Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Dlaczego czas na wsi płynie inaczej niż w mieście?

 O znaczeniu małych gospodarstw rodzinnych na wsi

 Jak napisali autorzy dużego badania społecznego " ludzie na wsi zachowali o wiele zdrowsze relacje z sąsiadami, a wieś wolna jest od wielu patologii, na które cierpi współczesne miasto"[1].

1 (2)zaja

Co sprawia, że wieś wciąż wolna jest jeszcze od problemów, które gnębią mieszkańców miast - kradzieże, pobicia i rozboje, rozpad więzi sąsiedzkich i rodzinnych, pośpiech, nadmierny stres, samotność, doznawanie bezsensu istnienia? Może to właśnie naturalny opór wsi przed nowym i nieznanym oraz pozostałości dawnej kultury mocno związanej z tradycyjnym rolnictwem opóźniają ten  proces rozpadu więzi międzyludzkich  i relatywizmu, które trawią ośrodki miejskie, poddające się gwałtownym przemianom? A co z tej dawnej, agrarnej  kultury jeszcze pozostało na wsi? Choć głębokie przemiany wiszą nad mieszkańcami wsi, jak miecz, a małe gospodarstwa rodzinne gasną z roku na rok, starzy i młodzi rolnicy  ciągle jeszcze żyją zgodnie z rytmem natury, z wiarą w Boga, w rodzinę, pracę, honor i pomoc sąsiedzką. Aby nie być posądzoną o skrajny subiektywizm, przyznam, że pisać będę tylko o tych dobrych stronach wsi, które moim zdaniem warto podtrzymać i zachować. O słabych stronach, może innym razem...

2 (2)zaja

Poczucie czasu i szczęścia
Czas na wsi ma zupełnie inny rytm i charakter, o czym wiedzą także ci, którzy przyjeżdżają tu tylko wypocząć. Zwykle mówią, że czas płynie tu wolniej. Ale on płynie tu także inaczej, bo wypełniony jest cyklicznie powtarzającymi się zajęciami. Bardziej przypomina ten czas kultur pierwotnych, gdzie przyszłość była z góry określona rytuałami, a członek społeczności nie doznawał uczucia egzystencjalnego niepokoju o to, co go czeka. Tutejszy czas  nie płynie po prostu  w nieznane... Dopiero na wsi można zrozumieć, co naprawdę znaczy zdanie" czas wyznaczają pory roku". Przynajmniej cztery razy w roku kalendarzowym mieszkańcy wsi zatrzymują się na trzy miesiące w określonym stanie i rytuałach, które powtarzane są z "dziada pradziada".

3zaja

Szacunek dla praw przyrody i życie zgodnie z rytmem natury

Zanim przyszła zima, wiele miesięcy przygotowywali się do niej: zbierali i magazynowali owoce i warzywa, wspólnie z sąsiadami wybierali z ziemi ziemniaki, sprzątali ogrody i pola, szykowali drzewo na opał.

4zaja

Ziemię przygotowywali pod zasiew upraw ozimych. Pszczelarze pobierali  miód, czyścili gniazda i dokarmiali pszczoły. Jesienią chyba wszyscy zbierali grzyby i rozprawiali o nich. Gdzie urosły, jakie są, dlaczego ich nie ma tam, gdzie były jeszcze w zeszłym roku? Potem suszyli tygodniami na specjalnych siatkach ustawianych na kuchniach. Kobiety szykowały przetwory z  grzybów i owoców, wymieniały się sprawdzonymi przepisami.

5zaja

Kiedy wreszcie spadł pierwszy śnieg, w którąś późnojesienną noc, mieszkańcy wsi zagonili do stajen krowy, wyjęli karmniki dla ptaków, wyścielili psie budy słomą.

6 (2)zaja
Fot. Ola Kaczmaryk

Przyszła zima. A zima  to czas szykowania smalcu na kanapki i doglądania domowego ognia. W zimie ciągle mówi się o ogniu w piecu czy w kuchni, ciągle tego ognia się pilnuje, aby nie wygasło w chałupie... wszystko kręci się wokół ognia: spotkania, sprawy. Zresztą tych spraw w zimie jest jakby mniej. To naturalny rytm życia, który nakazuje w zimie zwolnić bieg, odpocząć i zbierać siły na czas intensywnej pracy.

7 (2)zaja

Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia na wsi to też czas szczególny, który wcale nie zaczyna się tuż po Wszystkich Świętych, wraz z pierwszą reklamą na supermarkecie. Czas wielkiego oczekiwania - zaczyna się dopiero pod koniec listopada, kiedy ucichną zabawy ostatkowe, wraz  z pierwszą niedzielą Adwentu.

8 (2)zaja

Fot. Robert Kaczmaryk

Na Wigilię rzeczywiście przygotowuje się postną kolację, z tradycyjnymi daniami. I tego dnia rolnik idzie do stajni i dzieli się opłatkiem ze zwierzętami: z krową, koniem, owcami. W nocy wszyscy gromadnie udają się na Pasterkę. Od drugiego dnia Świąt zaczynają się odwiedziny kolędników, którzy chodzą po domach w przebraniach, śpiewają pod drzwiami kolędy i zbierają datki, recytując tradycyjne formułki powitalne, życzeniowe, pożegnalne.

9zaja

Od stycznia wydłuża się światło dzienne i czekanie na wiosnę. Przednówek to najtrudniejszy okres do przetrwania dla ludzi, którym kończą się zapasy żywności i opału, a także dla zwierząt.

10zaja

Wiosna to czas przygotowań do lata i wielkich porządków na podwórku, w ogrodzie, na polu. Tej pracy jest wiele. Wczesną wiosną rolnicy zasilają oziminy, sieją zboża jare, wsadzają do ziemi ziemniaki, sprawdzają jak drzewa i krzewy przetrwały zimę, przycinają je.

11 (2)zaja

Zaglądają do pasiek. Wkrótce zacznie się czas zbierania miodu kwiatowego. Wiosna to wielki początek. Dym unoszący się z wędzarni przydomowych zapowiada zbliżające się Święta Wielkanocne i wszystkie czynności religijne i kulturowe z nimi związane, od udziału w nabożeństwach wielkopostnych do malowania pisanek, szukania barwinku do koszyczków wielkanocnych itd. Gospodynie zakładają ogrody warzywne, sieją do skrzynek kwiaty, które potem wsadzają do gruntu, przy domach. Te tradycyjne, różnobarwne ogródki będą latem zachwycać gości z miast i zza granicy, nie bez powodu.

12 (3)zaja

Kiedy trawy się zazielenią i staną się tłuste - wyganiają na łąki krowy. Wiosna to czas, w którym zazwyczaj przychodzą na świat zwierzęta: rodzą się cielaki, źrebięta. Gospodynie powiększają też stada kur, kaczek, królików. Jadą na targ do miast po kogutki za pięćdziesiąt groszy i kurki po złoty siedemdziesiąt.

14zaja

Lato to czas wzrostu na łące, polu, w sadzie, ogrodzie, nie pomijając lasu. Ta pora roku zaczyna się z pierwszą burzą, pierwszą tęczą i pierwszym koszeniem łąk. Tutaj jest ich sporo. Sianokosy to jak gra w ruletkę - trzeba trafić w odpowiedni dzień na koszenie traw, przewracanie, grabienie, składanie w kopy (rapaki, kozły), zbieranie i zawożenie do stodół, by zdążyć przed niespodziewanymi o tej porze roku - deszczem i burzą. A siano musi być suche. Jeśli jednak spadnie deszcz, siano trzeba będzie z powrotem "rozpuścić", by przeschło. Tradycyjny zbiór siana jest czynnością pracochłonną. Na jakość siana duży wpływ mają warunki pogodowe, a wiedza o nich przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

15zaja

W tym czasie" pyrkają" wesoło po wsi ciągniki. Na pola jeździ się całymi rodzinami, często z sąsiadami. Potem przychodzą żniwa i okres zbiorów. Zwykle w sierpniu. Najpierw koszone są zboża ozimie, potem jare. Jest to okres zbierania słomy i podorywek (przeoranie ścierniska). Ziarno gromadzi się w spichlerzach, część przeznacza się na mąkę, część na karmienie dobytku.

16zaja

Lato to dla rolników czas intensywnej pracy na polu, w ogrodzie i zagrodzie, czas spotkań sąsiedzkich i rodzinnych. Cóż, kiedy inni jadą na wakacje, rolnik ma najintensywniejszy okres w pracy .I życie towarzyskie w lecie związane jest z pracą. Ożywają kluby dyskusyjne pod sklepami, gdzie sączy się różnego gatunku trunki i wymienia informacje o pracy, a także rozprawia o polityce i filozofii. Im mniej tej pracy na polskim polu, tym dłuższe stają się te posiedzenia, niestety.

17zaja

Okres żniw kończą dożynki. Do kościołów przynosi się piękne wieńce splecione z łanów zbóż i kwiatów w podziękowaniu za plony. Dożynkom towarzyszą wiejskie zabawy, organizowane przez gminę, szkoły i lokalną społeczność.

18zaja

Czas na wsi wypełniają te same, choć nie takie same pory roku. Czeka się na pierwszy śnieg, pierwszy mróz, pierwszą burzę, pierwsze rydze, pierwsze przetwory. Zawsze bowiem na coś się czeka i to coś jest znajome od wieków. Czas biegnie tu po obręczy koła i pewnie tak też można byłoby zobrazować  poczucie szczęśliwości, jakiego może doznawać człowiek mieszkający na wsi, który uczestniczy w tych tradycyjnych czynnościach. Te pierwsze rzeczy zawsze cieszą tak samo. Nie trzeba szukać coraz mocniejszych wrażeń, które przecież zawsze zostawiają niespełnienie czy niedosyt.

Poczucie przynależności do wspólnoty lokalnej
Trudno na wsi doświadczyć anonimowości, która tak bardzo doskwiera mieszkańcom miast. W jednym bloku może mieszkać tyle osób, ile w całej wiosce, a jednak sąsiedzi latami nic nie wiedzą na swój temat. Inaczej na wsi -  tu nic nie ukryje się przed sąsiadami. "Wiedzą sąsiedzi, kto na czym siedzi" - zobaczą cię, jak wracasz późno do domu, sprawdzą czy szedłeś krokiem miarowym czy giętkim, co nowego sobie kupiłeś itd. Ale też natychmiast zarejestrują obecność kogoś obcego we wsi, zobaczą, jak ktoś okrada Twoje gospodarstwo i na pewno nie pozostaną bierni. Jeśli komuś gorzej się powodzi tego roku - sąsiedzi dobrze o tym wiedzą i reagują. Podrzucą drzewa na opał, pomogą w zakupach.....Ludzie interesują się na wzajem swoimi losami a informacja krąży tu bardzo szybko. I choć im samym to często bardzo przeszkadza, nie sposób przyznać, że na wsi wszystko jest widoczne, a ludzie sobie siłą rzeczy - bliżsi.

19zaja

Śmierć i życie chodzą tutaj w parze.
Choć coraz mniej się orze i sieje, jeszcze przetrwały na wsi zwyczaje, które każą święcić ziarna pod zasiew, zioła i owoce. To pradawne zwyczaje, które pomagają pamiętać, że nie wszystko zależy od człowieka, i że człowiek powinien współpracować ze swoim Stwórcą. W okresie zbiorów, w sierpniu na dzień Matki Boskiej Zielnej,  przynosi się do poświęcenia i z podziękowaniem - piękne bukiety złożone z kwiatów, czosnku i jabłek, a we wrześniu ziarna zbóż w woreczkach do święcenia. Choć upada tradycyjne rolnictwo, pozostają jak relikty zwyczaje związane z dawnym sposobem uprawy ziemi i życia podporządkowanego przyrodzie i niezbadanym wyrokom Stwórcy. Nie wiadomo tylko, jak długo będą jeszcze pielęgnowane?

20zaja

Rolnicy pozdrawiają się do dziś :" Szczęść Boże". Odpowiadają sobie:" Bóg zapłać. Daj Boże". Mówią tak, wchodząc do domu, kiedy gospodyni gotuje obiad, pozdrawiają się tak na drodze, wypowiadają te słowa do tych, którzy zbierają siano, zboże, kopią ziemniaki, pielą ogrody, budują domy, zagrody.... Bo rolnik wie, że to co ma dziś, zależy tylko od łaski Bożej. Jutro może przyjść nawałnica, powódź, grad, przymrozki, epidemia,  i to co dziś wydaje się człowiekowi dane i naturalne, jutro może niespodziewanie odejść. Bo nie wszystko zależy od człowieka, od pracy rąk ludzkich. Mieszkańcy wsi wiedzą, że potrzebna jest jeszcze łaska, by dobrze zaorać, zasiać, zebrać. "Żeby się darzyło" - życzą sobie. Rolnik żyje na co dzień ze świadomością przemijalności życia i  koła fortuny, i nie próbuje tego zatuszować. To daje mu ten zdrowy dystans do wszystkich rewolucyjnych pomysłów na życie, które ktoś tam z zewnątrz chce mu podać - postawę określaną często chłopskim uporem czy radykalizmem. Myślę, że to głębsza postawa, niż tylko upór.

Na wsi ocalał też zwyczaj żegnania osób zmarłych.  Śmierć nie jest tutaj tak ukryta jak w mieście, gdzie ciała zmarłych bliskich oddaje się do zakładów pogrzebowych. Jak ktoś umiera, to we wsi rozbrzmiewa dzwon. Wszyscy mieszkańcy wiedzą, że ktoś z sąsiadów odszedł. Bliscy zmarłego mają jeszcze 3 dni, by się pożegnać i oswoić z tym bolesnym faktem. Pierwszego dnia żegna go rodzina, drugiego dnia przychodzą do domu sąsiedzi i znajomi. Modlą się przy trumnie, śpiewają, wspominają. Trzeciego dnia odprowadzają wszyscy do kościoła a potem na cmentarz. W najbliższą niedzielę cała wspólnota modli się za zmarłego.

21zaja

A i te cmentarze na wsiach są bardzo zadbane. W święta listopadowe cmentarze po prostu kwitną od kwiatów i płoną radosnym ogniem. W tym czasie, bardziej przypominają te meksykańskie, przepełnione kolorami i światłem, które konkuruje z rozgwieżdżonym o tej porze roku niebem. Tuż po mszy świętej, na czele z księdzem idą na cmentarz całymi rodzinami i wędrują tak od grobu do grobu. Potem, tuż po Zaduszkach wracają, by uprzątnąć groby z wypalonych świateł i zmarzniętych kwiatów - bo to dni, w których przychodzi zwykle mróz.

Aby nowe współgrało ze starym.
Choć rolnictwo ciągle jest podstawowym zajęciem dla prawie połowy ludności na świecie, a zapotrzebowanie na żywność - jak prognozują demografowie - będzie rosło gwałtownie, tradycyjne rolnictwo w Polsce zamiera. Coraz mniej rzeczy się opłaca uprawiać, coraz więcej ograniczeń, wymagań i coraz mniej sensu w rolniczym znoju. Dopłaty obszarowe, jak pocałunek śmierci -  w większości przypadków wykorzystywane są na przeżycie, poprawę warunków życia, edukację dzieci pod kątem rynku miast a nie na rozwój miejsca pracy na wsi, w tym rozwój rolnictwa. No, bo co uprawiać, co hodować, jak to zrobić, by się opłacało posadzić i sprzedać polski czosnek, czy polską ozdobę choinkową ze słomy, a nie sprowadzać ich np. z Chin?

22zaja

Wielu ludzi zdaje sobie sprawę, że ich gospodarstwa rodzinne nie mają racji bytu we współczesnej gospodarce, że nie przetrwają, że wygrają więksi. Z gospodarstwami wielkoobszarowymi wiążą się jednak narzucone sposoby uprawy, rolnictwo intensywne, groźba erozji ziemi, ale także zmiany w stylu  życia mieszkańców wsi, a w konsekwencji, także w sposobie życia mieszkańców miast.

"Badania w miastach holenderskich na przykład wykazały coś niewiarygodnego – większość dzieci myśli, że krowy są koloru fioletowego. Powodem były częste reklamy czekolady Milka, których głównym bohaterem była fioletowa w białe łaty krowa. Dzieci nie rozpoznają też kaczki, bo nie jest podobna do Kaczora Donalda. Dlatego pobyt na wsi daje im możliwość przekonania się o tym, jak naprawdę wyglądają zwierzęta. Mogą sprawdzić, jak wygląda rzeczywistość znana im do tej pory tylko z informacji i obrazów telewizyjnych"[2].

23zaja

Tylko czy nasza wieś będzie miała coś do pokazania dzieciom za parę lat? Czy będziemy mogli zobaczyć na łące czarno-białą krowę, czy czerwoną - rasy polskiej, nie wspominając o koniu? Czy pokażemy dzieciom pole obsiane żytem czy owsem? Zmiany związane z wprowadzaniem na wieś agrobiznesu mogą doprowadzić do tego - że mieszkaniec miasta, który będzie chciał zobaczyć gospodarstwo rolne  i konika, obejrzy  jedynie 200 hektarów kukurydzy. Jeszcze na początku lat 90 tych dziwiło mnie, dlaczego goście zagraniczni z Europy Zachodniej zachwycali się na widok konia na polu i "wyskakiwali" z samochodu, aby zrobić mu zdjęcie. Teraz sama tak robię, jadąc przez Polskę. Z krajobrazu polskiej wsi zginęły typowe zwierzęta. Coraz częściej gospodarstwo wiejskie składa się z budynku mieszkalnego i pustych zabudowań gospodarczych, a podwórko jest już sterylnie czyste.

Ostrzegają nas Amerykanie, którzy bezpowrotnie utracili małe gospodarstwa rodzinne i wprowadzili na wieś rolnictwo przemysłowe, tzw. agrobiznes, który uzależniony jest od inwestycji na dużą skalę, od środków chemicznych, ciężkich maszyn i międzynarodowej polityki. Ostrzegają nas przykłady z Europy Zachodniej, gdzie intensywne rolnictwo doprowadziło do wyjałowienia ziemi, chociażby w Holandii. Ale ostrzeżeniem przed rolnictwem przemysłowym jest także upadek cywilizacji starożytnych, które miały związek z erozją ziemi i upadkiem kultury indywidualnych rolników.

Część młodych rolników - przedsiębiorców, zdaje sobie sprawę że wiedza naszych przodków, dziadków i ojców jest ważna i przydaje się. I choć specjalizują się w jakiejś produkcji, starają się pamiętać ich wskazówki. Często też trzymają w gospodarstwie np. konia, czy kozę - które już bezpośrednio tej produkcji nie służą.

Wiem, że  nie da się odwrócić biegu historii i trendów ekonomicznych. Ale zastanawiam się, na ile upadek tradycyjnego rolnictwa i z nim związanej kultury, a więc i pielęgnowanych wartości nie spowoduje rozpadu więzi społecznych na wsi i pojawienia się także tutaj nowych i trudno rozwiązywalnych  problemów. Jeśli pozwolimy na obumieranie wiejskości i tradycji  zniszczymy kulturę wsi jako całości. A ta kultura jest nierozerwalnie związana z rolnictwem tradycyjnym, rodzinnym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie.

Nie można oczywiście traktować wsi jako skansenu, ale nowoczesność nie powinna zabijać kilkusetletniej spuścizny przodków, która mieści się w zwyczajach, tradycjach, wierzeniach, wiedzy ludowej, praktykach rolniczych. Rolnik zawsze pracował zgodnie z kalendarzem, ma mnóstwo wiedzy praktycznej związanej z zachowaniem się przyrody, z pogodą. Wiedza rolników-praktyków powinna być dalej przekazywana młodemu pokoleniu, bo została sprawdzona przez wiele lat. I warto chyba zadbać o to, aby przetrwały gospodarstwa rodzinne, przekazywane z ojca na syna.  Młodzi mogą wnieść współczesną wiedzę wyuczoną w szkołach i innowację technologiczne do produkcji. Starzy rolnicy mogą przekazać wiedzę wypraktykowaną z dziada pradziada, tak jak mistrzowie dawnych zawodów, których ocalamy teraz w różnych projektach społecznych, jak ginące perły.  I tak jak dostrzegamy sens i wartość we wspieraniu przedsiębiorczości rodzinnej, dajemy szansę mikro, małym i średnim przedsiębiorstwom powinniśmy dać szansę małym gospodarstwom rolnym przetrwać i znaleźć nowy sposób gospodarowania. Musi być jakaś ekonomika i opłacalność małych gospodarstw, skoro w miastach przyjmują się sklepy ze zdrową żywnością, gospody i zajazdy z chłopskim jadłem, sklepiki ze swojską kiełbasą. Skoro ludzie miast coraz częściej tęsknią za wiejskim białym serem, pachnącym  chlebem...

Nasi rolnicy wiedzą, że trzeba iść z postępem. Wszystkie pomysły na harmonijny a nie skokowy rozwój dzisiejszej wsi, które uwzględniają tę wielowiekową tradycję a wręcz czerpią z niej, powinny być jeszcze mocniej upowszechniane i wspierane za pomocą narzędzi finansowych i technicznych instytucji rządowych i pozarządowych. Nie jako coś kompletnie nowego, jako nowy, rewolucyjny produkt dla wsi, ale jako kontynuacja tradycji pracy i życia na wsi w nowych czasach, z poszanowaniem praw przyrody, dziedzictwa kulturowego wsi i wartości, które ta wieś ocaliła. Wśród tych pomysłów na przetrwanie i rozwój rodzinnych gospodarstw rolnych są m.in. rolnictwo ekologiczne, specjalizowanie się wsi czy gospodarstw w wytwarzaniu produktów lokalnych i tradycyjnych, bądź hodowli tradycyjnych  zwierząt czy roślin lub w jakimś określonym temacie związanym z przestrzenią, architekturą, dawnym sposobem uprawy, kulturą, życiem społecznym konkretnej wsi  (tzw. wioski tematyczne np. maku, chleba, dyni, starych kuźni itd.), a także agroturystyka

Warto zachować to  dobro, które było wypracowane przez pokolenia przeszłe, aby nie zostało zapomniane i nie poddało się naporowi bezdusznego agrobiznesu. A jest to tym trudniejsze, że na to dobro składają się i konkretna wiedza przyrodnicza, rolnicza, ogrodnicza, rzemieślnicza i umiejętności, ale także wartości bardziej ulotne jak szacunek do człowieka, do przyrody, miłość do ziemi - matki żywicielki i wiara w Stwórcę. Stare i nowe powinno ze sobą współgrać. Nie może się wykluczać. "Bo jak zapomnimy, skąd jesteśmy i kim jesteśmy, to przestaniemy istnieć" - mówią tutejsi rolnicy.

Tekst i zdjęcia: Monika Mazurczak - Kaczmaryk

Z jakich informacji można skorzystać, aby ocalić małe gospodarstwa rodzinne w Polsce:

1.Jak zarejestrować produkt regionalny lub tradycyjny - Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego

2. Wacław Idziak - O kapitale ludzkim we wsi 

3. Moja wieś – małą firmą?! - o wioskach tematycznych

4. Książka Janusza Majewskiego o tym, jak przygotować się do uruchomienia agroturystyki - 
Agroturystyka to też biznes 

 



[1] Diagnoza Społeczna, 2005.

[2] Wacław Idziak, O odnowie wsi, Warszawa 2004.

 

1 komentarz

  • Netmak

    Moje spostrzeżenia można z minionych kilkunastu lat podsumować w kilku zdaniach. Otóż mieszkam i pracuję w Łodzi a bardzo często (2-3 razy w tygodniu) wyjeżdżam na wieś około 40km za miastem. Jakie są relacje między ludźmi w tych dwóch społecznościach to przepaść ... Przykłady: na zakupach brakło mi około 10zł ekspedientka - nie ma problemu przyniesie panu juto. W mieście coś takiego nie przejdzie! Inny przykład sąsiadowi (w kamienicy) zalało mieszkanie jedna wielka awantura, kto kogo zalał itd. Co innego na wsi - jak piwnice zaleje deszcz jeden drugiemu pompy pożyczy i pomoże. Można przykładów jeszcze wiele przytoczyć ...

    Netmak piątek, 02, styczeń 2015 00:27 Link do komentarza

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx