Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Dlaczego nie warto bać się funduszu sołeckiego?

Jak decydować o przeznaczeniu środków z funduszu sołeckiego? Na co lokalne społeczności najchętniej wydają te pieniądze? Dlaczego w setkach gmin nigdy nie wyodrębniono funduszu? Czego w tym kontekście obawiają się sołtysi? Na te i wiele innych pytań odpowiada Jacek Piwowarski, sołtys wsi Wiązownica-Kolonia, radny Rady Miejskiej w Staszowie.


Jacek Piwowarski.

Przemysław Chrzanowski: Fundusz sołecki to prezent samorządu dla mieszkańców­?

Jacek Piwowarski, sołtys Wiązownicy-Kolonii: - Tak bym tego nie nazwał. Można by o tym mówić niejako w kategoriach zwrotu podatku. Na zebraniach wiejskich ludzie często domagają się realizacji konkretnych inwestycji, a kiedy słyszą, że wiąże się to z dużym wyzwaniem finansowym, wytykają wójtowi czy radnym, że przecież płacą podatki i im się należy. Odpowiedzią na ich oczekiwania może być właśnie fundusz sołecki. Mieszkańcy jednej wioski płacą podatek rolny na poziomie 27 tysięcy złotych (w zależności od wielkości gospodarstwa i klasy ziemi), a za sprawą funduszu sołeckiego otrzymują kwotę 21 tysięcy (w zależności od liczby mieszkańców i zamożności gminy). To niejako ich pieniądze wracają do nich. Wystarczy pomyśleć i sensownie je wydać. Inną sprawą jest to, że podatki płacą wszyscy, a na zebrania wiejskie, gdzie decyduje się o podziale sołeckich pieniędzy, przychodzi nikły procent uprawnionych. I tutaj jest największe wyzwanie nie tylko dla sołtysa.

Na co przeznaczyć pieniądze z funduszu? To niełatwa decyzja. przecież zwykle ile głów – tyle pomysłów.

- Dlatego dobrze jest zorganizować wcześniej konsultacje społeczne. Osobiście robię to tak, że natychmiast po tym, kiedy dowiaduję się o wysokości funduszu sołeckiego, jaki wydzielono dla Wiązownicy-Kolonii, publikuję taką informację na swoim blogu w Internecie oraz na tablicy ogłoszeń. Potem przez kilkanaście dni zbieram propozycje wykorzystania tych pieniędzy, służy do tego skrzynka umiejscowiona w miejscowym sklepie. Ludzie piszą na kartkach o swoich potrzebach Przed zebraniem wiejskim dokonuję analizy wniosków, publikuje je w sieci, a potem poddaję je pod głosowanie na zebraniu. Innym sposobem jest internetowa ankieta, ale najbardziej sprawdzonym narzędziem konsultacji są indywidualne potrzeby oraz zbieranie informacji o wyzwaniach dla mieszkańców.

Na co mieszkańcy najchętniej wydaliby pieniądze z funduszu sołeckiego?

- Na drogi. W dalszym ciągu właśnie w sferze komunikacyjnej jest najwięcej niedogodności. Problem w tym, że inwestycje w zakresie budowy, czy remontu ciągów komunikacyjnych są szalenie kosztowne. Tymczasem ludzie tkwią w błędnym przekonaniu, że za dwadzieścia tysięcy można by asfalt we wsi położyć. To samo dotyczy budowy chodników, czy instalacji oświetlenia ulicznego, gdzie kwota z funduszu sołeckiego z ledwością wystarczyłaby na przygotowanie projektu. Zresztą wszystko to wchodzi w zakres zadań należących do samorządów, wszak to po stronie gminy leży realizacja inwestycji infrastrukturalnych.

Jeżeli zatem nie drogi i chodniki, to co…

- To bardzo indywidualna kwestia. My ostatnio na przykład zainwestowaliśmy w słusznej wielkości namiot oraz podłogę, dzięki czemu stworzyliśmy bazę do plenerowych działań integracyjnych. Kupiliśmy sprzęt nagłośnieniowy, mikrofony, nie zapomnieliśmy też o oświetleniu. Pomyśleliśmy, że po latach finansowania budowy rowów, czy dróg gruntowych, powinniśmy zadbać o własne relacje. A nic tak nie cementuje jak wspólnie spędzony czas. Poza tym nasza wieś posiada wiele gruntów gminnych, o które należy dbać (kosić, przycinać krzewy, drzewa), dlatego zakupiliśmy kosę spalinową i piłę z osprzętem. Teraz nie wykorzystujemy swojego prywatnego sprzętu tylko sołecki.

Mimo że decyzję o takim przeznaczeniu środków podjęliśmy po demokratycznym głosowaniu, słychać było głosy niezadowolenia. Jedna z mieszkanek krańcowego przysiółka artykułowała, że oświetlenia na ulicy nie może się doprosić. Zaproponowałem wówczas, by zebrała stosowną liczbę osób, które poprą jej wniosek. Sam opowiedziałem się za jej propozycją. Determinacja i konsekwencja w działaniu tej pani doprowadziła do tego, że po dwóch latach starań wreszcie ludzie zagłosowali za przeznaczeniem części funduszu na zamontowanie oświetlenia ulicznego. Taka postawa świadczy o tym, że wiara i konsekwencja w działaniu przynoszą efekt, a mieszkańcy wsi docenili to głosując za postulatem tej pani.

Z drugiej strony pewnie wielu niezadowolonych nie uczestniczy w zebraniach i ignoruje konsultacje społeczne.

- To bardzo częsta praktyka. Fundusz sołecki nierozerwalnie kojarzony jest z osobą sołtysa, więc automatycznie wszelkie zarzuty kierowane są pod moim adresem. Kiedy jest już „po herbacie”, słyszę głosy, że mieszkańcy konkretnej miejscowości maja pretensje o sposób rozdysponowania pieniędzy. Sami jednak nie wykazali zainteresowania, nie reagowali na badania ankietowe, nie wrzucali propozycji do sklepowej skrzynki, a finalnie nie uczestniczyli w zebraniu wiejskim. Ale gorąco bywa także w trakcie tychże zebrań.

Wiadomo, że młodzi ludzie (przed 18) sami zagłosować w swojej sprawie nie mogą. Więc naświetliłem zebranym, iż chłopcy z naszej wsi potrzebują bramek na boisko. Grają w piłkę nożną w poprzek boiska, (bo jest za duże na małe drużyny) a za bramki służą im patyki wbijane w ziemię. Wszyscy wykazali zrozumienie, ale kiedy powiedziałem, że trzeba byłoby na to wydać 4 tys., podniósł się rwetes. Ludziom w głowie się nie mieściło, że na taką błahostkę trzeba byłoby wydać aż taką kupę pieniędzy. Zaczęły padać propozycje, że lepiej byłoby dziury w drodze połatać itd. W tej sytuacji zaproponowałem, by młodzi ludzie sami opowiedzieli jak bardzo potrzebują tych bramek. Wstało dwóch młodzieńców i w obrazowy sposób wyjaśnili, jakie są ich marzenia o normalnych bramkach i że lepiej spędzać ten czas na boisku niż pod sklepem. Efekt był taki, że uczestnicy zebrania już bez zbędnych komentarzy zagłosowali jednogłośnie za wnioskiem.

Dlaczego nie wszędzie fundusz sołecki istnieje?

Na początku jest potrzeba i garstka ludzi, którzy nie boją się zawalczyć o realizację tych potrzeb. U podstaw funduszu sołeckiego zawsze leży inicjatywa oddolna. Jeżeli są ludzie, którym zależy na tym, by coś dla swojej miejscowości zrobić, kierują swoje oczekiwania do radnych. Ci z kolei winni sprawę przedstawić na posiedzeniu rady gminy i do końca marca uchwalić stosowną uchwałę. Dalsze posunięcia zależą już od tego organu. O ile mi wiadomo, w naszym kraju fundusze sołeckie wyodrębniono w około 70% gmin.

A co z pozostałymi? Czyżby sołtysi czegoś się obawiali?

- Rzeczywiście niektórzy sołtysi uciekają od tematu w obawie przed obowiązkami, którymi rzekomo mieliby być obarczeni podczas realizacji inwestycji finansowanej z funduszu sołeckiego. Jest to oczywiście lęk nieuzasadniony, bo sołtys niczego nie musi rozliczać, nie musi odpowiadać za przetargi, ani gromadzenie materiałów budowlanych. Pamiętajmy, że w dalszym ciągu są to pieniądze z budżetu gminy, a więc cała obsługa inwestycji leży po jej stronie. Sołtys wraz z mieszkańcami mają zadecydować o przeznaczeniu tych środków.

Wiem też o takich praktykach, że sołtysi są odwodzeni od starań o fundusz z uwagi na niewielkie środki wchodzące w jego skład. Mówi się im, że za 20-30 tys. niewiele można zrobić, ale gdyby tak poczekać dwa, może trzy lata to i drogę można by we wsi wybudować… Wielu sołtysów na takie insynuacje „się łapie”, potem mija dziesięć lat, a oni ani funduszu sołeckiego nie mają, ani obiecywanej drogi.  

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx