Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Archiwalna fotografia w nurcie przekazu wiedzy z edukacji regionalnej

Tekst został wygłoszony podczas konferencji „Faryny w dziejach pogranicza mazursko-kurpiowskiego”, która odbyła się 7 marca 2009 roku w Domu Spotkań z Historią w Warszawie. Organizatorem konferencji była Fundacja Wspomagania Wsi.

Szanowni Prelegenci, Drodzy Państwo,

Zamysł zorganizowania konferencji „Faryny w dziejach pogranicza mazursko-kurpiowskiego” związany jest z wystawą „Faryny w starej fotografii”. Zostałem zaproszony do Domu Spotkań z Historią Warszawie, aby przedstawić Państwu tło i kontekst powstania ekspozycji prezentującej przeszłość Faryn poprzez dokumentację fotograficzną. Niewątpliwie warto ukazać okoliczności towarzyszące powstaniu tej kolekcji. W ten sposób można łatwej zrozumieć jej cele, a także przesłanie, jakiemu ma służyć. Z pewnością celem wystawy nie jest zbiór zdjęć dla niego samego, upublicznienie zdjęć z zamiarem li tylko pokazania, że takie zdjęcia istnieją.

Wielkim uproszczeniem byłoby również stwierdzenie, że szukanie czy zdobywanie starych fotografii Faryn dało początek wystawie. Otóż muszę wybiec pamięcią wstecz do lat szkolnych, konkretnie do lekcji historii. Był to jeden z moich ulubionych przedmiotów. W każdej klasie program nauczania miał za zadanie przekazywać uczniom wiedzę z historii Polski, Europy i świata. I tak, zgodnie z periodyzacją dziejów, przemierzaliśmy epoki, okresy historyczne, wydarzenia, kładąc szczególny nacisk na bogatą historię naszego kraju.

Jesteśmy w Warszawie. Chciałbym powiedzieć, że zarówno ja, jak i moi rówieśnicy zawsze, ilekroć słyszeliśmy o naszej stolicy, o wydarzeniach, które budowały ją i niszczyły, ilekroć ukazywano nam szlachetne postacie związane z historią Warszawy, ilekroć dotykaliśmy, zwłaszcza niedawnych, krwawych kart z życia stolicy: bitwa warszawska roku 1920, obrona stolicy we wrześniu 1939, bohaterstwo żołnierzy i ludności cywilnej przez lata wojny, ilekroć dochodziło to do naszej świadomości, tylekroć budził się w nas szacunek dla poniesionych ofiar, podziw dla bohaterstwa i zdumienie wielkością tego miasta. Zdobywaliśmy wiedzę o dynastiach, królach, wojnach, miejscach bitew, o rozbiorach i powstaniach, o latach niewoli i odradzania się państwa polskiego. Poznawaliśmy wybitne i okryte hańbą osobistości z życia polityczno-społecznego, odkrywaliśmy chlubne i ciemne karty naszej narodowej historii. W ten sposób rodził się w nas patriotyzm, a więc umiłowanie tego, co wiąże się ze słowem „ojczyzna”. Uczono nas, czym jest wolność i duma z bycia Polakiem.


Ksiądz Roman Wiśniewski.

Jednego elementu zabrakło mi w przekazie wiedzy historycznej na etapie szkolnym i w związku z tym stawiałem sobie pytanie: Jak to jest, że wiem, co działo się w Ameryce, Afryce, w Europie i w poszczególnych krajach, znam mniej lub bardziej dzieje Polski począwszy od chrztu, a na historii współczesnej kończąc, wiem, co działo się w Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, Warszawie, a w ogóle nie znam historii ani swojej rodzinnej miejscowości, ani gminy, powiatu czy województwa. Otóż zabrakło odniesienia do tego, co nazywamy edukacją regionalną. Czym ona jest? Różne są jej określenia. (...)

Pojęcie „edukacja regionalna” nie było obce polskiej szkole już w II połowie XIX wieku, mimo zakazu władz zaborczych, które w idei regionalizmu widziały niebezpieczeństwo odradzania się ducha narodowego Polaków, co z kolei mogło prowadzić do powstań zbrojnych i dążeń niepodległościowych. W dwudziestoleciu międzywojennym, przykładowo w programach nauczania z lat 1918-1920 podkreślano to, co uczeń powinien dostrzegać wokół siebie. Wychowanie obywatelskie zwracało uwagę na pielęgnację wartości etycznych; priorytetem był nacisk na czynnik moralny w życiu osobistym i społecznym. W roku 1923 program szkolny uczulał na budzenie zainteresowania historią powiatu, zaś historię Polski miano uzupełniać przykładami z własnej okolicy. Dlatego w programach szkolnych ówczesnej Polski uwzględniano nauczanie o środowisku danej miejscowości, a nauczyciel mógł opracować bardzo szczegółowy plan edukacji regionalnej. Musiał on obejmować zagadnienia środowiska przyrodniczo-geograficznego, wydarzenia historyczne związane z okolicą, poznanie zwyczajów ludowych, społecznych i kulturalnych.[2]

Czas między rokiem 1979 a 1992, to lata mojej edukacji na poziomie szkoły podstawowej i średniej. Niestety, żaden z przedmiotów: wiedza o społeczeństwie, a szczególnie lekcje historii, pozbawione były konkretnych zagadnień dotyczących wiedzy o regionie. Chciałbym wyjaśnić, że nie była to wina dyrektorów szkół i nauczycieli, ale programowe założenia systemu politycznego. Po II wojnie światowej władze komunistyczne sceptycznie odnosiły się do kultywowania wszelkich tradycji narodowych, w tym do edukacji regionalnej. Obawiano się odradzania patriotyzmu lokalnego, który mógłby szkodzić scalaniu państwa pod nową władzą. Rok 1989 przyniósł wiele zmian, także w systemie edukacyjnym. W szkołach znów zagościł element rozwiniętej edukacji regionalnej, której zadaniem jest uwrażliwianie młodego pokolenia na wszelkie wartości miejsca, w którym żyją: na historię, kulturę, obyczaje, tradycje, folklor, język, na środowisko naturalne – ekologię. Krótko mówiąc chodzi o uświadomienie, docenienie i ochronę dziedzictwa historycznego, kulturowego i przyrodniczego, jakie posiada każdy region oraz przekazanie tych wartości dzieciom i młodzieży.[3]

Tak naprawdę dwa lata temu uświadomiłem sobie wspominany brak edukacji regionalnej z moich lat szkolnych. W marcu 2007 roku, którejś niedzieli zrobiłem sobie spacer po Farynach. Przeszedłem całą wieś, odwiedziłem cmentarz katolicki, w końcu poszedłem na cmentarz ewangelicko-augsburski. Wiedziałem, że jest zniszczony i zaniedbany. Nie sądziłem jednak, że zobaczę ruinę. To w tym momencie zrodziła się inicjatywa ratowania tego cmentarza. Chciałem wiedzieć, kto tam konkretnie jest pochowany, jaka jest historia tego miejsca. Rozpocząłem starania o środki finansowe. Pragnę w tym momencie, na ręce prezesa Fundacji Wspomagania Wsi Pana Piotra Szczepańskiego, złożyć serdeczne podziękowanie za pomoc okazaną w dziele ratowania cmentarza. Jednocześnie szukałem informacji mogących pomóc w odnowieniu nekropolii. Pierwszą rzeczą, jakiej się dowiedziałem, była wiadomość, że cmentarz jest wpisany do Rejestru Zabytków. Szukałem archiwalnych fotografii cmentarza, ale ich nie znalazłem. Natrafiłem natomiast w Internecie na starą pocztówkę z Faryn z 1935 roku z napisem „Farienen, Kreis Ortelsburg”. Patrzyłem na nią z niedowierzaniem, bo znalazłem coś, co mówi o historii Faryn, przedstawia dawne Faryny. I to był przełom. Ta jedna pocztówka, bardzo zwyczajna, miała dla mnie niezwykłą wartość, gdyż zainspirowała chęć odkrywania historii rodzinnej miejscowości. Chciałem wiedzieć więcej. Już nie tylko na temat cmentarza ewangelickiego, ale w ogóle na temat historii Faryn. Sporo danych znalazłem w pracy doktorskiej pana Zbigniewa Kudrzyckiego i innych autorów prezentujących dziedzictwo historyczno-kulturowe powiatu szczycieńskiego.

Na jednym z niemieckich portali internetowych zamieściłem wiadomość, że poszukuję archiwalnych fotografii Faryn. Jednak nie otrzymałem odpowiedzi. Obecni mieszkańcy również nie posiadali zdjęć sprzed 1945 roku. Tymczasem w czerwcu 2007 roku w Farynach pojawił się dawny mieszkaniec wioski, obecnie mieszkający w Niemczech, pan Walter Kurz. Okazało się, że jest on właścicielem zbioru starych fotografii Faryn z okresu przedwojennego, wojennego i powojennego. Na moją prośbę pan Kurz pozwolił mi skopiować fotografie. W pierwszym momencie nie myślałem o wystawie, ale następnego dnia zapytałem go, czy w przyszłości mógłbym upublicznić tę kolekcję. Wyraził zgodę. Od tego momentu zacząłem się zastanawiać nad prezentacją galerii zdjęć.

Postanowiłem wzbogacić zbiór o obrazy powojenne. Sporo fotografii przekazał mi śp. pan Stefan Alzacki, kierownik Szkoły Podstawowej w Farynach w latach 1949-1952. Otrzymałem także zdjęcia od byłych nauczycieli faryńskiej podstawówki oraz od pani Marii Romanowskiej, wieloletniej kierownik Przedszkola w Farynach. W kościele zwróciłem się z prośbą do obecnych mieszkańców Faryn, aby udostępnili mi to, co mają w swoich albumach. Naiwny byłem wówczas, bo sądziłem, że ludzie sami przyjdą i przekażą zdjęcia. Nic takiego się nie wydarzyło. Zacząłem chodzić od domu do domu, i wtedy zdjęcia zdobyłem.

W ten sposób zdobyłem zdjęcia, które wchodzą w skład wystawy. Na ekspozycję składa się 80 fotografii czarno-białych z lat 1914(18)-1969, jedna kolorowa, przedstawiająca herb Faryn oraz krótka historia miejscowości napisana specjalnie na tę wystawę. Samą zaś wystawę zatytułowałem „Faryny w starej fotografii”. Starałem się ułożyć zdjęcia chronologicznie. O ile było to możliwe, podałem informacje, z jakiego roku jest zdjęcie, kogo, i co przedstawia. Jednak nie tyle chodziło mi o chronologię, ile o połączenie zdjęć na poszczególnych tablicach tak, by ukazywały konkretne wydarzenia: czas międzywojenny, lata II wojny światowej, okres komunistyczny. Chciałem również, aby ukazywały miejsca: szkołę, sale szkolne, boisko, Dom Nauczyciela czy sytuacje: sceny z życia religijnego (wesela, kondukt pogrzebowy, cmentarz), sceny z działalności Ochotniczej Straży Pożarnej, czy obrazy z funkcjonowania kolei wąskotorowej. Galerię zdjęć po raz pierwszy obejrzano w Farynach, później wystawiona była w Nadleśnictwie Spychowo, następnie w Ratuszu Miejskim w Szczytnie, teraz jest w Warszawie. Nie uważam, aby scenariusz wystawy mojego autorstwa był najlepszy i najdoskonalszy. Nie jestem artystą fotografikiem, po prostu pozbierałem historyczne fotografie, by pokazać je ludziom. Nie znam się ani na sztuce fotograficznej, ani nie miałem doświadczenia w przygotowywaniu tego typu wystaw. Wiem jednak, jakie przyświecały mi intencje i jakie w moim mniemaniu niesie ona przesłanie.

Stawiałem sobie trzy cele. Po pierwsze, fotografie te mają ukazać cząstkę historii miejscowości: ówczesnych ludzi, związane z nimi miejsca, zdarzenia, fakty. Szczególnie ważnym akcentem są zdjęcia okresu powojennego prezentujące wspólne życie przedstawicieli dwóch narodów: niemieckich Mazurów i pierwszych polskich osadników, zwłaszcza z terenów Kurpi. Fotograficzny zapis ukazał zmiany geopolityczne, jakie nastąpiły po zakończeniu II wojny światowej. Po drugie nasza wystawa ma stać się lekcją szacunku i życzliwości dla byłych Farynian, dziś gości odwiedzających wieś, oraz przypomnieć, zwłaszcza dzieciom i młodzieży, że dzieje Faryn mają więcej niż kilkadziesiąt lat. Po trzecie wreszcie, a ten aspekt wydaje mi się bardzo istotny, chodzi o uwrażliwienie na poszanowanie żyjącej tu przed laty społeczności mazurskiej wyznania ewangelickiego, szczególnie w tym wszystkim, co stanowi pozostawioną przez nich wartość materialną, mającą dzisiaj rangę historyczną.

Ten potrójny cel tworzy całość przesłania, jakie niesie wystawa. Jest nim wymiar edukacyjny. Powiedziałem na wstępie, że cele i przesłanie tej kolekcji wiążą się z okolicznościami, w jakich powstawała. Jeśli nie miałem do czynienia w szkole z edukacją regionalną, jeśli nie miałem wiedzy historycznej na temat rodzinnych stron, jeśli szukałem na własną rękę informacji, by zaspokoić własną ciekawość, to mogę rzec, iż wystawa jest wynikiem uzupełniania moich braków z edukacji regionalnej. Dlatego przesłanie wystawy realizuje się w wymiarze edukacyjnym, ponieważ może ona wpisywać się w nurt przekazu wiedzy o pograniczu mazursko-kurpiowskim, wiedzy o historii Faryn, a szczególnie o ludziach, którzy tę historię tworzyli. Wystawa ma więc wymiar edukacyjno-historyczny. W tym miejscu pragnę zachęcić nauczycieli Szkoły Podstawowej w Farynach, aby realizując program edukacji o regionie, czerpali z historii uwiecznionej na fotografiach.

W kontekście konferencji o dziejach dawnego pogranicza wokół wystawy „Faryny w starej fotografii” nie sposób ominąć teraźniejszość. Ekspozycja ma bowiem charakter edukacyjny dla naszego „dziś”. Większość uczestników obecnego spotkania, to mieszkańcy Faryn – wsi, która jest naszą małą ojczyzną, miejscem doniosłych doświadczeń i przeżyć osobistych każdego jej mieszkańca – a szczególnie młodego człowieka. To, jacy jesteśmy, jaki jest każdy z nas, ukształtowane zostało właśnie przez małą ojczyznę. Na naszą osobowość, świadomość, kulturę bycia i zasady moralne wpływają: dom, rodzina, środowisko przyrodniczo-geograficzne, w którym dorastaliśmy i wychowywaliśmy się, dziedzictwo historii, kultura, język, dziedzictwo religii, a także to, co otacza nas dziś – współczesność naszego regionu i Faryn. Od najmłodszych lat poznajemy swoją rodzinę, dom, później swoją szkołę, swój kościół, napotykamy na swej drodze zabytki będące świadectwami przeszłości i szczególnie piękne miejsca przyrodnicze. Ogarniając wreszcie całą swą miejscowość, staramy się ją poznać i zrozumieć, a także utożsamiać się z nią.

Warto, aby każdy odpowiedział sobie na pytania: Jaki mam stosunek do przeszłości mojego regionu, jaką wartość ma w Farynach dziedzictwo historii, kultury i religii pozostawione przez dawnych mieszkańców? W jaki sposób i na ile angażuję się, by okruchy tego dziedzictwa zachować? Region dawnego pogranicza mazursko-kurpiowskiego, w tym wieś Faryny, o tyle wyróżnia się tutaj, że na dziedzictwo składają się nie tylko elementy typowo polskie, ale i niemieckie – przedwojennych Mazurów, które wielokrotnie uznajemy za obce i nie swoje. Więcej, skoro obce i nie nasze, to można albo zniszczyć, albo z obojętnością patrzeć, jak samo się niszczy. Kto może dać gwarancję, że Faryny od 1945 roku są już polskie na zawsze, na wieki, do skończenia świata? Ci, co są pochowani na cmentarzu ewangelickim, też nie sądzili, że będą spoczywać w granicach Polski. Taki sam los mógłby spotkać i nasz obecny katolicki cmentarz w Farynach. Nie mamy też podstaw żądać czy oczekiwać, by nasze cmentarze na wschód od polskich granic były zadbane, jeśli nie będziemy dbać o nekropolie innych religii i wyznań na naszych terenach.

Mówię o tym, ponieważ nasze podejście do zastanej historii w wymiarze materialnym będzie świadczyć albo o karłowatości naszego ducha, albo o jego wielkości. I nie mam tutaj na myśli tylko zabytkowego cmentarza ewangelickiego w Farynach, ale również inne cmentarze: katolickie, ewangelickie, pojedyncze groby i kwatery żołnierskie. Mam na myśli zabytkowe kościoły, np. w Farynach, architekturę drewnianą i murowaną z wieku XIX i XX czy zabytki techniki drogowej. Myślę o tym wszystkim, co wpisuje się w historię Faryn i okolic, co jest owocem intelektu i pracy rąk ludzkich przeszłych pokoleń, co nadaje piękno i stanowi wyróżnik tej wsi i krainy mazursko-kurpiowskiej. Myślenie regionalne powinno nam podpowiadać, że to, co wydaje się nam obce, jest w gruncie rzeczy nasze i za to jesteśmy odpowiedzialni. Chodzi o to, by umieć łączyć swoje z tym, co tylko pozornie jest nam obce, by budować nie na tym, co obce poprzez niszczenie, ale tworząc nową wartość.

Istnieje również trzeci aspekt. Przesłanie edukacyjne dotyka pytań o przyszłość. Gdy patrzymy na stare zdjęcia, gdy możemy nieco odczuć klimat tamtych złożonych czasów, gdy konfrontujemy przeszłość z teraźniejszością, a więc jaki jestem ja – współczesny człowiek, czym żyję, jaką mam hierarchię wartości, jakie podejście do zastanego dziedzictwa historycznego, kulturalnego, i jaki mam obecnie wkład w budowanie tego dziedzictwa, to wówczas musi pojawić się pytanie: Czy przekażę następnym pokoleniom to wszystko, co mnie teraz otacza? Czy mam świadomość, że to ja jestem odpowiedzialny za przekaz dziedzictwa duchowego i materialnego, a nie jedynie wójt, sołtys, ksiądz, Zosia, Genia czy Władek? Z tymi pytaniami wiąże się przyszłość. Takie Faryny zobaczą w przyszłości, jaki mamy stosunek do przeszłości, i jaką tworzymy teraźniejszość.

Drodzy Państwo, wielokrotnie już miałem okazję dziękować tym wszystkim, którzy włączyli się w organizację ekspozycji „Faryny w starej fotografii”. Dziś w szczególny sposób chciałbym wyrazić wdzięczność warszawskim organizatorom: Domowi Spotkań z Historią i Fundacji Wspomagania Wsi. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że znajdzie się ona w Warszawie. Z pewnością jest to zaszczyt i wyróżnienie dla naszej wsi. Obecność tutaj wielu mieszkańców świadczy o docenieniu pracy organizatorów i zainteresowaniu tematyką historyczną ówczesnego pogranicza, szczególnie wsi Faryny. Konferencja, którą Państwo przygotowaliście przy okazji prezentacji wystawy, jest pierwszym tego rodzaju wydarzeniem w dziejach Faryn. Z pewnością zapisuje się jako wyjątkowe wydarzenie w historii miejscowości. Na koniec chciałbym powiedzieć jeszcze i to, że dedykuję tę wystawę dawnym mieszkańcom Faryn. Obecnym mieszkańcom dedykuję ją z nadzieją, że będzie przypominać o korzeniach Faryn, wyzwalać refleksję nad teraźniejszością z myślą o przyszłości.

Ks. Roman Wiśniewski

Zdjęcie: Stanisław Przybyłek

***

Ks. Roman Wiśniewski – urodził się w 1972 roku w Szczytnie, jest kapłanem Archidiecezji Warmińskiej. W 2002 roku ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Metropolii Warmińskiej „Hosianum” i przyjął święcenia kapłańskie. Do roku 2005 pracował jako wikariusz w parafii pod wezwaniem Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Olsztynie. Obecnie pracuje nad doktoratem w Instytucie Teologii Moralnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. Jana Pawła II. Ks. Roman Wiśniewski jest członkiem Stowarzyszenia Polskich Teologów Moralistów.


[2] Por. S. Taboł, Renesans edukacji regionalnej, http://www.vulcan.com.pl/eid/archiwum/2006/04/renesans.html, z 04.03.2009.

[3] Tamże.

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx