Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

A niech cię zakole!

 

 

Bogata kultura, tradycja i przecudowne smaki – to wszystko zamyka się w dobrze funkcjonującym produkcie turystycznym w województwie kujawsko-pomorskim. Kto za tym stoi? Wszelkie ślady prowadzą do nieformalnej grupy o intrygującej nazwie Niech Cię Zakole, przewodzi jej nasz rozmówca Piotr Lenart.

 

zakole 1zaja34

Skąd ta nazwa?

Zaczęło się to tak, że Lokalna Grupa Działania funkcjonująca na Zakolu Dolnej Wisły organizowała niegdyś konkurs fotograficzny i na użytek tego wydarzenia trzeba było utworzyć hasło przewodnie. Palnąłem: „A niech cię zakole!”. I oni tego nie kupili. W tej sytuacji pomyślałem, że zatrzymam je dla siebie i do czegoś w niedalekiej przyszłości wykorzystam.

Gdybym miał szukać znaku rozpoznawczego dla województwa kujawsko-pomorskiego, to z pewnością postawiłbym właśnie na zakole Wisły. Mamy tu bodaj dziewięć regionów etnograficznych, dla których wspólnym mianownikiem jest właśnie królowa polskich rzek. To miejsca magiczne, interesujące i urzekające. „Niech cię zakole” w tym kontekście ma znaczyć: „ Niech cię zadziwi, zauroczy, zaintryguje”. To także wezwanie dla nas samych, byśmy zorientowali się, jakim potencjałem dysponujemy, byśmy w porę umiejętnie wykorzystali miejscowe zaplecze kulturowe, obyczajowe i kulinarne.

zakole 3zaja34

Nadwiślańska Alzacja z Napoleonem w tle

Uzmysłowiłem sobie, że to, co mamy u siebie pod wieloma względami przypomina Alzację we Francji. Tam już wieki temu na bazie wspomnianego zaplecza kulturowo-kulinarnego stworzono świetny produkt turystyczny. Przewodnim hasłem tego regionu jest „Alsacez - Vous”, „Alzacyzuj się, stań się Alzatczykiem”. Tam elementem spajającym poszczególne etapy podróży jest wino. Pokonując meandrującą drogę win zawijamy do kolejnych, bajecznie położonych miejscowości, by móc rozsmakowywać się w lokalnych specjałach.

Całym ruchem turystycznym i atrakcjami wplecionymi w ten przepiękny szlak zarządzają biura, które częściowo utrzymywane są przez państwo, a częściowo przez podmioty korzystające z ich usług. Realia alzackiego biznesu turystycznego miałem okazję poznawać kilkukrotnie, będąc tam na wizytach studyjnych. Teraz te doświadczenia staram się zaszczepić właśnie na wiślańskim zakolu. Chciałbym, by w przyszłości stało się ono naszą polską Alzacją.

zakole 4zaja34

Zanim zaczęliśmy budować nasz szlak, postanowiliśmy mieszkańców okolicznych aglomeracji miejskich - Bydgoszczy i Torunia – przyciągnąć nad Wisłę. Bywało bowiem tak, że częściej widywali się oni w Turcji niż na jakimkolwiek wyjeździe weekendowym. Powodem, dla którego mieli opuścić domowe pielesze stał się Piknik Napoleoński, który zorganizowaliśmy dla uczczenia dwusetnej rocznicy przekroczenia wojsk cesarza Bonaparte przez Wisłę. Sporządziliśmy rekonstrukcję przeprawy, zbudowaliśmy obozowisko, zainscenizowaliśmy też scenę przywitania Napoleona przez polską szlachtę. Zrobiliśmy to po to, by ludzie przyszli i zobaczyli, że dosłownie za miedzą mają coś przeurokliwego, że mają bogactwo, którego nie byli dotąd świadomi. Po czterech edycjach tego wydarzenia ludzie zaczęli nabywać działki w nadwiślańskiej dolinie i się tam osiedlać.

Wizja turystycznego produktu

Chcieliśmy pójść krok dalej i stworzyć kompletny produkt turystyczny. Nie chodziło nam o realizację zwykłego projektu, który zostałby zrealizowany, sfinansowany na przykład ze środków unijnych, a potem zakończony i zapomniany. Dążyliśmy do tego, by stworzyć swego rodzaju pakiety turystyczno-kulinarne, dzięki którym przyciągniemy ludzi głodnych wrażeń i smaków. Aby to się udało trzeba było wokół przedsięwzięcia skupić wiele podmiotów. Mówię tu o gospodarstwach agroturystycznych, restauracjach, zabytkach, atrakcjach wodnych oraz komunikacji, dzięki której turysta w łatwy sposób przeniesie się z Bydgoszczy czy Torunia wprost na wiślańskie zakole.

zakole 5zaja34

W zeszłym roku na bazie takiej koalicji powstało kilka wspomnianych pakietów. Niesłabnącą popularnością cieszy się na przykład ten wiodący przez Ziemię Dobrzyńską. Zaczynamy w skansenie w Kłóbce, potem mamy rejs katamaranem po lokalnym zalewie, obiad zajadamy w pałacyku w Gozdawie, następnie przemieszczamy się do skansenu Mirki Wilk, trafiamy też do miejscowości Glewo, gdzie znajduje się gospoda „Pod Zachrypniętym Kogutem”. Przeprowadziłem tamtędy kilka wycieczek i wszyscy byli zachwyceni.

Nasze plany sięgają dalej. Jako, że oferta, którą obecnie „testujemy”, bardzo dobrze sprzedaje się wśród przybyszów zza zachodniej granicy, pomyśleliśmy o rozszerzeniu turystycznej koalicji. Mianowicie dołączyć do nas mogłyby bydgoskie hotele, w których zatrzymują się turyści przylatujący na miejscowe lotnisko. Z doświadczenia wiemy, że ludzie ci po jednym, dwu dniach znużeni są miejskimi atrakcjami i zaczynają szukać czegoś świeżego. I tutaj pojawiamy się my. Z gęsiną, jagnięciną, dobrym winem, z piękną przyrodą, z menonicką architekturą. I tak turysta z Berlina, Frankfurtu, czy z Rzymu ma pięknie zagospodarowane trzy dni w kraju nad Wisłą.

zakole 6zaja34

Nadwiślański szlak – aż ślinka cieknie…

Wspomniałem o dobrym jedzeniu nie bez przyczyny. Odżegnujemy się od koncepcji ugoszczenia naszego turysty przy pomocy kiełbasy z marketu pieczonej na kiju w ognisku. Cały nasz region stoi gęsiną i to między innymi z niej czynimy lokalną kulinarną gwiazdę. Staramy się na zakolu przygotowywać ją tak, jak robiono to onegdaj. Kiedy widzę tuszkę gęsią, od razu widzę ze 12 potraw. No a jeśli gęś pieczona w całości, to oczywiście nadziana jabłkami, śliwkami, majerankiem, natarta solą pieprzem i czosnkiem. I taka jest kujawsko-pomorska gęś! Nic więcej nie trzeba cudować.

Gdzie można ją w takiej postaci zjeść? No na przykład w Restauracji Ostromeckiej, w gospodarstwie agroturystycznym „Gzinianka, w pałacyku Gozdawa, poza tym na Ziemi Dobrzyńskiej w Glewie we wspomnianej gospodzie „Pod Zachrypniętym Kogutem”, no i u trzykrotnej zdobywczyni Złotego Półgęska, także już wspomnianej, pani Mirosławy Wilk. Wszędzie tam skosztujemy również gęsich pipek, gęsich leberek, gęsiego tatara, udek, czy półgęska. Ta ostatnia potrawa jest szczególnym rarytasem, wymagającym niemałej atencji.

zakole 7zaja34

Otóż gęsią pierś naciera się solą, dodaje odrobinę cukru i odstawia na pięć dni do tygodnia. Potem tak przygotowane mięso wędzi się zimnym dymem w wędzarni opalanej drewnem owocowym lub olchowym, a podaje się je w formie Carpaccio. O i oczywiście spróbować trzeba szalenie popularnej tutaj czerniny z suszonymi owocami, zaciąganej krwią gęsią. Jestem święcie przekonany, że to właśnie o tej zupie wspomniał Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”.

Bazą do tych wszystkich potraw musi być gęś zagrodowa, najlepiej pochodząca z własnego, rodzimego chowu. Nie wyobrażam sobie byśmy naszych gości częstowali gęsią niemiecką, czy węgierską. I tu nie chodzi o lokalny patriotyzm, po prostu nasze gęsi są najlepsze. Popyt na ten asortyment jest obecnie ogromny. Pamiętam jak jakiś czas temu namówiłem kilku hodowców, by wzięli na próbę po 15 sztuk. Dzisiaj w swych gospodarstwach trzymają po 300 i sprzedają wszystkie na pniu. A więc nasz pomysł na stworzenie nadwiślańskiej Alzacji, już przynosi wymierne korzyści gospodarcze.

zakole 8zaja34

Tworząc szlak po zakolu Wisły nie chcieliśmy kulinarnie opierać się tylko na gęsinie. Wiadomo, że bylibyśmy bez szans konkurując w przygotowywaniu indyków, czy krwistych steków. Nasz wybór padł na jagnięcinę, której próżno szukać w większości restauracji i sklepów. Tymczasem jest to mięso bardzo niedoceniane, smaczne, a do tego o walorach antynowotworowych. Ludzie mają uprzedzenia, twierdzą, że czuć tak zwanego capa. My oczywiście zadajemy temu kłam, przekonujemy, że na bazie naszych pomorskich ras - wrzosówki i świniarki - można zdziałać cuda. Podajemy jagnięcinę w całości z kaszą, mamy udźce, comberki, pasztet, czy jagnięce wędliny. Palce lizać!

zakole 9zaja34

Zapraszamy do stołu

Cały czas się rozwijamy, pracujemy, zbieramy nowe doświadczenia. A wszystko po to, by ziścił się nasz sen o nadwiślańskiej Alzacji. Dzięki temu, że kiedyś wszyscy usiedliśmy razem do stołu, że znaleźliśmy wspólny język i wspólny cel, dziś jesteśmy bardzo blisko realizacji wielkiego marzenia. Wszystkim tym, którzy żyją w ciekawej okolicy, gorąco polecam, by poszli naszym śladem. Zasiądźcie do stołu, zadajcie sobie dwa pytania: Co potraficie robić najlepiej i jaki w tym chcecie widzieć swój egoistyczny interes? Kiedy znajdziecie odpowiedź i zaczniecie działać, uczynicie pierwszy milowy krok do stworzenia wspólnego produktu turystycznego. Produktu, który ludziom da wypoczynek na łonie natury, a wam otworzy drogę do biznesu.

Opowiadał: Piotr Lenart
Wysłuchał: Przemysław Chrzanowski
Fot. Arch. Piotra Lenarta

***

Warto zajrzeć: www.facebook.com/niechciezakole

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx