Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Czas zaślubin

Autorka: Mira Urbaniak

Rzymianie twierdzili, że „omne trinum perfectum” – wszystko co potrójne – doskonałym jest. Pierwsze trzy lata niepodległości Polski były wielką lekcją historii. Czy z niej skorzystaliśmy?

1918 r. – zakończenie I wojny światowej i symboliczne odzyskanie niepodległości.                            

1919 r. – Traktat Wersalski – ostateczne ustanowienie granic II RP – z kawałkiem morza i bez Gdańska – Wolnego Miasta.                                                                                                                                                        

1920 r. – Puck – 10. lutego - zaślubiny Polski z morzem – 140 km morza z Półwyspem Helskim i Puckiem – bez morskiego portu.                                                                                                                              

2020 r. – Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia rok 2020 świętem 100 – lecia zaślubin Polski z morzem.

***

Przed oknami naszego mieszkania w Helu rosło wrzosowisko. Kiedy zakwitało we wszystkich kolorach – od różu do najciemniejszego fioletu, w wojskowym garnizonie Hel – Bór zaczynano wspomnienia, bo wrzosowisko sięgało do płotu helskiego cmentarza. Za płotem była zbiorowa mogiła obrońców Helu, w tym dwóch kolegów Taty.

Rodzina Mamy – po Ameryce, zamieszkała w Gdyni. Niemcy chcieli mieć nowoczesny port i miasto, więc Gdyni nie bombardowali, tylko wysiedlali mieszkańców. Mama zabrała ze sobą: album ze zdjęciami wujka Józka z transatlantyka „Polonia”, biżuterię babci, którą z rejsów przywieźli wujkowie oraz nożyczki do… manicure. Wszystko mam do dzisiaj.

Polonia 8
Zdjęcie wujka z transatlantyka „Polonia”.

Tak zaczęła się wojna dla moich Rodziców. Od sierpnia 1939 r. – narzeczonych.              

***

I póki kropla jest w Bałtyku…

Marszałek Józef Piłsudski człowiekiem morza nie był. Mimo to, już dziesięć dni po symbolicznym odzyskaniu niepodległości – Dekretem powołał Marynarkę Polską oraz… przyznał prawa wyborcze kobietom. Kobiety kochał, morze - niekoniecznie, więc decyzyjność oddał ministrowi Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu oraz kontradmirałowi Kazimierzowi Porębskiemu i sprawy morskie uznał za załatwione. Zresztą musiał się skupić na strategii polskiej delegacji na konferencję pokojową w Wersalu. Marszałkowi bliskie było Wilno, morze - dalekie. Wtedy to Antoni Abraham - kaszuba spod Pucka, wziął „kościołowe” buty, kumpla Tomasza Rogalę i ruszyli do Wersalu, by walczyć o Gdańsk i morze dla Polski. Efekt nie był zadowalający: Gdańsk został Wolnym Miastem, a Polska dostała zaledwie 140 km wybrzeża z Półwyspem Helskim i Puckiem.

 Dekret o powołaniu Marynarki Polskiej
Dekret o powołaniu Marynarki Polskiej.

„Roku pańskiego 1920 dnia 10 lutego na wieczną rzeczy pamiątkę odzyskania morza polskiego” - ten napis umieszczono na pamiątkowym słupie w miejscu, gdzie gen. Józef Haller symbolicznie zaślubił Polskę z morzem. Towarzyszyli mu przedstawiciele rządu, armii, kościoła, mieszkańcy Pucka, okoliczni rybacy oraz ówczesne „media”: poeci i malarze.

słupek

Nie było jeszcze paparazzich, więc w historii utrwalił się obraz Kossaka: gen. Haller, wjechawszy konno w morze, rzuca pierścień w wody Zatoki Puckiej. Obraz romantyczny i - nieprawdziwy. Na szczęście był fotograf wojskowy. Zdjęcie z 10 lutego 1920 r. pokazuje, że Haller rzucił pierścień w morze nie z konia, jak namalował Kossak, ale z pomostu. Zresztą – przed zaślubinami, „błękitny generał” – jego armia, powołana we Francji przez Prezydenta Poincare, nosiła niebieskie mundury i była jedną z najnowocześniejszych w Europie, a Józef Haller wojskowym wykształconym na Sorbonie. Generał w drodze nad morze otrzymał w Gdańsku dwa pierścienie. Pierwszy pozostał w wodach Zatoki Puckiej, drugi nosił całe życie i zgodnie z ostatnią wolą, włożono go do jego trumny - zmarł w Londynie w 1960 r. Dzisiaj „Pierścień Hallera” jest najwyższym odznaczeniem Ligi Morskiej i Rzecznej, wręczanym od 1995 r. - za zasługi dla Polski Morskiej.

J. Haller i rybacy
Gen. J. Haller i rybacy.

Po uroczystościach w Pucku, kaszubi Jan i Jakub Myśliszowie zabrali generała na pokład swojego statku „See Stern” by pokazać mu prawdziwe morze. 13 lutego ułani Hallera wjechali konno w wody Zatoki Gdańskiej w kaszubskiej wiosce Gdynia, powtarzając symboliczne zaślubiny. W wolnej Polsce zameldowali się marynarze z flot trzech zaborów, by włożyć jeden wspólny mundur i rozpocząć uprawianie morza pod biało – czerwoną banderą. Przynieśli ze sobą kompetencje, doświadczenie, pasję.

Generał J. Haller z rybakiem kaszubskim na brzegu morza w Wielkiej Wsi dnia 11 lutego 1920 roku

To wśród nich był kontradmirał Kazimierz Porębski, jeden z wyższych dowódców morskich sił Wszechrosji. Jeszcze w Piotrogrodzie w 1918 r. utworzył Polską Radę Ekonomiczną. Dlatego Naczelnik Piłsudski powołał go na szefa Departamentu ds. Morskich w Ministerstwie Spraw Wojskowych.

W czerwcu swe istnienie ogłosiła Szkoła Morska w Tczewie. A kandydaci po zdanym egzaminie w Warszawie, w Tczewie nie było nawet budynku, poszli na wojnę polsko – ruską wraz z kapelanem Marynarki Wojennej – dziś błogosławionym Władysławem Miegoniem. Zaś Kazimierz Porębski, dowodzący odcinkiem obrony Modlin – Zegrze prowadził, z pola bitwy, konsultacje w sprawie zakupu szkolnego żaglowca. Holenderski NEST został polskim LWOWEM w sierpniu 1920 r., z zaszczytnym przydomkiem polskiej „kolebki nawigatorów”.

LWOW
Pierwszy polski żaglowiec szkolny LWÓW.

8 grudnia 1920 r. podniesiono banderę przed Szkołą Morską w Tczewie, a 4 września 1921 r. – na redzie Gdyni, na pierwszym polskim szkolnym żaglowcu LWÓW.

„Buty i szkarpety luz! Na maszty szkrabaj się!”

Tak przyszłych wilków morskich wysyłał „drogą do nieba” pierwszy dowódca ORP LWÓW – kpt. ż. w. Tadeusz Ziółkowski. Wychowany na tradycyjnych żaglowcach, nie uznawał butów przy pracy na pokładzie, masztach i rejach. Stało się to źródłem legendy o stylu wilków morskich na polskich statkach szkolnych i nawet dzisiaj zdarza się pytanie czy na DARZE MŁODZIEŻY pracuje się boso.

W spektakularny rejs popłynął LWÓW w 1923 r. do Brazylii. Pierwszy raz polska bandera poniesiona została do portów świata. Zabrano także ładunek dla Polonii: kilimy, drewniane zabawki, porcelanę, meble koszykowe, wódki Baczewskiego i Kasprowicza, 400 pługów (70 ton) i znaczną liczbę sierpów (30 ton). Sierpów i pługów nikt nie kupował, za to wódkę i owszem. 10 lat pełnił LWÓW swoją służbę – dał Polsce 100 nawigatorów. W 1938 r. został oddany na złom. Podobno hitlerowcy pocięli go na „żyletki”.

Ten koniec w dziwny sposób związał się z losem kpt. Tadeusza Ziółkowskiego, który po zakończeniu służby na LWOWIE objął stanowisko szefa pilotów w Wolnym Mieście Gdańsku. Kiedy w 1939 r. nie wyraził zgody na wejście do Gdańska, z pozorowaną „kurtuazyjną” wizytą, pancernika SCHLESWIG – HOLSTEIN, został aresztowany. Po wybuchu wojny, uważany za Niemca - pochodził z zaboru pruskiego, odmówił współpracy z Kriegsmarine. Twórca polskich klubów żeglarskich, drużyn harcerskich i organizacji studenckich w Wolnym Mieście Gdańsku, zamordowany został jako jeden z pierwszych więźniów Stutthofu.

Wanda i Jadzia

Wreszcie mieliśmy morze, budowaliśmy szkolnictwo, podnosiliśmy bandery na kolejnych jednostkach. Aż kusiło aby się pochwalić całej Polsce. A przede wszystkim Naczelnemu Wodzowi. Aby ściągnąć Piłsudskiego nad morze użyto fortelu. Oddane do użytku stateczki floty przybrzeżnej postanowiono nazwać WANDA i JADWIGA czyli imionami córek Piłsudskiego i obdarzyć tytułem matek chrzestnych. Dziewczynki były zachwycone, więc wizyta w Gdyni postanowiona. Pani Marszałkowa zobowiązała się zaniemóc. Do Gdyni musiał pojechać z córkami Marszałek.

Gdynia   Statki żeglugi przybrzeżnej Wanda i Jadwiga
Gdynia - statki żeglugi przybrzeżnej Wanda i Jadwiga.

Plan przewidywał, że po uroczystości, będzie krótki rejs do miejsca, gdzie na Zatoce Gdańskiej ustawi się flota wojenno – handlowo - szkolna, której prezentacja pozwoli na rozmowę o sukcesach i problemach młodej gospodarki morskiej.

Marszałek Piłsudski na trapie ORP Wicher
Marszałek Piłsudski na trapie ORP Wicher.

Wszystko działo się zgodnie z planem, ale rejs musiał trochę trwać – prędkości nie były ekspresowe. Marszałek postał na pokładzie, pooglądał morski widnokrąg i po paru minutach oświadczył, że idzie spać. Nie pozostało nic innego jak wrócić do Gdyni. Ponieważ nie były to czasy telefonów komórkowych, jednostki jeszcze parę godzin czekały na wodach zatoki.  

***

Tato nie zdążył we wrześniu wylecieć z Pucka – bazy Morskiego Dywizjonu Lotniczego – miejscu zaślubin, więc wraz z resztą lotników został obrońcą Helu. Wojnę zakończył 2 października, a potem w obozie jenieckim, razem z Józefem Unrugiem - Dowódcą Floty i Obrony Wybrzeża, swoim dowódcą.

Roman Urbaniak   w niewoli 1940 r
Roman Urbaniak - w niewoli 1940.

Po wojnie nie mógł latać, ale munduru marynarza nie oddał, a do śmierci wspominał – z wielką atencją, kontradmirała Unruga, który – arystokrata, swoich podwładnych traktował jak synów. Józef Unrug życiorys miał pokręcony, jak prawie wszyscy w niepodległej Polsce. Urodził się w rodzinie niemieckich baronów, spolonizowanej, ale matka nie mówiła po polsku. Doświadczenie wojskowe zdobywał w pruskiej oficerskiej szkole morskiej. I wojnę światową zakończył jako dowódca flotylli okrętów podwodnych Reichsmarine, a po niej – 1 kwietnia 1919 r. zgłosił się do wojska polskiego i został… kapitanem Polskiej Marynarki Wojennej, a po kilku miesiącach szefem pierwszego Polskiego Urzędu Hydrograficznego w Gdańsku. Od 1925 pełnił funkcję Dowódcy Floty.

Uważał, że „wychowanie przyszłych marynarzy należy zaczynać od żaglowca”. I to dzięki niemu marynarka wojenna otrzymała okręt szkolny ORP ISKRA. Był arystokratą więc żeglował. Zakładał w Gdyni jacht kluby, organizował i sędziował regaty.

Wiceadmirał Józef Unrug Dowódca Floty
Wiceadmirał Józef Unrug Dowódca Floty.

W obozie jenieckim w Murnau wywołał zdumienie Niemców, kiedy zażądał rozmowy po angielsku lub przez tłumacza. Unrug – baronet pruski oświadczył, że owszem, znał język niemiecki, ale 1. września go zapomniał. Po wyjściu z obozu mieszkał w Londynie, później w Maroku, a stamtąd przeniósł się do Francji. Mógł otrzymać obywatelstwo każdego z krajów Europy, ale nigdy nie zrezygnował z polskiego. Dowódca floty, admirał, kawaler Orderu Virtuti Militari – do końca życia pracował jako kierowca w polskim domu rencistów we Francji. I nie miał z tym żadnego problemu.

Jesteśmy w roku 100 – lecia zaślubin z morzem. Ludzie początku tej historii w 20 lat zbudowali Polskę Wolną i Morską. A my?

Mira Urbaniak

Żeglarz - kaphornowiec, dziennikarz, polarnik, instruktor teatralny, organizator wydarzeń kulturalnych i żeglarskich; członek kapituły Nagrody im. kpt. ż. w. Leszka Wiktorowicza, Bractwo Zawiszaków, Bractwo Kaphornowców. Autorka i realizatorka programów: edukacji morskiej i dziennikarskiej młodzieży. Autorka książek: „Gdynia – żeglarska stolica Polski” (2003,2012); „Za sterem – od krawcowej do kaphornowca” (2019).Autorka videobloga (You Tube) – „Mira na wachcie” (2019); na FB: własny profil oraz „Senior – Sailor”

Foto: Archiwum Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni i archiwum rodzinne autorki.

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx