Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Jak zostać ekologicznym rolnikiem? Rozmowa z Gabrielą Król, rolniczką ekologiczną

IMG 9960zajaWKAX
Pani Gabriela Król.

Piotr Subotkiewicz, Witryna Wiejska: Wraz z mężem zdobyliście Państwo pierwsze miejsce w woj. świętokrzyskim w kategorii Ekologiczne Gospodarstwo Towarowe oraz zostaliście Państwo wyróżnieni w finale krajowego konkursu na Najlepsze Ekologiczne Gospodarstwo towarowe. Również ostatnio zwyciężyła Pani w plebiscycie Mistrzowie Agro i zdobyła tytuł „Gospodyni Roku” w powiecie skarżyskim. Wiem również, że jest Pani trenerką ABC przedsiębiorczości, projektu prowadzonego przez Fundację Wspomagania Wsi, nie mówiąc już o tym, że prowadzicie Państwo gospodarstwo agroturystyczne i jest Pani matką i babcią. Jak się Pani udaje działać w tylu kierunkach i do tego działać skutecznie?

Gabriela Król: To zasługa dobrej organizacji pracy. Bez tego nie wyobrażam sobie pogodzenia tych wszystkich obowiązków, które mam na swoich barkach. Jestem absolwentką Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Jestem po ogrodnictwie. Dlatego wspólnie z mężem prowadzimy plantację borówki amerykańskiej. Tę roślinę poznałam w trakcie studiów. Wtedy na uczelni pracował doktor Kazimierz Pliszka, który sprowadził ją z Ameryki. Gdy zobaczyłam te metrowej długości pędy, obsypane niebieskimi kulkami, to ciekawość zrobiła swoje.

I zaczęliście uprawiać tę borówkę…

Tak. Borówkę uprawiamy głównie na eksport. W Polsce sprzedajemy tylko kilka procent naszej produkcji, tutaj na rynku skarżyskim. Mamy wiernych klientów, którzy rozsmakowali się w naszej borówce i po prostu nie chcieliśmy ich tak zostawić.

IMG 9870zajaWKAX

Od ilu lat prowadzicie Państwo swoją uprawę?

Nasze najstarsze krzewy mają już 38 lat. Właściwie cała nasza przygoda z borówką to okres naszego wspólnego życia. Na początku trzeba było uczyć ludzi, przekonywać, że to nie jest trucizna, że to jest coś dobrego. No i zaowocowało, ludzie się w niej rozsmakowali.

Gdyby któryś z naszych czytelników, chciał pójść w Państwa ślady i rozpocząć taką uprawę, to mogłaby Pani powiedzieć, czy jest to trudny rynek? Jak się do tego zabrać?

Szczerze mówiąc, jest to bardzo trudna roślina i trudny rynek. Wielu ludzi, którzy widzieli w sklepie borówkę wysoką, bo taka jest jej poprawna nazwa botaniczna, zdecydowało, że to będzie dobry zarobek i straciło niestety plantację.

Ludzie zaczynają uprawiać borówkę, nie mając niezbędnej wiedzy, jakie ma ona np. wymogi, jakie są warunki uprawy, kiedy i jak ją zbierać, jak pakować i przechowywać. To spowodowało, że na rynku jest wiele owoców słabej jakości – biorąc pod uwagę smak, dojrzałość czy sposób postępowania z tym owocem po zbiorze. Bo to z takich pojedynczych elementów składa się jakość końcowego produktu. I to spowodowało właśnie, że borówka cieszy się taką zmienną popularnością. My zresztą też mieliśmy klientów, którzy najpierw kupowali u nas, później postanowili kupować na rynku, bo tam było o kilka złotych taniej. Po kilku dniach wracali do nas, bo nasza borówka jest smaczniejsza. Na to mają wpływ także warunki glebowe i w ogóle całe środowisko, w którym roślina jest uprawiana. Podsumowując – jest dużo owoców na rynku, różnej jakości. Ma tutaj zastosowanie stara zasada, że łatwiej sprzedać 100 ton niż tonę. Poza tym są trudne warunki uprawy. Nie każdy jest w stanie im podołać, a w tej chwili rentowność jest tak mała, że wygrywają ci, którzy mają większą wiedzę dotyczącą jej uprawy, zbioru, marketingu i potrafią zmniejszyć koszty produkcji bez uszczerbku na jakości owocu.

IMG 9859zajaWKAX

Wiemy, że popyt na żywność ekologiczną ciągle rośnie. Coraz więcej osób, chcąc zdrowiej się odżywiać decyduje się na wydawanie większych kwot na takie jedzenie. Jednocześnie panuje przekonanie, że w tej branży istnieją bardzo restrykcyjne zasady, trzeba przestrzegać wielu norm związanych z produkcja ekologiczną. Co mogłaby Pani poradzić chętnym do podjęcia produkcji ekologicznej żywności?

Nasze społeczeństwo jest coraz bardziej świadome tego, co je i jakiej jakości produkty spożywa – to jest prawda. Ludzie mają coraz więcej funduszy, aby zakupić żywność dobrej jakości. Ale, żeby być ekologiem, to trzeba myśleć inaczej. Ja nie zapomnę pewnego początkującego plantatora, który, gdy wstąpił do Stowarzyszenia Plantatorów Borówki Amerykańskiej, pierwsze o co zapytał nas, to jaki jest program ochrony roślin. Jeśli ludzie nie przestaną tą kategorią myśleć, że jeżeli chce coś uprawiać, to muszę mieć od razu receptę, kiedy, ile i czym pryskać rośliny, to nie będzie rolnictwa ekologicznego.

Trzeba sobie w głowie tak poprzestawiać, że ziemia to żywy organizm, że roślina to też żywy organizm i że wszystko będzie ok, gdy nie zachwiejemy jej równowagi biologicznej.

Uprawiając tyle lat rośliny, nigdy niczym ich nie pryskaliśmy i jak się okazuje – daje się to zrobić.

Poza tym, łatwiej jest pojechać opryskiwaczem i zastosować jakiś herbicyd – co zajmie kilka godzin pracy na plantacji kilkuhektarowej, niż martwić się skąd wziąć ludzi do pielenia, bo samemu człowiek nie jest w stanie wypielić wszystkich rzędów krzewów.

Nie każdy chce zmienić sposób myślenia i sposób postępowania – dlatego nie każdy może zostać ekologiem.

IMG 0986zajaWKAX

Czyli w tej branży liczą się określone cechy charakteru, takie jak wrażliwość na przyrodę.

Żywa ziemia, gdy ją się weźmie w rękę pachnie, pulsuje, jest ciepła. Tam jest dużo substancji organicznych, mikroorganizmów – ona krótko mówiąc żyje. Niestety większość ziem w Polsce nie ma tej warstwy próchniczej, czyli tej najbardziej żyznej warstwy ziemi. Powstaje ona w wyniku biologicznego rozkładu resztek organicznych, które pochodzą od roślin (np. obumarłe korzenie, liście, pędy czy opadłe owoce) i zwierząt, (m.in. z ich odchodów). W trakcie tego procesu rozwijają się grzyby, bakterie, drobne bezkręgowce – popularne dżdżownice, które wzbogacają właśnie próchnicę w różne związki. Próchnica to według mnie naturalny nawóz, bogaty w liczne składniki odżywcze i kwasy humusowe, którym nie przenawozimy roślin, nie doprowadzimy do zasolenia gleby, bo to jest naturalna substancja. Uważam, że stosując tylko nawozy mineralne dostarczamy do gleby tylko minerały, które są zresztą łatwo wypłukiwane. Monokultura i nawożenie mineralne nie poprawiają struktury gleby, nie zwiększą jej napowietrzenia, nie poprawiają stosunków wodnych, nie wpływają na zwiększenie ilości mikroorganizmów w niej występujących a przecież np. mikoryza bardzo wpływa na wzrost roślin i ich rozwój, „pomaga” zaopatrzyć je w wodę.

Dużo gleb jest już w znacznym stopniu wyjałowionych, mimo, że nawozów mineralnych stosuje się dużo, to zapomina się o tym najważniejszym – oborniku. A to nie to samo.

IMG 9875zajaWKAX

To jest pierwsza trudność związana z pracą w gospodarstwie ekologicznym. Druga trudność, o której pan wspomniał to biurokracja. Biurokracja rzeczywiście istnieje i musimy liczyć się z tym, że w każdym czasie mogą przyjść do nas urzędnicy i nas skontrolować. Na to też jest sposób. Jeśli sobie nie uświadomimy, że wprowadzając cokolwiek na rynek, my odpowiadamy za jakość tego produktu - to nic z tego nie będzie. Będziemy się burzyć, że np. musimy zrobić badania gleby w akredytowanym laboratorium, badania wody czy badania owoców na np. pozostałość środków ochrony roślin, chociaż ich nie stosujemy i ponosimy z tego powodu koszty. Nie robimy tego tylko po to, żeby komuś zrobić przyjemność, ale robimy to dla siebie, żeby mieć pewność i móc udowodnić w razie potrzeby, że to co produkujemy –jest zdrowe, bezpieczne i będzie dobrze służyć naszym klientom.

A gdy klient będzie zadowolony, na pewno przekaże tą informację innemu – tak jest, ponieważ żyjemy w społeczeństwie. Dlatego musimy cały czas się uczyć i dokształcać.

Również nie w każdym miejscu, gdzie posiadamy gospodarstwo, można być gospodarstwem ekologicznym. Na przykład w okolicach Grójca w regionie sadowniczym, często jest tak, że karczuje się stary sad i na jego miejsce zakłada się np. plantację borówki, bo przynosi większe korzyści materialne. Nie zwraca się uwagi na to, że w glebie jest nagromadzonych dużo stosowanych poprzednio w sadzie środków ochrony roślin, zapomina się, że w dalszym ciągu wszystkie drzewa naokoło posadzonych borówek są pryskane. W ten sposób środki chemiczne np. z wiatrem dostają się na rośliny borówki i wykonana analiza wykaże, że coś tam jest nagromadzone.

Czyli nasze sąsiedztwo może wpływać na to, że mimo chęci nie możemy być ekologami – bo używanie przez sąsiadów środki ochrony nie są dopuszczone do stosowania w rolnictwie ekologicznym.

Jeżeli mamy „coś w głowie”, to powinniśmy to wykorzystać i iść w tym kierunku, bo jeśli wszyscy będą uprawiali rośliny przy pomocy dużej ilości chemii, to pokarm, który spożywamy może być przyczyną zagłady gatunku ludzkiego, kiedyś, w przyszłości.

Chciałam powiedzieć jeszcze jedno – podczas uroczystości wręczania nagród w konkursie krajowym na Najlepsze gospodarstwo ekologiczne 2019r., zwycięzca w kategorii Najlepsze Gospodarstwo Towarowe, w której my dostaliśmy wyróżnienie – na pytanie, dlaczego został ekologiem i co go do tego skłoniło - odpowiedział, że to żona zadecydowała, że przechodzimy na ekologię.

Wynika z tego, że mężczyźni dla świętego spokoju przyjmują decyzje żon. Być może dlatego kobiety potrafią podejmować takie radykalne decyzje, bo są matkami i inaczej to czują i przewidują – skąd mogą być zyski, aby utrzymać rodzinę.

Bo mężczyźni są głową, a my kobiety szyją.

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx