Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Prace nad „Kolędowaniem…”

Projekt „Kolędowanie na Rzeszowszczyźnie” zbliża się już ku końcowi. Po kwerendach, badaniach terenowych, opracowaniu zebranych materiałów i pisaniu artykułów przyszedł czas na przygotowanie wydawnictwa.

Dlatego Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej ma ogromną przyjemność zaprezentować fragmenty dwóch artykułów, które w całości zostaną wydrukowane w książce pt. „Kolędowanie na Rzeszowszczyźnie” – kolejnej monograficznej publikacji dotyczącej tradycji mieszkańców północnej części województwa podkarpackiego.

Mariola Tymochowicz
Instytut Kulturoznawstwa
Uniwersytet im. M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie

Izabela Wodzińska, Jolanta Dragan
Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej

Godnie Święta – czas niezwykły, czas święty, czas przejścia

Staropolska nazwa godne święta, na Rzeszowszczyźnie powszechnie występująca dawniej i współcześnie w formie Godnie Święta, była używana od XIV wieku w znaczeniu: „święto, czas świąteczny”, odnosząc się głównie do tych z końca roku[1]. […] Obrzędy tego okresu trwały 12 dni i obejmowały: Wigilię, Boże Narodzenie, Nowy Rok i Trzech Króli. […] W starej kulturze rolniczej ludzie wierzyli, że od Wigilii poprzedzającej obchody bożonarodzeniowe „zaczyna przybywać dnia i słońca, a z nim wszystko obudzi się do życia. Przedstawiano to jako zmaganie życia i śmierci, światła i ciemności. Stosując różne zabiegi magiczne, ludzie starali się dopomóc w zwycięstwie życia”[2]. […] Był to tym samym szczególny, uświęcony czas, kiedy dokonują się zmiany w ludziach i całym świecie, czyli zachodził obrzęd przejścia. Głównym ich celem było ostateczne wykreowanie i uporządkowanie świata na nowo[3] przez przekraczanie granic tych realnych i symbolicznych, aby zbliżyć się do centrum sacrum. […]

Cały cykl tych świąt poprzedzał okres postu nazywany przedgodziem[4], czyli Adwentem, trwającym cztery niedziele, począwszy od dnia św. Andrzeja (30 listopada), a zakończonym w Wigilię świąt Bożego Narodzenia. […]

W Adwencie obowiązywał post. W katolicyzmie post był i jest do dzisiaj formą pobożności oraz zewnętrznym znakiem wskazującym na nawrócenie człowieka (oczyszczenie ze złych skłonności i opanowania popędów). Jest także częścią przygotowań do uczestnictwa w świętach. Stanowi on formę ascezy przez wstrzymywanie się od pokarmów mięsnych czy innych pokus, a także podejmowania wyznaczonych praktyk religijnych […][5]. Zgodnie z tradycyjnymi wierzeniami post miał dopomóc wiernym w świadomym i godnym przeżywaniu świąt i w bezpiecznym wkraczaniu z czasu profanum do sacrum. […]

Post wprowadzał w obrzęd, którego głównym celem było „reaktualizować sytuacje początkowe, opowiadać o tym, co zdarzyło się w czasach początkowych, kiedy to uczestnikami zdarzenia byli bogowie”[6]. Oznaczało to w istocie porzucenie ograniczeń ludzkiej egzystencji i sprawiało, że człowiek zanurzał się w innej czasoprzestrzeni, tej obrzędowej, która umożliwiała przemianę świata i człowieka, stanowiła obrzęd przejścia (rite de passage). […]

2 DSC05866zaja

Obrzędy te odbywały się zawsze w dokładnie wyznaczonym czasie i przestrzeni, gdyż dopiero wtedy kreuje się właściwa atmosfera i zaczynają obowiązywać świąteczne reguły, odmienne od codzienności[7]. Czas w przekonaniu chłopów wiązał się z cyklicznością[8] i rozumieniem przemijania ludzkiego życia, co łączyło się z przewidywalnością oraz dawało poczucie bezpieczeństwa. Generalnie dzielił się on na czas świecki i święty. Ten pierwszy był liniowy, wiązał się „z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, nieodwracalny, wypełniony i warunkowany codziennymi zajęciami. Czas sakralny jest czasem specjalnym, pozahistorycznym, pozaspołecznym, pozaludzkim i pozaczasowym. Właściwie nie jest czasem w potocznym rozumieniu, nie ma bowiem charakteru sekwencyjnego, lecz momentalny – jest tą chwilą, w której dokonuje się transcendentalne ustanowienie stanu rzeczywistości (in illo tempore w owym czasie) i która cyklicznie powraca (jest reaktualizowana) w rytuale. Czas sakralny przełamuje monotonię czasu świeckiego”[9]. […]

Przestrzeń to kolejna kategoria istotna dla prawidłowej organizacji obrzędu. […] Najwięcej działo się […] w obejściu, na które składało się podwórko (tu odbywało się np. nawoływanie wilków na kolację wigilijną), zabudowa gospodarcza (np. dzielenie się opłatkiem z inwentarzem), sad i ogród (np. obwiązywanie drzew słomą) oraz oczywiście – w domu, czyli wszędzie tam, gdzie może dojść do zetknięcia z sacrum. Duża część wydarzeń obrzędowych rozgrywana była w chałupie, która stanowiła obszar oswojony i bezpieczny dla jego mieszkańców. […] Główne działania skupiały się wokół stołu, który na co dzień był wykorzystywany tylko jako ołtarz domowy, a w tym okresie ucztowano przy nim oraz podejmowano różne praktyki o charakterze magiczno-wróżebnym (np. Wigilia). Z tymi wyodrębnionymi obszarami wiązały się punkty medialne, takie jak drzwi, próg, okno czy brama, które „są obrazem styku dwu obszarów; tego, co wewnętrzne, i tego, co na zewnątrz, dziś i jutro oraz profanum i sacrum[10]. […]

Godnie Święta odbywały się ponadto w okresie przełomowym, przypadającym na koniec i początek roku, kiedy należało zamknąć pewien etap i otworzyć nowy. W symbolicznym powtarzaniu Kosmosu następowało niszczenie starego świata, po czym dążono do „całkowitej odnowy czasu”[11]. Wierzono, że każda podejmowana czynność w Wigilię Bożego Narodzenia i w Nowym Roku będzie miała pozytywny lub negatywny wpływ na przyszłość. Dlatego też należało przestrzegać naznaczonych tradycją zakazów i nakazów, np.: spłacić wszystkie długi, niczego nie pożyczać, właściwie się zachowywać, być ubranym w czyste, najlepiej świąteczne ubranie, najeść się do syta, a przede wszystkim dokonać wszystkich wymaganych tradycją rytuałów, które zapewniały dostatek, zdrowie ludzi i zwierząt domowym, ich płodność oraz obfitość urodzajów. […]

Omawiany okres, mimo że przypadał na stan zimowej drętwoty, zatrzymania wegetacji roślin i dominacji czasu nocy „dawał szanse na nowe życie, na odroczenie się sił przyrody, zwiastował płodność i obfitość”[12]. Dlatego był doskonałym momentem do zaklinania urodzaju oraz składania sobie życzeń, czyli realizacji magii dobrego początku, którą podejmowano w wigilijną noc, powtarzano w sylwestrową i realizowano przez cały czas kolędowania. Wygłaszane przez kolędników powinszowania i formuły życzące odnoszące się do przyszłorocznego urodzaju i życia mieszkańców wsi, zyskiwały moc sprawczą, wywołującą wymianę i zapewniającą magiczny sens kolędowania[13].

* * *

 Tomasz Nowak
Instytut Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego

 

Tradycje tańców towarzyszących obrzędom kolędniczym w Polsce w perspektywie historycznej

Źródła zachowań tanecznych występujących w znanych nam z ziem polskich obrzędach kolędniczych wyrastają z podłoża słowiańskiej kultury czasów poprzedzających przyjęcie chrześcijaństwa. Potwierdzenie tego znajdziemy chociażby w zakazach hierarchów kościelnych. Już bowiem papież Innocenty III (1160/1161-1216) w liście skierowanym 5 stycznia 1207 r. do arcybiskupa gnieźnieńskiego Henryka Kietlicza (1150-1219) zakazywał nieprzystojnych widowisk mimicznych z udziałem duchownych, a szczególnie odbywających się w okresie Bożego Narodzenia[14]. Ożywioną walkę z przedchrześcijańskimi obrzędami polskie duchowieństwo podjęło jednak w wieku XV. Statuty synodalne biskupa poznańskiego Andrzeja Laskarego (Łaskarza, 1362-1426) zabraniały tańców – w tym z maszkarami – w wigilię Bożego Narodzenia, które – jak stwierdzano – „pomimo zakazów wciąż trwają”[15]. […] Jak się jednak wydaje, zarówno zakazy hierarchów, jak i potępienia kaznodziei przechodziły bez większego echa, skoro jeszcze w pierwszej połowie XVII wieku sam król Władysław IV (1595-1648) organizował we wtorek zapustny maskarady w stylistyce chłopskiej, co zresztą królowa Maria Gonzaga de Nevers (1611-1667) uważała za prostactwo[16].

Był to jednak w Polsce już okres kontrreformacji, który cechowało bardziej pobłażliwe spojrzenie na ludowe zwyczaje i obrzędy doroczne, czy wręcz pełną tolerancję dla przedstawień jasełkowych w kościołach. Niewątpliwie wpłynęło to na zachowanie ich w żywej praktyce do wieku XIX, a w niektórych miejscach aż do pierwszych lat po drugiej wojnie światowej. […]

Wiek XIX wraz ze wzrostem zainteresowań kulturą ludową przyniósł także pierwsze opisy etnograficzne zwyczajów kolędniczych, wśród których taniec wspominany jest jednak niezmiernie rzadko. Wynikało to z faktu, iż występujące w obrzędach kolędniczych zachowania taneczne mają zazwyczaj formę bardzo prostą, co przez zewnętrznego obserwatora częstokroć może zostać zlekceważone […].[17]

[…] Materiały dotyczące folkloru z notkami na temat tańca z współczesnego Podkarpacia zaczęto zbierać dość późno, bo dopiero na przełomie XIX i XX wieku[18], zadowalające opisy samego tańca tego obszaru opublikowano dopiero w drugiej połowie XX i na początku XXI wieku[19], to same tańce obrzędów dorocznych są jedynie krótko wzmiankowane[20]. […]

3 DSC05881zaja

Taniec w kolędowaniu bożonarodzeniowym

Taniec w bożonarodzeniowych obrzędach kolędniczych odgrywanych zazwyczaj od św. Szczepana do Święta Trzech Króli, wykonywały przede wszystkim poszczególne postacie owych ludowych dramatów. Taniec był więc atrybutem turonia, konia, misia lub kozy, zwanych też często po prostu bydlątkiem. Jako zachowanie obrzędowe symbolizował witalność, którą bydlątko obdarzało nawiedzany dom i jego domowników, włącznie ze zwierzętami[21]. Istotnym momentem było ożywianie padłego zwierzęcia, co stanowiło symbol przebudzenia przyrody do życia po zimowym letargu, miało znaczenie hodowlane i agrarne (życzenia dobrych plonów), ale też magiczne (zaopatrzenie ludzi w szczęście i powodzenie) i ludyczne (było okazją do krotochwilnej zabawy): Dzieci to więcej w kolędzie z turoniem chodziły. Taka młodzież, nastolatkowie. Zbierali na atrament. Jak turoń przychodził do domu, to najpierw odstawiał tańce, później się przewracał, i trzeba było jakieś pieniążki dać „na atrament”, bo to, że niby ten atrament miał uzdrowić wtedy tego turonia (Majdan Królewski). […]

W grupach odgrywających kolędę z Herodem taniec był atrybutem życia przynoszonego przez przybyszów z innego świata, a więc przede wszystkim Diabła, Śmierci i Żyda. Aby przenieść siły witalne na gospodarstwo, kolędnicy mieli obowiązek tańczyć z domownikami i dlatego gospodarz z gospodynią musieli przydreptać, przytupać i choć raz z kolędnikami w kółko obrócić (Nosówka). Oprócz tego poszczególne postaci tańczyły często solowo przy okazji swoich kwestii […]:

To były popisy. Jak byli żołnierze to musieli prosto, ładnie tańczyć, ale jak był dziad z Żydem to robili przeróżne wygibasy śmieszne. Herod pierwsze musiał gospodynię wytańczyć, np. śmierć mogła złapać gospodarza i go z dwa razy obrócić. Diabeł z dziewczynami zwykle tańczył, ale nie było wyznaczone, kto z kim ma tańczyć. Była tylko taka hierarchia, że tańce trzeba było zaczynać od gospodarzy. Tańczono z kolędnikami, chyba, że już zostali dłużej na „pokolendne”, ktoś więcej przyszedł to już tańczyli jak chcieli (Nosówka).

5 img 515zaja

Rozwijając zagadnienie popisów poszczególnych postaci, warto wskazać, że postać Żyda miała w kolędzie sporo dedykowanych mu partii tanecznych. Przykładowo w Zagorzycach grano langsa, czyli wolnego. Jego postać i taniec informatorzy charakteryzują w sposób następujący:

Żyd na cebulki wołoł, trza było groszów dać mu, to, co mógł, to mu dał… Żyd na cebulki, na cebulki, ooo... A jak tańcował, to dyptoł jak to po żydowsku, mioł loske (Stany-Kozły). Żyd tańczył cały czas, latał w koło (Nowa Sarzyna).

[…] Taniec Żyda wywoływał […] wiele emocji, spełniając najpełniej aspekt ludyczny, czego potwierdzenie znajdujemy w następującej relacji:

Sąsiad Wróbel opowiadał, jak chodzili z gwiazdą i chodził Żyd z Żydówką, i tego Wróbla wzięli do tańca, zdarły go z łóżka, w samych kalesonach i boso, i bardzo mu po nogach dreptał ten Żyd, jak tańczył. Nie chciał ich wpuścić, ale ta żona mówi: - Puść, puść. A potem mówił: - Po cholerę ich tu wpuszczała! A potem syn tego Wróbla opowiadał, jak się strasznie na tym łóżku śmiał, jak ten tata z Żydem tańcował (Majdan Sieniawski).

[…] Kolęda z Herodem najczęściej odgrywana była w domach, w których były dziewczyny, a zwłaszcza panny na wydaniu (Jastkowice), co miało z jednej strony znaczenie symboliczne (przekazanie płodności), z drugiej recepcyjno-matrymonialne (promocję kandydatek i kandydatów na małżonków w domu panien na wydaniu), ale w tle również społeczne (budowanie relacji w społeczności wsi). […] Po skończonym przedstawieniu kolędnicy mieli obowiązek obtańcować obecne panny, co, obok rzucania panien na łóżka czy wywracania panien idących do kościoła, w te dni miało przede wszystkim znaczenie płodnościowe. Natomiast spełniając funkcję recepcyjno-matrymonialną, Marszałek (Minister, Ministrant, Hetman) brał dziewczynę za rękę i wyprowadzał na środek – czasami pannę także sadzano na stołek, krzesło lub na kolana jednego, nieprzypadkowo wybranego kolędnika – a zgromadzeni wokół kolędnicy śpiewali jej okolicznościową pieśń czy też światówkę. Przykładowo w Lubzinie jej tekst był następujący:

Jużeśmy ci, Haneczko, odkolędowali – hej le lu,
A teraz będziemy po talarze brali – hej le lu.
Talarami brzękaj, dolara dobywaj – hej le lu.

Natomiast w Jastkowicach „od zawsze” śpiewali dziewczynom:

Spadła sobie wisieneczka /: z sadu do jeziora, :/
/: Czemu żeś mi, moja Andziu, smutna, niewesoła? :/

[…] Dawniej kolędnicy mieli kilka wybranych domostw, w których kończyli kolędować i wtedy na ogół byli obecni w nich tylko domownicy, kolędnicy, muzykanci i zaproszone dziewczyny, choć czasami przychodzili również ich rodzice. Wyboru miejsca dokonywano przede wszystkim ze względu na obecność w rodzinie panien na wydaniu, wielkość izby i, o ile było to możliwe, to także drewnianą podłogę. Jeśli podłoga była gliniana, to często tańczono na bosaka. Załatwili flaszkę wódki, ktoś przyniósł bułkę drożdżową, chleba pojedli. Kolędnicy zapraszali muzykę, rozbierali się z przebrań kolędniczych, podchodzili do muzyki, zamawiali śpiewem taniec i kazali sobie grać. Tańcowali do północy i do 1.00 w nocy, a nieraz i do rana.

Projekt dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

mkidn 01 cmyk

Szczegóły: www.muzeumkolbuszowa.pl

 


[1] A. Bańkowski, Etymologiczny słownik języka polskiego, t. 1, Warszawa 2000, s. 446.

[2] I.K. Kubiak, Chleb w tradycji ludowej, Warszawa 1981, s. 20-21.

[3] J. Adamowski, Kategoria przestrzeni w folklorze. Studium etnolingwistyczne, Lublin 1999, s. 14.

[4] Jest to nazwa spotykana na terenie Lubelszczyzny; por.: J. Adamowski, M. Tymochowicz, Zwyczaje i obrzędy doroczne z obszaru województwa lubelskiego (próba słownika), [w:] Dziedzictwo kulturowe Lubelszczyzny. Kultura ludowa, red. A. Gauda, Lublin 2011, s. 35-62.

[5] Mały słownik religioznawczy, red. Z. Poniatowski, Warszawa, 1969, s. 350.

[6] K. Łeńska-Bąk, Sól ziemi, Wrocław 2002, s. 85.

[7] A. Zadrożyńska, Światy, zaświaty. O tradycji świętowania w Polsce, Warszawa 2000, s. 35.

[8] „Rozumienie czasu i przestrzeni nie jest w europejskich kulturach chłopskich ciągłe, lecz segmentarne. Innymi słowy: czas i przestrzeń dzielą się w interpretacji ludowej na szereg jakościowo różnych odcinków, nieraz wręcz (jak właśnie orbis interior–orbis exterior) sobie przeciwstawnych. Człowieka obowiązują w nich (na nich) inne normy, skuteczna jest inna magia itd. Zespołem z takich odcinków jest również ludzkie życie”: L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku, Gdańsk 2000, s. 97.

[9] J. Szadura, Czas jako kategoria językowo-kulturowa w polszczyźnie, Lublin 2017, s. 67.

[10] J. Adamowski, op. cit., s. 16.

[11] Z. Kupisiński, Adwent i Boże Narodzenie w regionie opoczyńskim. Studium religijności ludowej, Warszawa 1997, s. 79.

[12] K. Łęńska-Bąk, Sól ziemi, Wrocław 2000, s. 89.

[13] T. Smolińska, Tradycyjne zwyczaje i obrzędy Śląskie. Wypisy, Opole 2003, s. 40.

[14] W. Nehring, Początki poezji dramatycznej w Polsce, „Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego”, 1887, t. 15, s. 194. (191-232)

[15] Statuta synodalia Andreae episcopi Poznaniensis, [w:] Starodawne prawa polskiego pomniki, t.4, Suplementum, red. A.Z. Helcel, M. Bobrzyński, Kraków 1877, s. 32; W. Nehring, op. cit., s. 194.

[16] K. Targosz, Polsko-francuskie powiązania teatralne w XVII wieku, „Pamiętnik Teatralny”, 1971, nr 1, s. 28-29.

[17] R. Lange, O istocie tańca i jego przejawach w kulturze. Perspektywa antropologiczna, Kraków 1988, s. 91; por.: F. Boas, Primitive Art, Nowy Jork 1955, s. 246.

[18] O. Kolberg, Dzieła Wszystkie, t. 48: Tarnowskie-Rzeszowskie, Wrocław-Poznań 1967; A. Saloni, Lud wiejski w okolicy Przeworska, „Wisła”, 1897-1899, t. 11–13; idem, Lud łańcucki. Materiały etnograficzne, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, 1903, t. 6; idem, Lud rzeszowski. Materiały etnograficzne, „Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne”, 1908, t. 10.

[19] L. Nartowska, Wiązanki tańców rzeszowskich, Rzeszów 1955; eadem, Lasowiak, Rzeszów 1956; eadem, Oberek rzeszowski, Rzeszów 1956; eadem, Tańce z okolic Rzeszowa, Warszawa 1967; eadem, Tańce rzeszowskie, „Biuletyn Kulturalny”, 1978, nr 1-3; A. Haszczak, Folklor taneczny ziemi rzeszowskiej, Warszawa 1989; eadem, Tańce lasowiackie, Warszawa 2006.

[20] Zob.: A. Haszczak, Tańce rzeszowskie, Rzeszów 2012, s. 38.

[21] F. Kotula, Przeciw urokom, Warszawa 1989, s. 128-129.

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx