Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Można prościej, taniej i ładniej

Przemysław Chrzanowski: Popełniamy mnóstwo błędów zmieniając nasze miejscowości. Zabudowując je niepotrzebnie pozornymi udogodnieniami, zabijamy ich historyczną wartość.

Dr inż. arch. Anna Górka, Politechnika Gdańska: - To taka dziecięca choroba, którą trzeba przejść, żeby potem być zdrowym. Niestety musimy najpierw coś utracić, żeby potem z mozołem to odzyskiwać. Świadomość wartości tego, co zniszczyliśmy pojawia się zazwyczaj zbyt późno.

Czy to domena starszego pokolenia, które kiedyś musiało brodzić w błocie, a dziś może chadzać brukowanymi chodnikami?

- Nie możemy aż tak generalizować. Zaczęłabym raczej od tego, że nie ma u nas żadnego etosu wiejskiego. Jak mówimy o chłopach, to w podtekście myślimy o „wsiokach”. Nie mówimy po prostu o mieszkańcach wsi, bo ich nie cenimy. Co więcej, oni sami się nie cenią. Na siłę szukają na wsi miejskiego prestiżu. Nie jest to zatem problem starszego pokolenia, ale w ogóle wsi jako takiej.

wp1zaj

Jakie błędy popełnia się zatem przy organizacji przestrzeni publicznej na wsi?

- Buduje się wielkie, brukowane parkingi. Utwardza się alejki w parkach, asfaltuje na potęgę wszystkie wiejskie zakamarki…

…ale przecież ludzie mają do tego prawo.

- Mają, ale trzeba ich nauczyć, że można prościej, taniej i ładniej. Problem polega na tym, że brukuje się i asfaltuje te drogi, których nie trzeba specjalnie cywilizować. W wielu wypadkach jest tak, że sołtysi, czy gminy nie do końca analizują zasadność podejmowania takich inwestycji. Mam wrażenie, że kiedy samorządy mają pieniądze, to wiele podobnych zadań realizują na siłę. Brną w to na zasadzie owczego pędu. Mówią, że skoro w sąsiednich miejscowościach betonową kostką wykłada się całe skwery, to dlaczego nie zrobić tego u siebie.

wp2zaj

Tereny rekreacyjne to rzeczywiście nie miejsce dla setek metrów kwadratowych bruku, ale sam dojazd do posesji musi być komfortowy. To dzisiaj bezdyskusyjny standard.

- Można jednak tę przestrzeń tak zaaranżować, by współczesny asfalt nie zakłócał wiejskiego klimatu. Krawężniki nie mogą być zbyt wysokie, a chodniki zbyt szerokie. Reszta należy już do samych mieszkańców, którzy musieliby zrezygnować z siermiężnych ogrodzeń na rzecz typowych dla wsi drewnianych płotów. Korzystnie wypadają w tym kontekście tradycyjne nasadzenia. Tak więc asfaltowa szosa, meandrująca pomiędzy skąpanymi w zieleni zagrodami w żaden sposób nie za zaburzy wiejskiego klimatu.

A może wina leży również po stronie projektantów, którzy do sprawy podchodzą instrumentalnie, bezwzględnie ufając cyrklowi i ekierce?

- To problem, z którym spotykamy się na co dzień. Widać, że i na tym polu konieczna jest gruntowna edukacja. Warsztat projektanta podporządkowany jest określonym kanonom, a te nie zawsze idą w parze z tym, co właściwe dla architektury wiejskiej.

wp3zaj

Trochę to przypomina walkę z wiatrakami.

- Ja jednak jestem dobrej myśli. Kiedyś na pewno dojdziemy do tego, że wieś musi mieć swój odrębny charakter, że nie możemy na siłę wszystkiego tak przesadnie cywilizować. Spotykamy się na konferencji poświęconej dziedzictwu kulturowemu, widać, że jest to dość zmasowane działanie, wierzę, że przyniesie ono pożądany skutek.  

Na Pomorzu dobrych praktyk jest wiele. Z kogo można brać przykład?

- Idealnym miejscem jest oczywiście Swołowo, tutaj jednak za ochronę całej wsi zabrali się fachowcy. Poza tym jest mnóstwo zagród, których właściciele mają świadomość wiejskiego klimatu. Są to zazwyczaj ludzie wywodzący się z miast. Przyjeżdżają do małych miejscowości w poszukiwaniu nieograniczonej swobody i zaczynają bardzo tradycyjnie kształtować przestrzeń wokół siebie.

Dlaczego tej świadomości nie mają sami mieszkańcy wsi?

- Bo tkwią w przeszłości. Przeszłości, która nie kojarzy im się z wygodnym życiem. Dla nich wieś nie była sielską krainą. Kiedy pojawiły się możliwości poprawy komfortu życia, pojawiła się zarazem skłonność do przesady. Ludzie mieszkający w dużych aglomeracjach wiedzą, czym to się kończy, dlatego tak chętnie uciekają w wiejską głuszę. I to oni zazwyczaj jako pierwsi zabierają się za ratowanie chylących się ku upadkowi zabytków. Na Pomorzu takowych jest jeszcze mnóstwo.

Zdjęcia: Anna Górka

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx