Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Wronki – wieś historii i opowieści

wstep

Zapraszamy do Wronek. Warto poznać historię mazurskiej wsi, odwiedzić ciekawe miejsca i posłuchać opowieści z odkrytych kart historii i zapamiętanych przez najstarszych mieszkańców.

 

To  dziewięć historii, które odkryjesz wędrując po naszej wsi ze swoim smartfonem, używając aplikacji QR kod, dostępnej w Sklepie Play.

Mapę z lokalizacją punktów, znajdziesz na ścianie zewnętrznej świetlicy we Wronkach oraz jako film youtube w każdej z 9 opowieści. Szukaj zatem słupków z kodami QR.

SKANUJ KOD, SŁUCHAJ I WĘDRUJ RAZEM Z NAMI!

Życzymy miłych wrażeń, warto dzielić się nimi i zadawać pytania, najlepiej na fanpage Stowarzyszenia Wronki.

lub na stronie „Wieś historii i opowieści”.

Wieś historii i opowieści zaprasza !

***

w1

Projekt „Wieś historii i opowieści” zrealizowany przez stowarzyszenie Wronki został dofinansowany ze środków w ramach programu „DZIAŁAJ LOKALNIE X” POLSKO-AMERYKAŃSKIEJ FUNDACJI WOLNOŚCI realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce i Ełckie Stowarzyszenie Aktywnych „STOPA”, ze środków PAFW, powiatu ełckiego, gminy Ełk, gminy Stare Juchy, gminy Prostki, gminy Kalinowo i firmy ALU MIX Firma Inwestycji Budowlanych.

***

HISTORIA WSI WRONKI

Witamy we Wronkach, mazurskiej wsi o charakterze leśno-rolnym, położonej nad Łaźną Strugą pomiędzy lasem połomskim i Puszczą Borecką z niedostępnym, leśnym jeziorem.

Miejscowość została założona w drugiej połowie XVI wieku pod nazwą Wronken.

Od początku wieś składała się z dwóch części: sołectwa Wronki i majątku ziemskiego Wesołowo.

W 1928 roku obwód majątku połączono z sołectwem Wronki, a ziemie należące do niego rozparcelowano na kilkanaście gospodarstw.

W 1938 roku pierwotną nazwę Wsi Wronken zmieniono na Fronicken i znów powrócono do podziału wsi na Fronicken /Wronki/ i Kleinfronicken (Małe Wronki).

W czasie międzywojennym we wsi działała szkoła, tartak, młyn, cegielnia, rybakówka nad jeziorem, gospoda, posterunek żandarmerii, sklep kolonialny, dworzec kolejowy, 2 duże majątki ziemskie oraz wiele mniejszych gospodarstw rolnych.

Po wojnie nadano miejscowości polską nazwę Wronki. Z dawnych obiektów niewiele się zachowało. Na budynek szkoły podstawowej adoptowano willę Jotzo. Przez lata działała we wsi poczta, ośrodek zdrowia, leśnictwo, punkt skupu mleka, remiza strażacka ze świetlicą, sklep spożywczy i magazyn zbożowy GS.

Dzisiaj wielu tych miejsc już nie ma. W byłej szkole mieści się Środowiskowy Dom Samopomocy, zlewnię mleka zaadoptowano na niewielki sklep spożywczy, w jednym z budynków dawnego dworu z Wesołowa jest kaplica katolicka. Tu, w starej remizie nadal znajduje się świetlica integrująca mieszkańców.

Zachęcamy do odkrycia historii i opowieści z naszej wsi. Mamy nadzieję, że urzeknie cię również bogactwo natury.

Mapa, która znajduje się przy świetlicy oraz na stronie www.lot.olecko.pl pomoże ci zlokalizować 8 pozostałych punktów z kodami. Tam odnajdziesz opowieści z naszej wsi.

Wronki, wieś historii i opowieści zaprasza!

2. SPOTKANIA POD STARA SOSNĄ

„Spojrzenie na wieś pomiędzy pagórkami, lasem i jeziorem.....Pewnego dnia w pełni lata, pod budzącą zaufanie potężną sosną z szeroko rozłożoną koroną.....widok ześlizguje się z wysokości przez falujące łąki i pola....zza zasłony ciemnego lasu zagina się znowu nad wsią i małym jeziorkiem na równinie....”

To tu, pod tym ogromnym drzewem zaczyna się opowieść Helmuta Bibera o przedwojennych Wronkach.

Kiedy naszą wieś odwiedzają jej byli mieszkańcy ....Mazurzy, Niemcy.....zwykle pytają o starą sosnę i tu kierują swe kroki. Gospodarzu - mówił stary Mazur, Fritz Gussek przybywszy w odwiedziny –teraz wy tu gospodarzycie, .....róbcie wszystko po swojemu, ale pamiętajcie.....starej sosny nie ścinajcie – prosił Bronisława Ferenca.

Tak więc już w tamtych czasach sosna była drzewem okazałym, jest oznaczona na starych mapach jako ważny obiekt orientacyjny. Ile ma lat? Kto to wie, skoro już tak dawno żyje we wspomnieniach ludzi?

Mieszkający w leśniczówce Mazur opowiadał o znakach, które podawała sosna przed burzą. Idzie granie - jak mawiali dawniej. Widzieliśmy jak ona pierwsza na wzgórzu brała na siebie mocne podmuchy wiatru i szum potężnych konarów, targanych wichrem słychać było z daleka. Wtedy czym prędzej wszyscy uciekali do domu.

Ci którzy mieli pola w pobliżu sosny, zawsze po ciężkiej pracy tu odnajdowali upragniony chłód i odpoczynek. Gospodyni przynosiła saganek kartofli okraszonych skwarkami i kwartę zimnego, kwaśnego mleka. Spożyty posiłek dodawał sił do dalszej pracy przy sianokosach, żniwach czy wykopkach. Wieczorową porą dzieciaki leciały na pastwisko pod sosnę, gdzie matka doiła krowy i spijały z wiadra przez słomkę zbożową świeżo spienione mleko.

Pod sosną miała też miejsce letnia zabawa świętojańska zwana Palinocką. Tego dnia ognisko płonęło do samego rana. Tu też młodzi urządzali potajemne schadzki, tu odbywały się zaręczyny, pewnie wielka moc drzewa dawała nadzieję na trwałość związku.

Pani Lodzia wspomina jesienne wykopki, kiedy to na kartoflisko przyszedł narzeczony prosić ojców o pozwolenie zabrania jej na tańce. Jan wynajął zaprzęg konny w sąsiedztwie i młodzi dostali pozwolenie wyjazdu na zabawę pocztowców do Olecka.

Dzisiaj sosna nadal cieszy mieszkańców wsi i gości odwiedzających wioskę. Od 2004 roku jest wpisana do rejestru pomników przyrody uchwalonego przez wojewodę warmińsko- mazurskiego. Warto usiąść w jej cieniu, rzucić okiem na okolicę, podumać chwilę, a może przytulić się do jej ogromnego pnia....warto czerpać energię z natury!

w2 fot ewa borzenska

Fot. Ewa Borzeńska

3. HISTORIA WIEJSKIEJ ŁAWECZKI

Drewniana ławka przed domem była nieodłącznym elementem wiejskiego krajobrazu i ważnym miejscem spotkań szczególnie starszych mieszkańców. Taka właśnie ławeczka stała w ogródku Frohlianòw w centrum wioski. Pod wielką lipą zasiadano często na chwiejącej się wspólnej ławce. Czy bujała się od starości, czy to wrażenie po spożytych trunkach, kto wie? Bowiem męskie spotkania na ławce po zrzutce do kapelusza zakrapiane były kwaterką winnej gorzałki, zakupionej w sklepie kolonialnym Henniga. Wkrótce też rozwiązywały się języki, przychodziły żarty i raźny humor. Każdy chłop miał wiele do powiedzenia. A to o rodzinnych tradycjach gadano, albo najnowszych wiadomościach ze wsi, albo też przeżytą młodość wspominano. Butelka gorzałki zatoczyła rundę zanim Gustaw zaczął swoją opowieść.

„Sołtys, Ludwik Gussek, był to chłop mocno hardy i surowy. Pilnował pańskiego dobra we wsi i w lesie jak nikt inny. Onego dnia, a było to 18 listopada roku 1861, wyruszył z domu prawie o zmroku sprawdzić czy drwa w lesie, kto nie podbiera. A las onegdaj sięgał aż do północnego krańca naszego jeziora. Idzie tak przez wieś ze strzelbą na ramieniu, aż tu patrzy.......czatuje ktoś za wielkim kamieniem. Głaz ten leżał na skrzyżowaniu wiejskiej drogi do skrótu oleckiego, a wielki był na wysokość dobrego chłopa. Gussek krzyknął: stój!..... ktoś ty?......jam cię poznał!!!? Nagle czatownik wyskoczył zza głazu, a ten cisnął w niego kamieniem. Co tu dużo mówić, chłopina jak stał, tak padł nieżywy na ziemię. Gadali potem, że ukarano go dożywociem, a kim była ofiara, tego już nikt nie pamięta…”.

Wielki głaz w 1907 roku został wysadzony w czasie przebudowy drogi....może niejeden kawałek olbrzyma w nowy bruk wronkowski wsadzono.

Dzisiaj nie ma już tamtej lipy i ławeczki, na miejscu kamienia stoi wiejski krzyż.....

Jeszcze w latach osiemdziesiątych tamtego stulecia była zlewnia mleka we wsi i tu chłopy mieli swoje schadzki na ławce i podobne gadanie o wszystkim, co we wsi jest i było. Dzisiaj jest tu sklep i jak w filmowym Ranczo ławeczka ma stałych bywalców. Jednak nieco mniejsza grupa się tutaj integruje....kto wie, może to nie od miejsca i wielkości ławeczki zależy?

4. TAJEMNICZE JEZIORO WRONKI

Droga z Olecka spada jak serpentyna w dołek wronecki. Często wieczorami i o poranku na tym odcinku snują się gęste opary mgły. Za skrzyżowaniem po lewej stronie rozciągają się podmokłe łąki....w oddali wieś, bliżej widoczne zadrzewienia. To w tej kępie drzew i zarośli kryje się tafla jeziora Wronki......nieco mroczna, niedostępna i tajemnicza. Niewielka, a jednak bogata w historie i okazy natury. Mało kto dzisiaj zna pewną ścieżkę do jego brzegów..... Dlaczego? Zacznijmy od początku.

Jak podają źródła historyczne od 1833 roku jezioro dzierżawił zarządca domeny połomskiej. W 1863 roku zakupiła je spółka 3 gospodarzy z Wronek. W 1930 roku formalnie przejął udziały własności Otto Walendy. W tamtych czasach między południowo - wschodnim działkami do jeziora prowadziła droga, niemal promenada, jak podają teksty historyczne i mapa z 1852 roku. Łowiono tu nieprzebrane ilości ryb,na obrzeżach kopano torf, młode pokolenie miało nie lada uciechę zimową porą.

Najpopularniejsza była kręcioła. Sanki umocowane na końcu żerdzi latały, jak na karuzeli. Śmiechu i radości było mnóstwo aż do zmierzchu. W późniejszych latach popularna była też gra w hokeja. Kiedy lód robił się gruby, wtedy mniej ryzykowne było dotarcie do tafli jeziora. Młodzi kroczyli po deskach układanych jedna za drugą przez grząskie torfowisko. Z gałęzi wierzbowych wycinali kije hokejowe i zaczynała się dzika gonitwa po lodzie. Wesołowo przeciw Wronkom. Kto nie załapał się do drużyny hokejowej, ten ślizgał się na drewniakach po lodowym torze.

Ale nie tylko obfitość ryb i zabawy zimowe wspominali najstarsi mieszkańcy wsi. Jezioro bowiem kojarzy się ze szczególnie smutnym wydarzeniem. Na początku ubiegłego wieku w jego wodach utopiła się córka miejscowego nauczyciela. Powodem samobójczego kroku był zawód miłosny. Wkrótce po pogrzebie dziewczęcia we wsi śpiewano pieśń o miłości bez wzajemności i jej tragicznej śmierci. Może dlatego nikt nie wspomina kąpieli w jeziorze? Kto wie?

Mieszkanka Wronek, Regina Sokół wspomina:

„Ojciec mój i stryj Antoni Nowikowski mieli sieci i łowili ryby w tym jeziorku we Wronkach, które po wojnie było bardzo zadbane – rowy odwadniały bagno a rolnicy kosili trawę kosami i można było blisko podchodzić do tego jeziorka.”

Ludzie we wsi mówią o powojennych połowach. Z wyciętych przerębli wyciągano mnóstwo ryb, nawet same wyskakiwały z wody i wiadrami noszono je do wsi. Jeden z wędkarzy skombinował łódź i z jeziora w puszczy spławił ją tu rzeką. Była wielka i nazwano ją Batory. Ponoć któregoś razu taaaaaaaaaki szczupak ciągał wędkarza na Batorym po jeziorze, ale złowić się nie dał. Niepotwierdzone opowieści mówią, że innym razem zatopiony wojenny samolot porwał sieci rybakom…. a może to król szczupaków, co to Batoremu dał radę?......kto wie, co tam się zdarzyło?

Kilkanaście lat temu dwóch śmiałków słysząc o taaaaakich szczupakach z jeziora wybrało się na połów. Chłopcy, a raczej szwagrowie byli jak dwa Michały, jeden duży drugi mały. Idąc przez nadjeziorne zarośla mały postrzegł w pewnym momencie, że jest wyższy od dużego.... ostrzegł szwagra i czym prędzej obaj ostrożnie wycofali się....szczupaki nie warte świeczki.

Innym razem spora grupa nieustraszonych z większą asekuracją przy ponad 20-stopniowym mrozie podjęła zamiar zimowego zdobycia lustra jeziora. Utwardzone mrozem torfowisko tylko miejscami straszyło grząskim gruntem. Dwóch najodważniejszych, przywiązanych linami wspinaczkowymi stanęło wówczas na powierzchni lodowej tafli jeziora Wroneckiego.

Z kolei letnie wyprawy przyrodników potwierdzają istnienie skarbów botanicznych nad naszym jeziorem. Rosną tu bowiem rzadkie okazy storczyków: kruszczyk błotny, kukułka krwista i podkolan biały. W dzikich ostępach widuje się łosie, sarny, dziki i jelenie. Wczesną wiosną żurawie zakładają tu gniazda i głośno klangorzą. Na podmokłych łąkach można zobaczyć czajki, a nawet usłyszeć derkacza.

Z biegiem lat zaczął się proces zanikania jeziora. Linia brzegowa zarastała. Jego dawną wielkość można sobie tylko wyobrazić. Około 1850 roku powierzchnia wody wynosiła ponad 11 hektarów. W 1945 roku już tylko 3 hektary, a dzisiaj na pewno dużo mniej. Niewielu też ryzykuje dojście do tafli jeziora. Dostępu z każdej strony bronią gęste moczary i grząskie torfowisko.

Te i resztę tajemnic jeziora Wronki chroni i otula dziś szczelna zasłona brzóz i wierzb. Dzikich mieszkańców wody i nadbrzeża chroni niedostępne torfowisko i gęste moczary. To naturalny rezerwat, który sam broni człowiekowi wejścia w swoje ostępy. Tu przyroda rządzi się swoimi prawami. Czy to dobrze? Oceńcie sami.

w3

 Fot. Piotr Borzeński

5. KLĄTWA CMENTARZA MITTELSTEINERÓW

Leśną ścieżkę, którą przebyliście by tutaj dotrzeć, nie łatwo wypatrzeć z drogi....nie wiedzie tu żaden znak informacyjny. Dlaczego? Zaraz wam o tym opowiem.

Jesteśmy na wzgórzu, gdzie znajduje się rodowy cmentarz Mittelsteinerów, którzy przez prawie120 lat prowadzili duży majątek ziemski Wesołowo. W dole za rzeką rozpościerały się urodzajne łąki gospodarstwa. Tu za barierą rzeki spoczywają familianci przedostatnich właścicieli pałacu. Las wokół niezbyt stary, jednak mroczny i tajemniczy, opary rzeczne ścielą się gęstą mgłą. Czasem bóbr chlaśnie ogonem i wtedy wyobraźnia stawia duszę na ramieniu.

Cmentarz otacza stary, kamienny mur, od południowej strony otwierała się kiedyś szeroka brama. Ponad 100- letnie krzyże przetrącił czas i powalone drzewa, wiele z nich przetrwało....chociaż na pewno nie wszystkie....

Cmentarz jak mówią miejscowi ochroniła przez grabieżą klątwa- magiczna energia, fatum rzucone na złoczyńców. Ale co...kto.... jakich złoczyńców? – zapytacie?

Ano opowiadają, że mogiłę 18-letniej Gretki, córki Hansa i Marii Mittelsteinerów zdobił marmurowy anioł, który został skradziony. Niebawem rodzinę rabusia zaczęły nękać choroby i inne nieszczęścia. Strach odpędzał przed szabrowaniem, miejscowi mówili : straszy tam… i omijali miejsce szerokim łukiem.

I tak opowieść o klątwie i strach przez lata chronił cmentarz przed dewastacją. Dzisiaj dodatkowo cmentarz został wpisany w rejestr zabytków. Czy jest to pewna ochrona?

W roku 2007 cmentarz został znów okradziony, zginęło 7 krzyży. Poszlaki śledztwa wskazywały na pewnego złomiarza z sąsiedniej wsi, ale nic mu nie udowodniono. Ów gość niebawem wyjechał z wioski i uległ wypadkowi. W jego rodzinie ponoć wystąpiło pasmo nieszczęść.....tak po kątach gadają....Kto wie?.......choć paragrafu nie znaleziono, to może klątwa nadal działa?

A może jest inny sposób na zachowanie zabytku?

Klątwa cmentarza Mittelsteinerów

To we wsi Wronki, kreis oleckiego, więc posłuchajcie zdarzenia tego.

Co się tu stało? Rzecz niepojęta, ......ręka złodzieja będzie przeklęta.

W tym czasie wichry wojenne wyły i straszne rzeczy we wsi czyniły.

Dwór podpalony, dobytek runął, nawet cmentarza zły nie ominął.

To tu przed laty w rozpaczy fali rodzice Gretkę ziemi oddali.

Anioł z marmuru tu postawiony przez złych rabusiów został skradziony.

Matka płakała i przeklinała .....no i złodzieja klątwa zabrała.

Fatum rzucone do dzisiaj działa, czyn niegodziwy kara spotkała.

Chciwość złomiarza już poskromiona.....nie z paragrafu, lecz z klątwy kona

Choć prawo stoi na jego straży, to anatemę strach lekceważyć!

w4

6. DWÓR W WESOŁOWIE

Czy uwierzysz, że niewielka dzisiaj mazurska wioska w dawnych czasach bogactwem słynęła? Czy to możliwe, że stoisz oto u bramy wielkiego pałacu? A jednak...przed wielu laty stał tu dwór bogaty, nadany pierwszym właścicielom przez księcia pruskiego, Albrechta Hohenzollerna.....

Pałac początkowo skromny, po zniszczeniach z okresu I wojny światowej został odbudowany w okazałym stylu. Piętrowy gmach pokrywała czerwona dachówka, wejście doń pod kolumnadą z szerokimi schodami. Jednymi z ostatnich właścicieli majątku byli Mittelsteinerowie. Jak wyglądał dwór w owym czasie opisała goszcząca w nim ze swoim synem podczas wakacji Frida Bensel:

„ Wesołowo, 9 sierpnia 1923 roku

Kiedy wóz się zatrzymał, drzwi się otwarły i podszedł służący, aby nam pomóc. Kuzyn Karol i jego żona Greta przywitali nas serdecznie. Jakże byliśmy zachwyceni, kiedy zobaczyliśmy od środka wielkie, wspaniałe wnętrza. Doznaliśmy wrażenia, że weszliśmy do książęcego pałacu. Najpierw zobaczyliśmy wielki, piękny, ciemnoczerwonej barwy salon z wielkim kominkiem, miękkimi dywanami, wygodnymi fotelami i sofą. Olbrzymi pokój jadalny, też wspaniale urządzony, oddzielony od korytarza szerokimi oszklonymi drzwiami. Do jadalni przylegał przyjemny salon, z ładnymi meblami, obrazami i jednym skrzydłem w mahoniu. Dalej był utrzymany w białym kolorze, wielki salon zimowy z wieloma kwiatami. Potem kolejny jasny, duży salon męski, gdzie w przyjemnym zakątku znajdowała się biblioteka.

Pozostałe pomieszczenia dworu to kuchnia, spiżarnia, piwnica chłodnicza i własna piekarnia. Dalej są trzy łazienki. U góry Karol i Greta mają swoja łazienkę, garderobę i pokój mieszkalny połączony z sypialnią. Dalej jest pięć ładnych, dużych pokoi gościnnych, w tym nasz bardzo komfortowy, przewiewny i miło urządzony.

W całym domu są okna z podwójnymi szybami, światło elektryczne i centralne ogrzewanie. Na dole jest przyjemny pokój dzienny i jednocześnie pokój pracy Grety, gdzie jest również telefon. Do tego przedpokój i pomieszczenie meldunkowe. Całkiem obok jest jeszcze małe pomieszczenie z posłaniem dla dyżurującej służby w przypadku, kiedy państwo danego dnia późno w nocy wrócą do domu. Szkoda, że tego tak pięknego domu nie mogę wam pokazać. ......Od strony podwórza, ponad kolumnadą jest też duży balkon. Od strony parku z jadalni wychodzi się na przestronny, potężny taras otoczony kamiennym murem, który jest uroczo ocieniony przez starodrzew parkowy. Łagodne schody i maleńka studzienka pośrodku prowadzą do starego parku, w którego najdalszym zakątku, pod dużym drzewem liściastym znajdowała się biała herbaciarnia, położona nad rzeką od której oddzielał ją taras.

Budynki gospodarcze leżą po obu stronach wielkiego na 1,5 ha podwórza. W środku stoi kuźnia. To prawie niewiarygodne, że kowal ma ciągle coś do roboty. Z tyłu jest kołodziejnia, gdzie też ciągle się pracuje. Swojego drzewa wystarcza na wszystko. Z tyłu jest wiata z dwoma ładnymi zielonymi karetami i dwoma mniejszymi powozami. Stoją tu także dwie sztuki pięknych sań. Po lewej stronie od dworu jest cielętnik i obora. Po prawej stajnia końska i owczarnia, a jeszcze dalej, naprzeciw dworu jest wielka stodoła. Jest i kurnik z wybiegiem dla domowego ptactwa. Jest także nowa, ogrzewana wylęgarnia........

Łąki i pola rozciągają się wszędzie wokół. To są przeważnie średnio lekkie grunty. Zboża w tym roku udały się lepiej niż zazwyczaj. Są już w tej chwili dojrzałe i lada dzień rozpoczną się żniwa........”

Dzisiaj po pałacu zostały jedynie resztki fundamentów. W dole szumi Łaźna Struga.....Nie ma śladu herbaciarni nad rzeką, poległa najstarsza wierzba i dęby które tu szeroko rozkładały korony. Jeszcze kilka drzew ocalało...pomniki przyrody...jeszcze piękny, kamienny cielętnik trzyma się resztkami sił....dobrze, że historia miejsca została zachowana w książkach Klausa Krecha i Helmuta Biebera.....jest tam wiele fotografii.....kto ciekawy? Zachęcamy do lektury.

w5

 Plan dworu Wesołowo

7. POWOJENNY CZAS ROZLICZEŃ

Czy koniec wojny oznaczał pokój? Czy strach przestał towarzyszyć starym i nowym mieszkańcom wsi w owym czasie?

Miejsce historii, która się tu wydarzyła porastają dziś krzaki. Po zbrojowni zostały resztki fundamentów i kupka gruzu. To tu gospodarzył pewien bauer z liczną gromadką dzieci. W czasie wojny stacjonował u niego na przymusowych robotach polski parobek. Gospodarz traktował go wyjątkowo niegodziwie. Kiedy rankiem robotnik wychodził z szopy do pracy, ten ustawiał swoje dzieci w szeregu i kazał go opluwać. Podobnie wieczorem po ciężkiej robocie czekała go przed szopą ustawiona dziatwa, wykonując rozkazy ojca.

Już po wojnie, któregoś dnia przyjechał na kwaterę do wsi milicjant ze stolicy. Jak niosła wieść szukał kogoś. Na niewielu pozostałych we wsi autochtonów padł blady strach. W przyjezdnym bowiem rozpoznali poniewieranego robotnika. Bogu ducha winny stary Mazur, dziadek Otto zaniemówił na widok mundurowego:

„ Panie Brosowski, ja do pana nic nie mam......Pan się nie boi...... Pan mi niczego złego nie zrobił......Wiesz pan, kogo szukam......Tu mam glejt ze stolicy......znajdę....zabije jak psa! Takie mam prawo i zezwolenie.......”

Daremnie jednak milicjant szukał sprawiedliwości. Winni uciekali pierwsi. Tu we wsi nie udało mu się odnaleźć owego gospodarza i dokonać zemsty za wojenną poniewierkę.

w6

8. NA MOŚCIE KOLEJOWYM

Nadeszła kolej na kolej……..stoisz oto na wschodnim przyczółku mostu kolejowego nad Łaźną Strugą, traktu normalnotorowej kolei Kruklanki-Olecko.

Jest początek XX wieku. Pierwsze projekty połączeń kolejowych w Królestwie Pruskim szerokim łukiem omijały tereny zamieszkane przez żywioł pochodzenia polskiego. Jednak już wkrótce koleje "udowodniły", że nie tylko stymulują rozwój społeczno-gospodarczy, ale są również znakomitym narzędziem prowadzenia wojen i polityki.

Odgałęzienie kolejowe z Kruklanek do Olecka uruchomione zostało 15.09.1908 roku. Była to część nowego ciągu komunikacyjnego z Królewca przez Frydland, Gierdawy, Węgorzewo, aż po Olecko i Ełk.

Kronika wsi Wronki, cytująca zapis kroniki szkolnej z roku 1908, przełożona przez Jana Lewanowskiego podaje:

„Ponieważ koło tutejszej miejscowości była budowana kolej Kruklanki – Marggrabowa, przez całe lato wieś była pełna obcych robotników, głównie z rosyjskiej Polski. [ Znowu musiano wycinać części lasu do budowy torowisk, urządzeń stacyjnych i dróg dojazdowych]. Roboty ziemne były prawie skończone, co pozwoliło na kładzenie torów i innych robót naziemnych. Już pod koniec lata budynki dworcowe były ukończone”

Również wielu miejscowych pracowało przy budowie szlaku, gospodarze musieli oddać ziemię, tam gdzie przebiegała prowadzona linia kolejowa.

Na trasie Kruklanki Olecko w ostatnich latach istnienia chodziły 2 pary pociągów osobowo-towarowe. Prędkość handlowa tych składów wynosiła 40 km/h . Jednak czasy przejazdu składów9729/9728 zajmowały ok. 3 godzin na całej trasie wynoszącej 43 km. Postoje na małych przystankach i stacjach zajmowały sporo czasu.

Mazurka, Pani Ewa Malec wspomina tamte czasy i dworzec, kiedy to pociągiem jeździła do szkoły z Wronek do Olecka.

W czasie wojny przez Kruklanki ciągnęły na front wschodni aż do Grodna dziesiątki wagonów z zaopatrzeniem i nowymi jednostkami. Do 1944 roku była to bezpieczna linia kolejowa, praktycznie poza zasięgiem polskiej i radzieckiej partyzantki. Na szlaku pojawiły się parowozy pancerne "wojennej" serii 52.

W styczniu 1945 roku, wycofujące się wojska niemieckie paliły za sobą mosty. Ten również został zdetonowany. Głębokie rozlewisko w tym miejscu na rzece powstało na skutek wybuchu i siły wody toczącej się z nurtem po kamieniach. To najgłębsze miejsce na Łaźnej Strudze.

Wkraczający Rosjanie potrzebowali linii zaopatrzeniowych prowadzących w rejony ciężkich walk wokół Królewca. W tym celu wzniesiono prowizorycznie, drewniane mosty saperskie w miejsce wysadzonych. Taki stanął i tutaj na pewien czas. Na opanowanym terenie specjalne pododdziały już z początkiem lutego 1945 roku przystąpiły do odbierania "reparacji wojennych" w postaci wszystkiego, co dało się zdemontować i wywieźć na wschód. Na przechwyconym taborze, maszynach czy urządzeniach pojawiły się wielkie białe litery "T" (od trofiejny) oznaczające mienie zdobyczne. Na koniec wywózki rozebrano most drewniany i trakcję kolejową. Zostały jedynie nasypy, ślady po torowisku i zerwane mosty kolejowe, takie jak ten.

Jeśli przejdziesz przez rzekę kładką i wejdziesz na zachodni przyczółek mostu to nasypem trafisz na ciekawy, kamienny wiadukt.

To tylko kilkadziesiąt metrów ….ruszaj zatem, warto zobaczyć!

w7

9. VILLA FRIDRICH JOTZO

„Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie.......”

Oto korzystasz z gościnności Środowiskowego Domu Samopomocy. Nie tak dawno była tu szkoła podstawowa, a wcześniej? No właśnie, co było przed wojną?.....zapraszam na ławeczkę pod lipą.... usiądź.....rozejrzyj się dookoła i posłuchaj....

Dworek ten dawniej należał do przedwojennego przedsiębiorcy Friedricha Jotzo, przybyłego tu z Kowal Oleckich. W 1932 roku zakupił go od poprzedniego właściciela i do końca wojny mieszkał tu wraz ze swoja rodziną. Los okazał się wyjątkowo łaskawy, ponieważ budynek nie uległ zniszczeniu i jest najlepiej zachowaną pamiątką z tamtych lat.

Dworek otaczał park w formie tarasów z fontanną i altaną niezwykłej urody. Spójrz, widać ją wgłębi parku. Teraz to już resztki okrągłej budowli pod kolumnami, którą pokrywała miedziana kopuła.....w centrum kamienny stół i ławeczki przy nim..... Zamknij oczy, zobaczysz ją w wyobraźni i poczujesz zapach podawanej tam herbaty....

Jeśli będziesz spostrzegawczy, to dojrzysz wyjątkowe drzewa w jej pobliżu....okazałego żywotnika i starą jodłę kalifornijską. Na dolnym tarasie parku można odnaleźć iglaste choiny kanadyjskie ....największą, pomnikową, powalił już czas...... Niewiele tu starych drzew...resztkami sił trzyma się wiąz parasolowaty....patrz w lewo...widzisz go? Chyba dęby, parkowe kolosy i twarde graby, odcinające park od drogi wojewódzkiej, najmocniej opierają się czasowi.

Tymczasem wędruj oczami dalej......tuż za budynkiem dworku, na wprost znajdował się młyn zbożowy i tartak przerabiający drewno z okolicznych lasów. Dzisiaj pozostały tam jedynie resztki fundamentów ukryte w gęstwinie drzew, krzaków i zarośli. Nie ma już nic po cegielni, która była tuż za drogą. Z białych cegieł wypalanych tutaj budowano domy nie tylko w naszej wsi. W pobliskim lesie odkryjesz głęboki wąwóz, wyrobisko materiału na potrzeby produkcji cegieł.

Boisko, które znajduje się po prawej stronie dworku było największym placem tartacznym w powiecie oleckim. Drewniany barak za tobą służył do przechowywania zboża. Nieopodal był kiedyś drugi, taki sam magazyn na pozostałe produkty z zakładów. Do transportu wytwarzanych materiałów i wyrobów Jotzo posiadał 3 samochody ciężarowe. Już w 1939 roku zarekwirowano je na potrzeby frontu.

Za drogą, po drugiej stronie boiska, na ścianie lasu była stacja kolejowa. Większe transporty drewna, mąki i cegieł ładowano na wagony i wędrowały koleją w świat. Stąd też można było dojechać pociągiem do Kruklanek i Olecka. Wielu mieszkańców Wronek pamięta okazały budynek dworcowy.

Dziś nie ma już dworca, pociąg nie zagwiżdże na torowisku, nie ma Friedricha Jotzo i jego majątku. Odszedł też jego przysposobiony syn Klaus, który po wojnie zbierał materiały i opublikował historię miejsca, a nawet powiatu oleckiego. Dobrze, że czas oszczędził piękny dworek i wspomnienia. Może jeszcze altana parkowa ma szansę odzyskania dawnej świetności?

Jeśli historia wydaje ci się być ciekawa, zapraszam na strony wielkiej księgi Treuburg Klausa Krecha. A tymczasem warto przejść się spacerkiem i odnaleźć miejsca z opowieści.

w8

 w9

WIĘCEJ INFORMACJI O PROJEKCIE

Źródło: Artykuł przesłany przez Stowarzyszenie Wronki

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx