Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Sołectwa partnerskie

Sołectwa partnerskie
Jak pozyskać zagranicznego partnera?

Sołectwa partnerskie. Jak pozyskać zagranicznego partnera?

 

Miejscowość Skorochów leży na południu województwa opolskiego, tuż nad Jeziorem Nyskim. To turystyczne eldorado: jest woda, kawał plaży, a nieopodal przyjazne obieżyświatom Góry Opawskie. Poza tym wszystkim do granicy z Czechami stąd niedaleko, grzechem byłoby się z nimi nie zaprzyjaźnić. Wie o tym doskonale pani Danuta Łabędzka, sołtys wspomnianej wsi, która postawiła na partnerstwo z dwoma sołectwami po drugiej stronie.


Skorochów chce promować swe turystyczne walory za granicą.
Miejscowi zamierzają do siebie zwabić już nie tylko Czechów, ale i Niemców. 

Panią Danutę swego czasu poznała cała Polska, w 2008 roku została bowiem laureatką plebiscytu na sołtysa roku. Zawiaduje miejscowością, która odłączyła się dzięki jej inicjatywie od Głębinowa. Ponadto jest inicjatorką ruchu odnowy wsi, konkursu „Piękna wieś opolska”, współtwórczynią projektu waloryzacji sołectwa we współpracy z Uniwersytetem Przyrodniczym we Wrocławiu i projektu „Gościniec Skorochowski” – nikogo zatem nie powinno dziwić to, że przypadło jej tak zaszczytne wyróżnienie. Konkursowa kapituła doceniła ją także za zainicjowanie współpracy z czeskimi sołectwami Onrejovice i Rejviz.

Przemysław Chrzanowski: Zagraniczni partnerzy sami do was nie przyszli. Jak ich pozyskaliście?

Danuta Łabędzka: - Najważniejszy dla nas jest rozwój Skorochowa jako miejscowości turystycznej. Chcemy przyciągać do siebie nie tylko rodaków, ale i gości zza granicy. To, że w pewnym momencie zainteresowaliśmy się nawiązaniem kontaktów z Czechami wiąże się także z możliwością pozyskania dodatkowych funduszy. Nasi partnerzy oczywiście sami do nas nie przyszli. Trzeba było wziąć sprawę w swoje ręce i po prostu do nich pojechać. Odwiedziliśmy kilka przygranicznych sołectw, rozmawialiśmy z ludźmi, kontaktowaliśmy się z lokalnymi władzami. I gdzieś po drodze natrafiliśmy na prezesa stowarzyszenia, działającego w maleńkiej miejscowości Rejviz. Był bardzo otwarty i z radością przyjął naszą propozycję. Z Ondrejovicami było nieco inaczej, tutaj komunikowaliśmy się z władzami przez Internet. Wysłaliśmy do nich oficjalnego maila z propozycją podjęcia współpracy. Napisaliśmy co możemy im zaoferować, a oni to zaakceptowali. Informację o tym, że decydują się na podjęcie partnerskiej współpracy ze Skorochowem, otrzymaliśmy na skrzynkę mailową. Tak więc sposobów na pozyskanie zagranicznego partnera jest wiele, sami na swojej skórze się o tym przekonaliśmy.  

Czy zawarcie tych międzynarodowych porozumień zostało sformalizowane? Podpisaliście stosowne dokumenty?

- Do sprawy podeszliśmy jak najbardziej profesjonalnie. Zaprosiliśmy gości z obu czeskich miejscowości do siebie. Całą uroczystość zorganizowaliśmy w naszej dopiero co wyremontowanej świetlicy. Jak pamiętam, umowę o współpracy z Rejviz podpisali przedstawiciele obu stron ze Stowarzyszeń Odnowy Wsi: Stanisław Komar i Stanisław Turek. Natomiast umowę z Ondrejovicami podpisałam ja oraz Petr Schenk. Po części oficjalnej, z życzeniami udanej współpracy, wznieśliśmy symboliczną lampkę szampana. Już wtedy jasno określiliśmy na czym to nasze międzynarodowe partnerstwo ma polegać. Ustaliliśmy, że nie będą nas interesowały sprawy gospodarcze, postawiliśmy natomiast na kulturę i rozrywkę.   Do zawarcia tych porozumień doszło przed pięciu laty i muszę podkreślić, że nie skończyło się na słomianym zapale. Bo często jest tak, że te międzynarodowe przyjaźnie pozostają tylko na papierze. U nas polsko-czeskie partnerstwo cały czas rozkwita.

Teraz rozkwita, a jak zaczęło kiełkować?

- Postanowiliśmy zaprosić Czechów do siebie z okazji dożynek turystycznych. My tu wszyscy żyjemy nie z rolnictwa, a z turystyki właśnie. Skoro więc hodowcy i plantatorzy mają dożynki, to my także chcieliśmy je mieć. To oczywiście taki chwyt marketingowy, który ma na celu przyciągnięcie turystów do naszej wsi. Ta sztuka udaje się nam od 2004 roku, nad Jezioro Nyskie przybywają w tych dniach tysiące letników.


Danuta Łabędzka podczas dożynek turystycznych z dumą prezentuje
nakrycie głowy pożyczone od czeskich partnerów.

Popularyzujemy malownicze położenie Skorochowa, skąd pięknie widać Góry Opawskie i czeskie Jeseniki. Przekonujemy, że warto nas odwiedzać. A nasi goście z Ondrejovic i Rejviz? Oni są nieodłączną atrakcją tych cyklicznych imprez. Od samego początku pomagają mi oficjalnie zainaugurować imprezę. Ubierają się wówczas w wojskowe stroje z epoki Franciszka Józefa, co nadaje tej uroczystości szczególną rangę. Zazwyczaj żar leje się wówczas z nieba, a oni dzielnie prężą się w tych futrzanych czapach. Potem są oczywiście zdjęcia z turystami, prezentacja uzbrojenia i pokazowe strzelanie z dawnej broni. Zainteresowania naszymi przyjaciółmi z Czech nie kryją także liczne media, wszystkiemu, co się tutaj wówczas dzieje towarzyszy błysk fleszy. Mogę powiedzieć, że panowie w czeskich mundurach są wtedy prawdziwymi gwiazdorami. Dożynki turystyczne mają już pewną markę, dość powiedzieć, że od początku mają one charakter imprezy wojewódzkiej. Na tym nie chcemy poprzestawać, już w tym roku planujemy zorganizowanie dużego przedsięwzięcia pod nazwą „Żegnaj lato, witaj jesień” i nie wyobrażam sobie, by zabrakło tutaj naszych przyjaciół z Czech...

A jak Czesi wam się rewanżują? Czy także zapraszają do udziału w imprezach o charakterze turystycznym?

- Oni bardzo lubią chodzić po górach. Jest taka impreza, w której oni rokrocznie tłumnie uczestniczą. To wędrówka do bodajże Moherowego Jeziorka, podczas której idzie się na spotkanie leśnego ducha. My cyklicznie bierzemy w niej udział. W trakcie marszu zatrzymujemy się pod każdym domem, a gospodarze częstują nas specjalnie na tę okazję przygotowanymi smakołykami. Potem jest wielki festyn, prezentacje artystyczne, a wszystko to w bardzo rodzinnej, sielankowej atmosferze.

Rejviz, Jeseniki to okolice, które oferują przede wszystkim atrakcje zimowe. Czy czescy przyjaciele zapraszają was do siebie na narty?

- W naszych okolicach uprawia ten sport większość mieszkańców, na narty jeździ się zatem bez specjalnych zaproszeń. Odnosząc się do naszych przyjacielskich stosunków z Czechami muszę jednak podkreślić, że rokrocznie spotykamy się zimą koło Rejviz i uczestniczymy w szeregu imprez związanych z białym szaleństwem.

Międzynarodowe partnerstwo może stać się dobrosąsiedzką znajomością?

- Jak najbardziej. Goście z Czech przyjeżdżają w tej chwili do nas już nie tylko przy okazji oficjalnych imprez. Przez te kilka lat zawiązały się prawdziwe przyjaźnie pomiędzy polskimi i czeskimi rodzinami. Mieszkamy dość blisko siebie, bo Ondrejovice, czy Rejviz znajdują się około 30 kilometrów od granicy. Nie ma zatem większego problemu, by wybrać się do nich na popołudniową kawkę.


Goście zza południowej granicy rokrocznie otwierają największa turystyczną imprezę w regionie.
Zawsze ubierają się z tej okazji w wojskowe stroje z czasów Franciszka Józefa i Napoleona Bonaparte.

A jak się dogadujecie? Czeski nie do końca jest łatwy do zrozumienia.

- Bariera językowa dla nas nie istnieje. Oni mówią po czesku, my po polsku i świetnie się dogadujemy. Oba języki są do siebie pod wieloma względami podobne, dlatego nie trzeba wołać tłumacza. Możemy swobodnie rozmawiać na różne tematy, a nawet wspólnie śmiać się z dowcipów.

Czy współpraca z zagranicznym partnerem przynosi korzyści materialne?

- Muszę się przyznać, że inicjatywa związana z poszukiwaniem zagranicznych kontaktów początkowo związana była głównie z możliwością pozyskania funduszy zewnętrznych. Powołując się na międzynarodowe partnerstwo, łatwiej jest starać się o pieniądze. Gminy, starostwa powiatowe, urzędy wojewódzkie, czy marszałkowskie chętniej dotują takie przedsięwzięcia, w których uczestniczą reprezentanci innych nacji. Przy okazji jest to dla nich prestiżowa sprawa, bo tego typu działania promują lokalne samorządy już nie tylko na rodzimym podwórku, ale i za granicą.

Czy po Rejviz i Ondrejovicach będzie jeszcze następny krok za granicę?

- Marzy mi się podjęcie współpracy z Niemcami. Wiem jednak, że sami do nas nie przyjdą, znów trzeba będzie wybrać się z krucjatą po małych miejscowościach gdzieś blisko granicy i zaproponować partnerstwo, a w dalszej perspektywie może i przyjaźń... Wierzę, że i tym razem się uda.

***

wersja do druku

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx