Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Zrezygnuj z gotówki


Łukasz Bąkiewicz, kons.mer. Tomasz Koźliński

 

Płacenie kartami staje się dla Europejczyków koniecznością. Koszty obrotu gotówkowego wynoszą w krajach UE aż 0,4-0,6 proc. PKB.

W dobie rachunków bankowych, które można założyć w pięć minut, i szybkich, bezpłatnych przelewów internetowych aż 65 procent Polaków mających konta w banku przyznaje, że rachunki za energię elektryczną i tak płaci w tradycyjny sposób, czyli gotówką.

Najchętniej w pocztowym okienku (34,1 proc.), punkcie obsługi klienta (15 proc.), gotówką u inkasenta (5,8 proc.) lub gotówką w kasie banku, w którym mają konto osobiste (4,6%) – wynika z badań nad wykluczeniem płatniczym w Polsce przeprowadzonych przez Tomasza Koźlińskiego z Departamentu Systemu Płatniczego w Narodowym Banku Polskim.

Nawet posiadanie karty płatniczej lub kredytowej w portfelu nie umniejsza miłości Polaków do papierowego pieniądza. Tylko 10 proc. właścicieli kart używa ich podczas zagranicznych wyjazdów, a zaledwie 8 proc. płaci nimi za usługi (badanie NBP, 2010).

Wszyscy tracimy

To zamiłowanie do gotówki powoduje, że wszyscy tracimy – zarówno w ujęciu makro-, jak i mikroekonomicznym. Jak szacuje Europejska Rada ds. Płatności, koszty obsługi gotówki, jaka jest w obiegu na terenie Wspólnoty, wynoszą około 50 mld euro. Gotówka przynosi straty już poprzez to, że trzeba ją zaprojektować, następnie wydrukować, a później jeszcze rozdystrybuować.

Stare banknoty należy niszczyć, a w ich miejsce drukować nowe. Żywy pieniądz generuje również wysokie koszty w przypadku obracających nim banków, firm i instytucji. Muszą zasilać bankomaty, przechowywać gotówkę w odpowiednio zabezpieczonych sejfach czy skarbcach, transportować ją etc.

W ogonie Europy Częściowo za niechęć Polaków do dokonywania transakcji bezgotówkowych odpowiada kiepska infrastruktura technologiczna. Bo o ile pod względem liczby placówek bankowych jesteśmy powyżej unijnej średniej (w 2009 roku na milion mieszkańców było u nas 658, w całej UE – 567), to już pod względem liczby kart płatniczych, bankomatów czy terminali płatniczych w sklepach i punktach usługowych na tle reszty kontynentu wypadamy – mówiąc dyplomatycznie – blado.

Terminali płatniczych POS (z ang. Point of Sale) jest u nas około 250 tys., czyli blisko 6 tys. na każdy milion mieszkańców.

Lepiej od nas wypadają pod tym względem nawet Słowacja, Węgry i Bułgaria, gdzie w 2009 roku nasycenie wynosiło 7-8 tys., a gorzej jest jedynie w Rumunii.

Średnia dla całej Unii wynosi 17 tys. terminali na milion mieszkańców, a dla strefy euro – ponad 20 tys. Absolutnymi rekordzistami są natomiast Grecy – na milion mieszkańców przypada aż 45 tys. terminali.

Równie kiepsko jest w naszym kraju z bankomatami – w 2009 roku na milion mieszkańców przypadało około 416, podczas gdy w krajach rozwiniętych, takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy Austria – 1000, a w Portugalii aż 1614.

Trudno jednak oczekiwać, że instytucje finansowe będą inwestowały w infrastrukturę, kiedy zainteresowanie Polaków bezgotówkowymi formami płatności czy choćby posiadaniem karty płatniczej jest niewielkie. W całym ubiegłym roku w Polsce dokonano 2,3 mld transakcji bezgotówkowych, a w porównywalnej pod względem ludności Hiszpanii było ich niemal dwuipółkrotnie więcej – 5,6 mld.

Te dysproporcje dziwią o tyle, że mieszkańcy kraju nad Wisłą noszą w portfelach około 24 mln kart debetowych, a mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego niewiele więcej, bo ponad 28 mln, tylko zdecydowanie częściej z nich korzystają.

Dlaczego kochamy gotówkę?

Niechęć Polaków do plastikowych pieniędzy eksperci tłumaczą na kilka sposobów. Prof. Dominika Maison z Uniwersytetu Warszawskiego przebadała zachowania tych, którzy nadal wolą posługiwać się gotówką, i podzieliła ich na sześć grup: lękowi, niekontrolujący, podejrzliwi, zależni, racjonalni oraz kochający gotówkę.

– Pierwsi po prostu nie lubią zmian i boją się, że nie przestawią się na karty. Drudzy twierdzą, że nie potrafiliby kontrolować wydatków, gdyby mieli posługiwać się plastikowym pieniądzem. Podejrzliwi nie mają zaufania do banków, zależni zaś nie lubią w ogóle zajmować się sprawami finansowymi – robią to za nich inni członkowie rodziny. Racjonalni wyliczyli, że nie opłaca im się korzystanie z systemu gotówkowego, a ostatnia grupa odczuwa wręcz fizyczną przyjemność posługując się gotówką. Przyznaje, że nie potrafi oszczędzać i czerpie dużą przyjemność z robienia zakupów – wylicza prof. Maison, która przygotowała dla NBP raport dotyczący barier w korzystaniu z obrotu bezgotówkowego przez Polaków.

Co grosza, kult gotówki objawia się nie tylko po stronie obywateli, lecz także instytucji państwowych, urzędów oraz prywatnych przedsiębiorców, głównie tych prowadzących małe sklepy czy punkty usługowe. Przypadki, gdy w urzędzie można dokonać płatności kartą, są sporadyczne.

Podobnie bywa w oddziałach firm kontrolowanych przez państwo – np. na poczcie. Wolą obracać gotówką, ponieważ mają złudne poczucie bezpieczeństwa i kontroli przepływu pieniędzy. Drobni przedsiębiorcy bronią się przed korzystaniem z bezgotówkowego obrotu z zupełnie innych powodów – finansowych.

Wyposażenie małego sklepu w terminal POS wiąże się z kosztami – nie dość, że firmie obsługującej trzeba zapłacić za dzierżawę urządzenia, to jeszcze odprowadzić jej prowizję od każdej transakcji dokonanej przy użyciu terminalu.

Do tego dochodzą koszty połączeń, podczas których terminal komunikuje się z centrum autoryzacyjnym, najczęściej za pośrednictwem sieci komórkowej.

W przypadku małych sklepów czy punktów usługowych, notujących niewielkie obroty, koszty obsługi terminalu szacowane są na 4-5 proc. wartości każdej transakcji.

Nic zatem dziwnego, że nawet jeżeli sklepikarz ma terminal, to namawia klientów, aby płacili gotówką. W tym celu często wywiesza karteczkę informującą, że płatność kartą jest możliwa wyłącznie po dokonaniu zakupów na kwotę np. minimum 20 złotych. I tak dochodzi do paradoksu – jest terminal, jednak ani klientowi, ani sprzedawcy nie opłaca się z niego skorzystać.

Niewidoczny pieniądz Tymczasem według NBP niechęć Polaków do posługiwania się bezgotówkowymi formami rozliczeń ma poważne skutki ekonomicznie. Europejski Bank Centralny wyliczył, że na obsługę gotówki będącej w obiegu wydajemy nawet 15 mld złotych rocznie. NBP wskazuje na konkretne oszczędności, jakie płyną dla całej gospodarki, gdy pieniądz papierowy zastępuje się plastikowym – tylko w latach 2006-2009 Polakom dzięki rozwojowi obrotu bezgotówkowego zostało w kieszeni od 400 do nawet 800 mln zł.

W przyszłości oszczędności mają być jeszcze większe, między innymi za sprawą wdrożenia rządowego programu rozwoju obrotu bezgotówkowego w Polsce na lata 2011-2013. Program wskazuje największe przeszkody, które stoją na drodze do szybkiego rozwoju płatności bezgotówkowych w Polsce (m.in. niska świadomość społeczna na temat korzyści wynikających z obrotu bezgotówkowego, brak zaufania do internetu jako kanału kontaktu klienta z bankiem, zbyt małe zaangażowanie firm w nowoczesne firmy rozliczeń, słabo rozwinięta sieć akceptująca karty płatnicze), i proponuje konkretne metody ich pokonywania.

Rząd chce między innymi upowszechnić płatności bezgotówkowe w urzędach i instytucjach państwowych. Samo zwiększenie odsetka świadczeń emerytalno- -rentowych wypłacanych bezpośrednio na rachunki bankowe z 47 proc. do 70 proc. w roku 2013 ma dać ZUS 130 mln złotych oszczędności. Brane jest też pod uwagę zrównanie różnych sposobów wypłaty wynagrodzeń. Jednak w rządowym programie rozwoju obrotu bezgotówkowego w Polsce na lata 2011–2013 zakładanie kont osobistych do wypłaty wynagrodzeń jest dobrowolne.

Jednocześnie priorytetem programu jest ograniczenie wykluczenia w niektórych grupach społecznych. Ze statystyk NBP wynika, że konta w banku nie ma 50 proc. bezrobotnych, 49 proc. studentów i uczniów, 33 proc. emerytów i rencistów oraz 11 proc. rolników. Do 2013 roku statystyki te mają się poprawić. Osiągnąć można to między innymi przez skierowanie do tych grup konkretnych usług. Na przykład w przypadku osób najuboższych czy bezrobotnych można skorzystać z doświadczeń Francji, Belgii czy Holandii, gdzie mają one dostęp do darmowego konta (tzw. rachunek podstawowy) z możliwością dokonania kilku darmowych przelewów internetowych w miesiącu. W nielicznych krajach zdarza się, że państwo pokrywa koszt wydania karty do takiego rachunku.

Z kolei w Finlandii prawo gwarantuje darmowe konta, karty płatnicze i wypłaty z bankomatów wszystkim osobom, które nie ukończyły 26. roku życia.

Edukacja i bezpieczeństwo Jednak największą rolę w upowszechnianiu obrotu bezgotówkowego ma odegrać edukacja – pokazywanie korzyści płynących z posiadania konta bankowego, wykonywania przelewów przez internet czy płacenia kartą, a także promocja poszczególnych form płatności. Do tego jednak potrzebne jest budowanie większego zaufania do instytucji finansowych oraz uświadamianie obywateli, że np. transakcje dokonywane w internecie lub kartą płatniczą są bezpieczniejsze niż standardowe przelewy czy płatności gotówkowe.

Mało kto wie, że w myśl ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych banki ponoszą odpowiedzialność za wszelkie transakcje o wartości powyżej 150 euro dokonane skradzioną kartą, której jeszcze nie zastrzegliśmy. Gdy już ją zastrzeżemy, bank ma obowiązek zwrócić nam każdą złotówkę, którą udało się wyciągnąć złodziejowi z naszego konta. Ponadto postęp w dziedzinie zabezpieczeń kart jest tak duży, że obecnie na 10 tys. transakcji zaledwie dwie dokonywane są kartami skradzionymi lub skopiowanymi.

Cały proces edukacyjny musi jednak odbywać się równolegle z rozbudowaniem infrastruktury odpowiedzialnej za płatności bezgotówkowe. W rządowym programie rozwoju obrotu bezgotówkowego zaplanowano, że w 2013 roku 80 proc. wszystkich placówek handlowo-usługowych wyposażonych będzie w terminale POS, podczas gdy obecnie wskaźnik ten wynosi ok. 30 proc. Tak szybki rozwój nie jest wcale niemożliwy – dynamicznie przybywa bowiem firm specjalizujących się w obsłudze płatności bezgotówkowych i terminali (tylko w tym roku działalność w tym segmencie rozpoczęło kilka instytucji, m.in. Kredyt Bank i Bank BPH), a po drugie – coraz chętniej wychodzą one poza duże ośrodki i kierują ofertę do sklepów oraz usługodawców w małych miasteczkach czy na wsiach. Innymi słowy – konkurencja na tym rynku rośnie, a tym samym spadają koszty obsługi terminali. Ostatnim krokiem w kampanii może być zniechęcanie klientów do płacenia gotówką. Na przykład w Belgii sprzedawca ma prawo odmówić sprzedania towaru, jeżeli kupujący chce za niego zapłacić większą ilością monet.

Podobnie jest w Niemczech – w wielu tamtejszych sklepach czy restauracjach nie zapłacimy gotówką, jeżeli rachunek wyniesie więcej niż 100 euro, a my będziemy próbowali uregulować go monetami.

Z kolei we Włoszech nie zapłacimy gotówką za żadną usługę, której wartość przekracza 100 euro. W Wielkiej Brytanii istnieje przymus bezgotówkowego regulowania zobowiązań podatkowych, a w Danii obowiązek używania faktur elektronicznych w sektorze publicznym – papierowych nikt nie wydaje ani nie przyjmuje.

***

Źródło: Newsweek 39/2011 (26.09-2.10). Artykuł powstał w ramach projektu pt. „Gospodarka i Finanse” dofinansowanego przez NBP.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx