicy od środka.

Jeszcze podczas remontu kuźni odnaleźli oryginalne zapiski wozaków, „Do obywatela Bronisława, prosi się o wydanie kompletów łańcuchów zrywkowych", czy instrukcję obsługi konia, w której czytamy np., iż „Koń to zwierzę z natury łagodne i jest najlepszym przyjacielem człowieka.„.". Znalazły się też podkowy i dawne uprzęże oraz tablice z imionami koni. Dzięki temu wiemy, że w parku pracowały konie o wiele mówiących imionach, jak np.: „Slogan", „Urzędnik", „Mocznik", „Cznadel", „Żmudzin". Wszystkie ślady przeszłości parku konnego pieczołowicie zabezpieczyli.

Fot11Fot. 11 Odnalezione podczas remontu tabliczki z imionami koni, podkowy i części uprzęży na ścianach Końkretu. W oknach – zdjęcia z parku konnego.

Zaczęli remont w 2014 roku, a już 1 stycznia 2015 roku organizowali w Końkrecie otwartego Sylwestra. Zaraz potem odbyła się pierwsza emisja filmów poświęconych prawom człowieka (tzw. Watch Docs). Przyszło 60 osób! Oglądano tu już m.in. film pt. „Cegła" - o wiosce w Tybecie, gruziński „Wyspy kukurydzy", hinduski „Smak curry", itd. Właściwie w każdym miesiącu oprócz emisji filmów organizują w Końkrecie jakieś warsztaty czy spotkania tematyczne. Były już warsztaty decoupage'u, warsztaty cienia dla nauczycieli i animatorów kultury z Bieszczad, wieczorki poetyckie, spotkania z ciekawymi ludźmi, dyskusje.

Fot12Fot. 12 W budynku stajni mieści się Pracownia na Dwie Ręce oraz kino studyjne Końkret.

Ruszyli też z emisją licencjonowanych 3 filmów bieszczadzkich: Kino Objazdowe (reż.S.Jędryka), Wolna Sobota (reż. L.Staroń), Hasło (reż. H.Bielski). „To niesamowite przeżycie, gdy ogląda się film w miejscu, gdzie był kręcony. Wiem to nie tylko po sobie, ale po tych, co już tu oglądali takie filmy".

Fot13Fot. 13 Emisja filmu „Kino objazdowe" w reżyserii Stanisława Jędryki, scenariusz – Jerzy Janicki.

Jola przygotowała dla turystów lekcję dotyczącą obrzędowości bojkowskiej, codziennego życia w chyży oraz etymologii nazewnictwa w Bieszczadach. W ofercie ma warsztaty z haftu karpackiego, warsztaty teatralne, a także z kreatywnego pisania, warsztaty przyrodnicze oraz questing – zwiedzanie okolicy za pomocą wierszowanego tekstu. Ale nie organizuje tych lekcji na zasadzie przemiału. Jola nie lubi masówek. Mówi, że to niezdrowy trend w Bieszczadach, kiedy turystów się mieli w sposób komercyjny. „Ja tego nie chcę, podchodzę indywidualnie. Jestem w stanie przeprowadzić lekcję z dużą grupą szkolną, ale już warsztaty z rękodzieła – niekoniecznie" - mówi.

 Fot14Fot. 14 W Końkrecie można o 17 -tej wypić herbatę, poczytać, porozmawiać.

Jeszcze zanim przeniosła swoją Pracownię zaprowadziła pewien zwyczaj w pracowni. O godzinie 17 -tej wszystkie maszyny w tartaku milkną. Wtedy ludzie przychodzą do Joli na herbatę - mieszankę herbat czarnych lub zielonych z ziołami i suszonymi owocami, zbieranymi na terenach nieistniejących już, bieszczadzkich wsi. To ten ślad historii przeniesiony w smaku – mówi Jola. I w taki sposób też uczy rozumienia historii Bieszczad. Turysta może sobie tę herbatę o 17 -tej wypić, porozmawiać, przeczytać książkę. Ludzie przychodzą, rozmawiają, zaczynają się integrować.

Fot15Fot. 15 Jola Jarecka na swoim Miejscu.

Zatwarnica to wieś w gminie Lutowiska, położona w dolinie, tam gdzie potok Głęboki wpada do Sanu. Niegdyś mieszkało tu wielu greko-katolików i Żydów i kilka polskich rodzin. Dziś, to wieś turystyczna, bo jest tu sporo gospodarstw agroturystycznych i ogromny hotel na 100 osób Bieszczadzkiej Agencji Rozwoju Regionalnego.

Fot16Fot. 16 Wyremontowana kuźnia i stajnia w parku końskim w Zatwarnicy. Czyli Końkret.

Dziś, Jola i Robert Jareccy z Końkretem, Pracownią Na Dwie Ręce, zachowanymi budynkami parku konnego dołączają do oferty turystycznej Zatwarnicy nową i oryginalną propozycję dla tych turystów, którzy np. nie wyszli w góry.

Monika Mazurczak-Kaczmaryk

Dodatkowe informacje:

http://www.nadwierece.blogspot.com


https://www.facebook.com/kinowetlina/posts/715340775252660


http://www.trebor-buk.pl/kino-konkret

 

Fot. Monika Mazurczak- Kaczmaryk
Fot. 3, 6-8 Jolanta Jarecka

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx