Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Toskania Kociewska – gospodarstwo samowystarczalne

Przemysław Chrzanowski: Optymizm w czasie pandemii? Czy to w ogóle możliwe?

Arkadiusz Pstrong, właściciel gospodarstwa agroturystycznego Toskania Kociewska: - Stanowimy rodzinę pozytywnie nastawioną do życia. Zdajemy sobie sprawę, że w tym trudnym czasie musimy uzbroić się cierpliwość i spokój. Wiemy, że musimy przez to przejść wspólnie. I nie myślę tu jedynie o rodzinie, ale o ludziach, którzy żyją tak jak my ze swoich gospodarstw. Żeby utrzymać się przy dobrym humorze osobiście polecam czytanie książek, w nich bowiem można znaleźć historię człowieka, który niejednokrotnie przechodził już przez bardzo ciężkie czasy. Można czerpać inspirację i nieco oderwać się od traumatycznej rzeczywistości. Ponad tym wszystkim stoi u nas jednak muzykoterapia. Uwielbiamy słuchać Mozarta, to bardzo pozytywny kompozytor. To polepszacz humoru dla każdego. 

Bardzo filozoficznie podszedł pan do kwestii kryzysowej sytuacji na świecie. Zejdźmy zatem na ziemię i opowiedzmy o tym, jak to zrobić, by nie wychodząc poza zagrodę przetrwać ów trudny czas.

- Dla mnie gwarantem przetrwania jest dostęp do energii. Myślę sobie, że jeśli mam prąd, to w zasadzie mogę wszystko. I dlatego właśnie przed kilku laty zainwestowaliśmy w panele fotowoltaiczne. Wiadomo, że bezpieczeństwo energetyczne to jedno, ale w czasie kiedy nie zarabiamy, istotne jest to, że nie obciążamy swojego budżetu wysokimi rachunkami za prąd. Nasze opłaty to w tej chwili kilkadziesiąt złotych w skali roku. Idąc tym tropem, postanowiliśmy wydrążyć 30-metrową studnię, by uniezależnić się od dostaw wody z sieci. Ta inwestycja dopiero przed nami, ale z pewnością odciąży nasz portfel. Inwestujemy, by w przyszłości zaoszczędzić, ale także by zapewnić sobie samowystarczalność.

Uważam, że dzięki tym kilku czynnikom na wsi można sobie doskonale poradzić. Jest ziemia, która mądrze obsiana wyda plony, są zwierzęta hodowlane, drób, dzięki któremu mamy jajka. Czy trzeba czegoś więcej? Ja rozumiem, że w mieście można głodować, ale na wsi? Zresztą w takich momentach lubię cytować wiele mówiące przysłowie: Od myszy po cesarza wszyscy żyją z gospodarza.

 Czy to prawda, że jest pan w stanie na kilka miesięcy „zabunkrować się” w swojej zagrodzie i z niej nie wychodzić?

- Faktycznie tak jest. Mamy obficie zaopatrzoną spiżarnię, dzięki niej moglibyśmy funkcjonować może nawet i cały rok. Przed kilku laty, przygotowując posiłki dla naszych gości, często wspomagaliśmy się kompotami, czy konfiturami skupowanymi od lokalnych rolników. Proszę sobie jednak wyobrazić, że od jakiegoś czasu niewiele gospodyń zajmuje się przetworami. Twierdzą, że im się nie opłaca, skoro wszystko taniej można kupić w sklepach wielkopowierzchniowych. Cóż zatem było robić? Sami zabraliśmy się za wręcz hurtowe przetwórstwo. Pod ręką mamy zatem mnóstwo soków, dżemów, kompotów, kiszonek. Poza tym za chwilę rozkwitnie nam wiosna, a wraz z nią szerokie możliwości pozyskiwania żywności z przydomowych ogródków. Na tym polega ten nadzwyczajny paradoks życia na wsi, że funkcjonuje się niejako z boku cywilizacji, a ma się szerokie możliwości przetrwania.

A pieczywo, a mięso, a wędliny, a nabiał? Czy to wszystko produkujecie we własnym zakresie?

- Jesteśmy wegetarianami, dlatego brak dostępu do świeżych wędlin nie spędza nam snu z powiek. Natomiast pieczywo kochamy i przygotowujemy je sami od dawna. Robimy to zawsze w poniedziałki, środy i piątki. Pieczemy różne chleby, by się nimi nie znudzić. Dodajemy różne procenty rozmaitych mąk, dzisiaj na przykład powstaje gryczano-pszenny z domieszką czarnego sezamu. Jest trochę mniejszy niż inne gatunki, wolniej rośnie, jest zbity, ale za to utrzymuje się nawet cztery dni. Oczywiście u nas tak długo nie wytrzymuje, bo dość szybko go zjadamy. Mamy swoje kury, a więc z jajkami nie ma żadnych kłopotów. Jedyna rzecz, po którą raz w miesiącu wybieram się do sklepu to mleko owsiane, ponieważ moja żona nie toleruje laktozy, wskutek czego nie może spożywać mleka krowiego.


Zapomniał pan o piwie, które także warzycie w Toskanii Kociewskiej.

- O tak, warzymy na własne potrzeby kilka gatunków piwa. Jest to produkcja całoroczna, nakierowana głównie na użytek naszych gości agroturystycznych. Obecnie przygotowujemy się do sporządzenia piwa pokrzywowego. Robimy je zwykle od połowy kwietnia do początku maja, ale po małym rekonesansie wiem, że w tym roku zbiory można będzie rozpocząć już za tydzień lub dwa. Młoda pokrzywa jest bardzo smaczna, prócz niej do piwa dajemy odrobinę imbiru, wówczas napój jest bardziej klarowny i wyrazisty. Wśród naszych specjalności są piwa pszeniczne, gryczane, robimy też takie, do którego dodajemy rabarbar. Zimą, kiedy nie ma pod ręką świeżych owoców i warzyw, sięgamy po przeciery.

Nie samym chlebem żyje człowiek podczas narodowej kwarantanny. Wspomniał pan o książkach, o muzykoterapii... A co z nauką dwójki dzieciaków? Od kilku dni lekcje odbywają się zdalnie, co w znacznej mierze obciąża samych rodziców.

- U nas życie samo napisało tutaj scenariusz. Otóż od jakiegoś czasu przebywa u nas pani ze Stanów Zjednoczonych, która chce uruchomić w Polsce własną szkołę językową. Kiedy zaostrzono kwarantannę, musiała swoje plany odłożyć na później. Nie może też wrócić do domu za ocean. Teraz mieszka u nas i edukuje nasze dzieci . Uczą się nie tylko języka, ale także matematyki, geografii i biologii. I to wszystko po angielsku, bo ona w ogóle nie mówi, ani nie rozumie po polsku.

Toskania Kociewska to głównie gospodarstwo agroturystyczne, z którego pańska rodzina się utrzymuje. Sytuacja epidemiczna na całym świecie nie sprzyja zarobkowaniu w sektorze turystycznym. Czy będziecie w stanie utrzymać swój inwentarz?

- Bardzo cierpimy na tym kryzysie, bo nikt do nas nie przybywa. Dla nas miesiące od marca po czerwiec są kluczowe. W tym czasie odwiedza nas najwięcej dzieci i młodzieży. Są to grupy zorganizowane z placówek oświatowych. Nie zarabiamy, ale także sporo tracimy, ponieważ zatrudniamy pracowników, którym musimy płacić, by utrzymać ich przy sobie. Sporo kosztuje nas utrzymanie zwierząt. Nie chcemy rozstawać się ani z ludźmi, ani z naszymi osiołkami, bo gorąco wierzymy, że niebawem to wszystko się skończy, a my będziemy mogli z pełnym zaangażowaniem wrócić do tego, co tak bardzo kochamy. Póki co, na stronie www.toskaniakociewska.pl uruchomiliśmy pomocową zakładkę, dzięki której można nas wesprzeć finansowo. Każda złotówka jest dziś dla nas na wagę złota.

A jak reagują zwierzaki na tę całą sytuację? Przyzwyczajone są przecież do obcowania z ludźmi, chadzają z nimi na spacery, pełnią rolę terapeutyczną. Czy zwyczajnie się teraz nie nudzą?

- Zdecydowanie brakuje im kontaktu z ludźmi. Zwykle każdego dnia otacza ich wianuszek młodych osób, są w centrum uwagi. Zawsze ktoś je podrapie za uchem, poklepie po grzbiecie. Teraz skazane są jedynie na nasze towarzystwo. Wchodzę do nich, by posprzątać odchody z wybiegu, a one nie chcą mnie wypuścić. A kiedy poganiany codziennymi obowiązkami je opuszczam to ryczą w niebogłosy, jak to osły potrafią najlepiej.

 ***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx