Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Kogo boi się rękodzielnik?

 

Rozmowa z Anną Nowak, właścicielką firmy rękodzielniczej.

 

 

Przemysław Chrzanowski: Kiedy na targowisku chciałem zrobić zdjęcie człowiekowi, który handlował rzeźbionymi przez siebie ptaszkami, ten zakrył ręką twarz. Czy miał prawo się bać? Kogo?

 

Anna Nowak, właścicielka firmy rękodzielniczej: - To, że rzeźbiarz się bał jest zrozumiałe. Urząd Skarbowy na cel wziął przysłowiowe babcie z pietruszką, a nie szuka tam, gdzie powinien. Moja działalność jest legalna od wielu lat. Było dobrze póki nie byliśmy„vatowcami”, ale od sierpnia doszło 23% VAT. Weszliśmy w drugi próg, a przy takich obciążeniach podatkowych trudno liczyć na zysk - tym bardziej, że ja jestem płatnikiem podatku od towarów i usług, a nie mam, z czego go odzyskać.

 

Dlaczego?

Bo kupuję od małych rękodzielniczych firm będących na karcie lub ryczałcie (wystawiają rachunki niewatowskie), albo od rękodzielników nieprowadzących działalności, spisując z nimi umowy o dzieło. Doszło do tego, że dosłownie wszystkie podatki mnie obciążają.

Oczywiście wolałabym, by inni rękodzielnicy prowadzili działalność gospodarczą i wystawiali mi FV wtedy w naszym sklepie byłoby taniej, a mój zysk większy. Teraz nasz internetowy legalnie działający sklep konkuruje z allegro, gdzie np. gorsety krakowskie wystawiają panie nieprowadzące działalności. Jaką ja mam przy nich szansę, jeśli chodzi o cenę tego produktu? Przecież one ani podatku PIT, ani VAT nie odprowadzają.

Powinnam żądać od naszego państwa, by ,,wycięło w pień” szarą strefę, a te panie dostały sowitą karę. Tylko moim zdaniem to droga donikąd, bo jesteśmy za biednym narodem.

Każdy kombinuje jak do swoich marnych świadczeń: renty, emerytury, zasiłku wychowawczego dorobić i powinno prawo zapewniać taką możliwość, jeśli te świadczenia godziwego bytu nie zapewniają.

Czy działając w branży na co dzień, można z rękodzieła legalnie się utrzymać? Jak tego dokonać?

Da się z tego wyżyć, ale wymaga to poza pomysłem na swoją działalność dobrego, unikalnego produktu. Rękodzielnik musi być niezłym menadżerem, aby sprzedać to, co wykona.

Sposobów działania musi być wiele, może to być Internet, sprzedaż bezpośrednia, dobrze jest także mieć bazę dobrych polecających klientów. Konfiguracje mogą być różne, ale zawsze sprzedaż wielotorowa sprawdza się najlepiej.

A może umowa o dzieło? Kiedy takie rozwiązanie sprawdza się w artystycznym biznesie?

Umowa o dzieło jest dla mnie niezła i stosuję ją, kiedy wykonujemy rzeczy w małej ilości i niepowtarzalne, więc się kwalifikujemy. Ale trzeba uważać, bo próg do świadczeń rodzinnych jest u nas bardzo niski i na przykład młoda mama dorabiająca sobie haftowaniem na urlopie wychowawczym może go szybko przekroczyć.

Podobnie jest z paniami rencistkami, boją się zawieszenia renty lub kontroli ZUS, a przecież z 700 zł renty trudno wyżyć, przydałoby się dorobić.

Czy nie powinniśmy czerpać z praktyki bardziej doświadczonych w tej kwestii państw zachodniej Europy?

Miałam okazję na własnej skórze przekonać się jak wygląda sprzedaż bezpośrednia w Niemczech i moje zdziwienie jest wielkie.

Na największych targach rolno-spożywczych Grune Woche, gdzie wg organizatorów łączna wartość produktów sprzedanych przez wystawców to 48 000 000 euro, nikt nie potrzebował kasy fiskalnej, by rejestrować swoją sprzedaż. Po prostu nie było takiego wymogu.

Należało zgłosić mailowo wcześniej chęć sprzedaży na targach do odpowiedniego niemieckiego urzędu skarbowego. Dostawało się pocztą zwrotną formularz, gdzie było napisane, że wystarczy odnotowywać sprzedaż produktów (zwyczajnie np. w zeszycie ) wg cen brutto, uwzględniając 7% VAT dla żywności i wszelkich innych rolniczych produktów nieprzetworzonych lub 19 % dla rękodzieła.

Po targach należało wpłacić na konto urzędu wyliczony podatek, a potwierdzenie wysłać wraz z wypełnionym formularzem. Nie było żadnej kontroli na miejscu, nikt potwierdzenia sprzedaży klientowi nie wydawał.

Dlaczego w obrębie tej samej Unii Europejskiej dochodzi do tak kuriozalnych rozbieżności?

Dlaczego tam nikt nie robi problemów, a u nas np. na malutkim Jarmarku Podhalańskim, co roku przychodzi do rękodzielników kontrola z Urzędu Skarbowego i sprawdza czy paragony się wydaje?

U nas podatnikowi się nie wierzy, u nas to urzędnik jest nie po to, by pomóc, ale by karać i niszczyć. Dlaczego? Przecież on jest opłacony dzięki naszym podatkom, a jego praca powinna być służbą. Czyż nie tak?

Co powinno się zmienić w polskim prawie, by móc legalnie zarabiać na rękodziele?

Przede wszystkim należy uprościć system podatkowy. Wystarczy podnieść kwotę wolną od podatku do rozsądnego poziomu 20 tys. na rok (bez łączenia tej kwoty z np. z niską rentą, czy zasiłkiem wychowawczym). Do tej kwoty każdy Polak w tym rencista, matka na urlopie wychowawczym, emeryt, niepełnosprawny, student, nawet chwilowo bezrobotny itd. mógłby legalnie dorobić w jakiejkolwiek sposób ręcznie, wkładając w wykonaną rzecz talent i pracę. Mógłby rzeźbić, malować, szydełkować, robić biżuterię we wszelakich technikach, szyć zabawki, mógłby nawet malować graffiti.

Jeśli znajdzie zleceniodawcę na swoje produkty, mógłby z nim podpisać umowę o dzieło (nieskutkującą obciążeniami podatkowo - ubezpieczeniowymi). A gdyby chciał sprzedać swoje prace na miejscowym targu lub festynie miałby prawo wystawić klientowi najprostszy rachunek (też bez obciążeń). Nie zwalniałoby go to od konieczności dokumentowania swojej sprzedaży. Podobnie jak przy działalności gospodarczej, musiałby rozliczać ją raz w roku. A jeżeli przekroczyłby założony pułap dochodowy, musiałby pomyśleć o założeniu działalności gospodarczej na jakichś podstawowych zasadach np. ryczałtu.

***

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx