Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Czy rolnikom się powodzi... uda uniknąć?

 

Pogoda nie zawsze jest sojusznikiem rolnika. Czasami okazuje się jego największym wrogiem, potrafiąc zrujnować całe zbiory. Nie tak dawno w mediach pojawił się temat powodzi, które nawiedziły wschodnie miejscowości Polski. Tamto zagrożenie już minęło, jednak widmo tej klęski żywiołowej wcale nie odeszło do przeszłości. Wszystko za sprawą bardzo obfitych w tym roku opadów śniegu. Obawy związane są z możliwością przyjścia gwałtownej odwilży. Gdyby temperatura podniosła się do ok. 10 stopni i także w nocy pozostawała na plusie, widmo powodzi stałoby się realne. Podobnie druzgoczące skutki przyniósłby deszcz, który doprowadziłby do szybkich roztopów. Póki ocieplenie jest umiarkowane, a nocą pojawiają się przymrozki, woda jest w stanie bez problemów wsiąknąć w ziemię. Sztaby kryzysowe pozostają jednak w gotowości.

Osobną sprawą jest kwestia szkód powstałych w wyniku podtopień i powodzi. O ile ubezpieczenie budynków w gospodarstwach rolnych jest obowiązkowe, to mienie ruchome może być nim objęte, ale nie musi. Także grunty rolne muszą być ubezpieczone, o ile rolnik uzyskał płatności bezpośrednie. Należy się ubezpieczyć od przynajmniej jednego z pięciu ryzyk, do których zalicza się: grad, ujemne skutki przezimowania, przymrozki, huragan oraz powódź. Przepis ten obowiązuje od 1 lipca 2008 roku i obliguje do ubezpieczenia co najmniej 50% powierzchni upraw. Za niespełnienie tego obowiązku przewidziano karę w wysokości 2 euro za hektar (wg kursu średniego). Od tych sankcji są jednak zwolnieni rolnicy, którzy poświadczą otrzymanie odmów od co najmniej dwóch zakładów ubezpieczeniowych, lub gdy stawki tych ofert będą wyższe niż 6% sumy ubezpieczenia.

Ubezpieczenia upraw ozimych zawiera się jesienią. Od chwili zawarcia umowy obowiązuje 30-dniowa karencja, czyli okres przejściowy, w którym ubezpieczenie jeszcze nie obowiązuje. Czas potrzebny na sfinalizowanie umowy wynosi ok. tygodnia. W tym czasie towarzystwo ubezpieczeniowe szacuje ryzyko, sprawdzając, w jakim stopniu dany teren narażony jest np. na powódź. Ostateczna oferta zależy także od tego, czy ktoś jest wieloletnim klientem. Stawki zaczynają się od ok. 3% sumy ubezpieczenia i rosną wraz z ryzykiem, mogąc dochodzić nawet do ok. 20%.

- Także w tym czasie zdarzają się zapytania na temat ubezpieczeń upraw – tłumaczy Dariusz Skowroński z Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych.

Jednak idea ubezpieczenia polega na szacowaniu ryzyka. W tej chwili prawdopodobieństwo wystąpienia powodzi czy strat związanych z ujemnymi skutkami przezimowania jest bardzo duże. Dlatego trudno mówić o przedstawieniu korzystnej oferty handlowej ze strony ubezpieczycieli. Pocieszające jest jednak to, że w tym roku można było zauważyć niewielki postęp w ilości wykupionych ubezpieczeń. Sporo rolników wybrało właśnie ryzyko ujemnych skutków przezimowania, które to ryzyko wydaje się obecnie bardzo realne.

Warto przy tym zwrócić uwagę na różnicę między powodzią, a wymakaniem. Przez to pierwsze zjawisko rozumie się wezbranie wód stojących lub płynących, a więc rzeki, czy stawu. Rolnicy jednak czasem mylą powódź z wymakaniem, które jest konsekwencją tworzenie się rozlewisk nie z wód powierzchniowych, ale z topniejącego śniegu. To ostatnie ryzyko objęte jest ubezpieczeniem od ujemnych skutków przezimowania.

- W przypadku odnotowania szkód należy niezwłocznie zgłosić je od oddziału ubezpieczyciela. Zwykle wypłaty odszkodowań następują w czasie do 30 dni, jednak w razie dużej ilości zgłoszeń mogą się nieco opóźnić – wyjaśnia Dariusz Skowroński.

Na pogodę nie ma siły, jednak biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, warto postarać się dobrać jak najlepsze ubezpieczenie. W tym roku jest już za późno, by myśleć o zabezpieczeniu upraw ozimych, o czym dość wyraźnie mówią sami ubezpieczyciele. Trudno im się dziwić, ponieważ sama idea ubezpieczenia polega na kupowaniu gwarancji na wypłatę potencjalnych odszkodowań. Zysk firm zajmujących się tą działalnością wynika z faktu, że ryzyko jest tylko możliwe, ale mało realne. W ten sposób rolnik płacąc stosunkowo niewielką składkę, może spać spokojniej, a firma ubezpieczeniowa odnotowuje zysk, gdyż statystycznie więcej pieniędzy dostaje ze składek, niż wypłaca w formie odszkodowań. Gdy ryzyko z hipotetycznego staje się realne, zanika sens ubezpieczenia, ponieważ towarzystwa, by wyjść na swoje, musiałyby podyktować gigantyczne stawki, które nie opłacałyby się ich klientom. Dlatego do podjęcia decyzji odnośnie wyboru ubezpieczenia warto przygotować się z pewnym wyprzedzeniem, kiedy jest jeszcze czas na podjęcie racjonalnych działań.

Do kwestii ubezpieczeń będziemy jeszcze wracać na naszych łamach.

Adam Gabrielów

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx