Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Jak powrócić do estetycznej normalności?

Rozmowa z Włodzimierzem Witkowskim z Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej.

wlodek3
Fot: Włodzimierz Witkowski.

Przemysław Chrzanowski: W Polakach zawsze była chęć wyróżnienia się. Czy to dlatego nasze miejscowości są dzisiaj estetyczną papką?

Włodzimierz Witkowski, Instytut Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej: - Chcemy zdecydowanie odróżnić się od sąsiada, a tymczasem powinniśmy się do niego upodobnić, jeśli ten ma własne obejście urządzone zgodnie z lokalną tradycją. Przekonanie o tym, że na swoim podwórku możemy zrobić wszystko jest tak silne, że stylistyczne spasowanie miejscowości, lub choćby jej fragmentów graniczy z cudem.

W ludziach jest silnie zakorzeniona potrzeba życia w pięknym otoczeniu, potrzeba uzewnętrzniania własnych poglądów estetycznych. Niestety są to często poglądy niewłaściwe. Jeżeli ktoś decyduje się na postawienie zamku, w miejscu, gdzie kamieni było najwyżej na metr, a potem rośnie z tego wyimaginowana warownia, to jest to coś chorego. Może ktoś na siłę stara się znaleźć sposób na zakorzenienie się w historii? Ale wystarczy przejść się dookoła, by stwierdzić, że po sąsiedzku każdy ciągnie w swoją stronę, że nie ma tu żadnej spójności. Powinniśmy wrócić do edukacji na poziomie szkoły podstawowej, a może i przedszkola, żeby sensownie kształcić poczucie estetyki.

Tradycja rzadko idzie w parze z ekonomią. Dzisiaj nawet stuletnie chałupy okleja się wełną lub styropianem, zabijając ich pierwotny charakter. Ale potem jest cieplej…

- A może ten styropian powinien być gdzieś w środku? Istnieje wiele technologii, żeby zrobić to bez krzywdy dla estetyki. Tym bardziej jest to wykonalne na etapie budowy nowego domu. W tym miejscu warto rozejrzeć się po okolicy i postarać się dostosować do istniejącej zabudowy. Sprawdzić jaki był podział pomiędzy częścią niską parteru a szczytem, sprawdzić czy nie ma tam charakterystycznego deskowania, określić kąt pochylenia dachu, ustalić w jaki sposób zorientowane są budynki w sąsiedztwie, czy są postawione szczytem do drogi, czy frontem.

arch str 14 il 3 izby fot w witkowski
Świetlica wiejska w starej szkole w Izbach fot:W.Witkowski.

Jeśli na etapie projektowania wszystko to weźmiemy pod uwagę, przyczynimy się do zachowania ładu i porządku w lokalnej przestrzeni. To dość proste zabiegi, które kiedyś namiętnie stosowano. Dziś nasze miejscowości są tak stylistycznie popsute, że powrót do estetycznej normalności musiałby zająć ładnych kilkadziesiąt lat.

Jednomyślni w tej kwestii muszą być nie tylko mieszkańcy, ale i lokalni włodarze.

- Samorządowcom zawsze z uśmiechem tłumaczę, że planowanie przestrzenne to nie jest działanie kadencyjne. Ono absolutnie nie wiąże się z czteroletnim pobytem samorządu lokalnego w gminie, czy miejskim magistracie. Efekty funkcjonowania planów przestrzennych zaczynamy dostrzegać dopiero po 15-20 latach. I to w sytuacji, kiedy widzimy pewną konsekwencję w realizowaniu założonej koncepcji. Niestety, bywa i tak, że przychodzi nowa władza i wymiata wszystko to, co zaczęła robić poprzednia ekipa. I nie ważne, że plan był dobry, że na jego sporządzenie wydano masę pieniędzy. Wprowadza się nowe porządki i wtedy mamy prawdziwy dramat.

Wobec tego samych włodarzy także trzeba edukować?

- Oczywiście, że tak. Zdarza się, że sam tego dokonuję goszcząc choćby na spotkaniach z wójtami. Z moich doświadczeń wynika, że ludziom trzeba pokazać, jak bardzo cenne bywa ich otoczenie. Często nie zauważają, że tuż obok mają coś, co może przyciągać turystów. Mówię o tym pozostając w permanentnych emocjach związanych z ratowaniem miasta-lasu o nazwie Kolumna (miejscowość położona koło Łasku, woj. łódzkie – przyp. red.). Ta fantastyczna miejscowość z drewnianą, modernistyczną zabudową żydowską z okresu międzywojennego przez ostatnie lata była chętnie wykorzystywane przez władze Łasku jako miejsce zesłania niewygodnych lokatorów do tamtejszych obiektów socjalnych. Stąd właśnie niechlubna sława Kolumny, sprowadzonej do roli miasteczka drugiej kategorii. Tymczasem historycznie jest to miejscowość wypoczynkowa, przed wojną było to atrakcyjne letnisko dla miasta Łodzi.

Na szczęście do końca pamięci o tym nie zagrzebano, pielęgnują ją dwa lokalne stowarzyszenia: Nasza Kolumna oraz Zielona Kolumna. Pierwsze z nich postanowiło zainteresować swoim miasteczkiem moją uczelnię- Politechnikę Łódzką. Zaczęliśmy od pomiarów czterech budynków, potem zrobiliśmy wystawę, wydaliśmy książeczkę. I nagle się okazało, że przyjechał burmistrz, przyjechała szefowa Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej – wokół sprawy zaczęło się robić głośno. Idąc za ciosem zaprezentowaliśmy kilka koncepcji, pokazujących, co z tymi budynkami można zrobić. Podchwycili to mieszkańcy. Podczas spotkań mieliśmy pełne sale ludzi. Efektem tych wszystkich działań są dzisiaj starania o kompleksową rewitalizację Kolumny.

Czyżby świat nauki miał na to znaczący wpływ?

- Trochę chyba tak jest. Zarówno mieszkańcy, jak i lokalni decydenci czują się dowartościowani, że sprawą poważnie interesuje się uczelnia akademicka. My z kolei czujemy, że jesteśmy do czegoś potrzebni. Udowadniamy tym samym, że nie bujamy w obłokach. Okazuje się, że mamy wiele płaszczyzn porozumienia. Poszliśmy za ciosem, ponieważ zaczynają się dyplomy w tym miejscu. I to znowu podnosi rangę miejscowości, ludzie cieszą się, że studenci przybywają do nich zbierać materiały do prac magisterskich. Ponadto ogłoszono konkurs urbanistyczny dla studentów, którego celem ma być wypracowanie koncepcji zagospodarowania przestrzeni publicznej. Co za tym idzie? Oczywiście prestiż oraz zainteresowanie ludzi z zewnątrz. Do niedawna o Kolumnie nikt nic nie wiedział, dziś wokół tej miejscowości zrobił się ogólnopolski szum – w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Ład przestrzenny zakłócają bezmyślnie umiejscowione budynki. Ale bywa, że pierwotny porządek zostaje zaburzony poprzez usunięcie z krajobrazu zaniedbanych, często zabytkowych domostw, czy nawet obiektów sakralnych. Czy powinniśmy tak łatwo się na to zgadzać?

- Takie działanie jest oczywiście karygodne. Posłużę się w tym miejscu swoimi doświadczeniami z prac uczelnianych. Otóż zajmowaliśmy się trzema kościołami w naszym województwie i za sukces poczytujemy to, że wszystkie są dzisiaj po remontach. To zupełnie niebywałe, bo mieliśmy wówczas wrażenie, że wykonujemy swego rodzaju ostatnią posługę. Okazywało się, że za każdym razem trącaliśmy kamyczki, które potem przeradzały się w lawinę.

1024px-oldchurchczerniewice
Fot: Stary kościół par. pw. św. Małgorzaty w Czerniewicach. Dartys - Praca własna. Źródło: https://pl.wikipedia.org

W Czerniewicach koło Rawy Mazowieckiej „z podpuszczenia” lokalnego stowarzyszenia zajęliśmy się drewnianym kościołem, który miał być wyburzony - jako że proboszcz wybudował nową, murowaną świątynię. Zrobiliśmy tam pomiary inwentaryzacyjne i zleciliśmy badania na obecność polichromii. Kościół datowany był na połowę XVIII wieku. Pierwsze badania wykazały, że istnieją wewnątrz polichromie z wieku XVII, a kolejne dowiodły, że na ścianach świątyni znajdują się polichromie z… XV wieku. Tym samym kościół bezmyślnie skazany na rozbiórkę jest obecnie jedną z najstarszych świątyń w kraju!

 

***

Projekt dofinansowany z dotacji przyznanej w ramach programu Obywatele dla Demokracji, prowadzonego przez Fundację im. Stefana Batorego we współpracy z Polską Fundacją Dzieci i Młodzieży, finansowanego ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego (tzw. Funduszy EOG).

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx