Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Budujemy nowy dom

Budujemy nowy dom
Bywa człowiek w różnych urokliwych miejscach, z naturą się styka i myśli, że właśnie tam jego jesień życia byłaby najszczęśliwsza.

Budujemy nowy dom

Wygraliśmy w totka grubszy szmal, czy pracowitym żywotem uciułaliśmy trochę grosza, nieważne. Na stare lata warto by tę forsę sensownie spożytkować. Bywa człowiek w różnych urokliwych miejscach, z naturą się styka i myśli, że właśnie tam jego jesień życia byłaby najszczęśliwsza.

Coraz więcej znajomych z zakopconego miasta na stałe „pryska”, kozie mleko na śniadanie popija, osrane przez kurę jajko na twardo lub miękko gotuje.

- Ach to mleko, to osrane jajko, ta koza i kura, no po prostu poezja w czystej postaci – rozmarza się człowiek i postanawia wybudować na wsi własną chałupę. Zamieszkać w niej i mieć miasto tam, skąd owo jajko kurze wypada. Krótko mówiąc, zacząć ab ovo.

Od pomysłu do przemysłu droga nie tak daleka, jak może się wydawać. Jasne, że trzeba trochę dać z krzyża, przewędrować parę urzędowych ścieżek i papierków zgromadzić, ale znając drogową mapę ostatnich lat w upragnionej chałupie dokonamy. „Mapa drogowa” to takie modne dziś określenie instrukcji, planu działania, sposobu osiągania celu. Oto i ona:
 

Krok pierwszy

Szukasz działki. Nie jesteś ćpunem, działka to dla Ciebie kawałek gruntu, na którym można sobie postawić domek. Od gospodyni, u której już dwadzieścia lat spędzacie wakacje, wiesz, że Wincenty, ten spod lasu, coś tam kiedyś mówił o sprzedaży placu. Idziesz do Wincentego z małżonką i flaszką. Z małżonką po to, żebyś jutro wiedział, co ustaliliście.

Według relacji Twojej lepszej połowy, spadłeś z ganku, ale kiszonego ogórka z zaciśniętej dłoni nie wypuściłeś. Najważniejsze jednak, że Wincenty działkę faktycznie chce sprzedać.


Z wizytą u Wincentego się było.
 

Krok drugi

Musisz Wincentego sprawdzić. Tym razem lustracji dokonujesz nie w Ipeenie, lecz w wydziale ksiąg wieczystych Sądu Rejonowego. Bierzesz od Wicka (przeszliście na „ty”, więc nie myl się, uporczywie nazywając go „panem”) numer księgi i w królestwie Temidy za darmo ją sobie oglądasz. Dowiadujesz się, czy na pewno jest właścicielem nieruchomości, czy nie wiszą na niej długi i czy przypadkiem nie jest obciążona służebnością drogi koniecznej. Nie chcesz chyba, by Tkacze i Włodarczyki łazili po Twojej przyszłej posiadłości.

Krok trzeci

Hawirę możesz stawiać wyłącznie na działce budowlanej. Jaka jest działka Wicka, powiedzą Ci w gminie. Jeśli mają Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego, odetchniesz z ulgą, dowiedziawszy się, że zaliczono ją do terenów przeznaczonych pod jednorodzinne budownictwo mieszkaniowe. W innym przypadku raczej nie wchodź w ten interes. Kupisz teren zakwalifikowany jako usługowy i będziesz musiał prosić tubylczych radnych o zmianę miejscowego planu. Pamiętaj, że nie masz do czynienia z Lechem Wałęsą. Kiedy nie będą chcieli, nie będą również musieli.

 
Ach, mieć jakieś lokum z dala od miasta.

Od biedy pozwolenie na budowę całorocznego domu można uzyskać na działkach rekreacyjnych (pod domki letniskowe) i siedliskowych. Te drugie zasadniczo przeznaczone są pod zabudowę gospodarczą, ale jeśli nabędziesz areał równy przeciętnej w gminie działce siedliskowej, o pozwolenie możesz się starać.

Niewykluczone, że wybranego przez Ciebie, uroczego zakątka nie obejmuje MPZP. Ładnie poproś w gminie (nie żądaj, bo od razu podpadniesz u referentki) o wydanie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, na który masz chrapkę. Ma się rozumieć, nie jest powiedziane, że decyzję otrzymasz. Na przykład brak dostępu upatrzonej działki do drogi publicznej czyni Twoje zabiegi daremnymi. Bądźmy jednak dobrej myśli i przyjmijmy pozytywny bieg wydarzeń. Jak będzie po wszystkim, nie zawadzi jakiejś kawki wręczyć poświęcającej Ci czas pani (zwłaszcza, że urząd idzie ci na rękę gratis, za decyzję nie płacisz). Sam wiesz, że góra z górą, ale człowiek z człowiekiem...

Krok czwarty

Znakomicie. Masz w ręku decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, a to podstawa do wydania pozwolenia na budowę. Teraz możesz zawrzeć z Wickiem transakcję kupna-sprzedaży. Musisz niestety uczynić to w obecności zdziercy notariusza.

Krok piąty

Stałeś się szczęśliwym posiadaczem kawałka ziemi. Ze względu na jego przeznaczenie bliżej Ci z nim do Kulczyka niż do Leppera. Pora przygotować projekt budowlany. Nie ma problemu ze znalezieniem (chociażby w Internecie) firmy, która Cię w tej kwestii fachowo wyręczy. Albo wymyśli coś oryginalnego (w granicach decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu), albo zaadaptuje istniejący już projekt. Dla Twojej wiedzy: projekt składa się z części określającej zagospodarowanie działki oraz architektoniczno-budowlanej. Dodatkowy element stanowią rozmaite uzgodnienia i oświadczenia jednostek podłączających Cię do sieci (wodociągowej, kanalizacyjnej, telekomunikacyjnej, elektro-energetycznej). Projekt w czterech egzemplarzach musisz dołączyć do wniosku o pozwolenie na budowę.

Krok szósty

Wniosek składasz w wydziale architektury starostwa powiatowego. Urzędnicy mają miesiąc na wydanie Ci pozwolenia na budowę, a w sprawach szczególnie skomplikowanych dwa miechy, dlatego weź ze sobą kawkę. Jeśli potraktują Cię odmownie, odwołujesz się do wojewody, a gdy i tam nic nie wskórasz, pozostaje Sąd Administracyjny. Potem już tylko gałąź i sznur z pętlą.
 

Krok siódmy

Pozwolenie jest bezterminowe, co oznacza, że chałupę możesz wznosić w tempie rozbudowy warszawskiego metra. Pamiętaj jednak, że jeśli przez dwa lata od jego wydania do budowy nie przystąpisz, pozwolenie wygaśnie. Podobnie będzie, gdy na dłużej niż dwa lata przerwiesz roboty. Więc nie stój, nie czekaj, nucąc murarskiego walczyka raźno chwyć łopatę.

Rzecz jasna, samemu jesteś w stanie zbudować co najwyżej budkę dla ptaków lub domek dla pszczół zwany ulem. Prawdziwy dom postawią fachowcy, których światowy kryzys ekonomiczny wygnał z Irlandii.


Ostatnich lat tu dokonamy.

Nosisz teraz dumne miano inwestora. Najpóźniej siedem dni przez rozpoczęciem konkretnych działań powiadamiasz nadzór budowlany i projektanta, że budowę chcesz zainicjować. Do zawiadomienia dołączasz pisemne oświadczenia kierownika budowy (ten gość będzie poganiał robotników) i inspektora nadzoru (sprawującego w Twoim imieniu kontrolę nad przebiegiem inwestycji) o przejęciu należnych obowiązków. W starostwie wydają Ci dziennik budowy, który wręczasz kierownikowi.

Witold Gombrowicz swój dziennik rozpoczyna: – „Poniedziałek – Ja. Wtorek – Ja. Środa – Ja. Czwartek –Ja”. Nie, nie, to nie ten rodzaj dziennika. Na dziennik budowy składają się notki kierownika odzwierciedlające tok prac. Ty również możesz, a nawet powinieneś, zapisywać w nim swoje uwagi. Ostatni, dzielący Cię od uruchomienia betoniarki krok, to protokolarne przekazanie wykonawcy terenu budowy.

Krok ostatni

Serce roście, patrząc na te ugruntowane w gruncie fundamenty i wypiętrzające się nad nimi mury. Pomińmy ów etap, przeskakując do zawieszonej na dachu wiechy. Opiwszy ją z budowlaną ekipą i, to jasne, z Wincentym, składasz do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego zawiadomienie o zakończeniu budowy obiektu budowlanego (wraz z oryginałem dziennika budowy i paroma innymi papierkami). Wykonawca oddał Ci gotowy dom do użytkowania, z inwestora stałeś się jego właścicielem i zarządcą. Dokumentację budowy solidnie zabezpiecz i schowaj do pancernej szafki.
 

***
 

Nareszcie mieszkamy w wymarzonej okolicy. Co prawda nasi nowi sąsiedzi szeptają, że dom wybudowaliśmy nie z pracy rąk, ale niech tam. Od czasu do czasu zaprośmy ich na grilla. Do Wincentego tez wpaść wypada. Oczywiście z flaszką, bo bez niej nie razbierjosz..

Maciej Pawłowski

wersja do druku

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx