Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Kilka refleksji po konferencji „Wieś jest kobietą”

Po kilku miesiącach wirtualnych spotkań i warsztatów przed monitorem laptopa z radością, ale nie bez pewnych obaw, wybrałam się na pierwszą od początku pandemii konferencję na żywo. Organizatorzy – Stowarzyszenie Sołtysi Mazowsza oraz Krajowe Stowarzyszenie Sołtysów – przygotowali wydarzenie zgodnie z zasadami bezpieczeństwa absolutnie w każdym szczególe. Konferencja w Otrębusach, planowana na marzec z okazji Dnia Sołtysa, odbyła się 4 września, a jej ważną częścią było wręczenie nagród w ramach konkursu na najlepszą inicjatywę realizowaną z Funduszu Sołeckiego. Jednak szczególnie zainteresował mnie program w części naukowej, gdzie głos oddano niemal wyłącznie paniom – akademiczkom i liderkom.

Temat konferencji, nieco prowokacyjny, jak wspomniały same organizatorki, odzwierciedla zauważalną od pewnego czasu tendencję wzrostu odsetka kobiet wśród ogólnej liczby sołtysów w Polsce (na koniec 2018 roku - blisko 40 %, jednak z przewagą kobiet w grupie sołtysów młodszych, poniżej 40 roku życia) i wskazuje na niebagatelną rolę kobiet w animowaniu życia społecznego na wsi.

Nagrany wcześniej i zaprezentowany na początku konferencji wykład prof. Magdaleny Fikus „Kobiecość na poziomie molekularnym” dotyczący genetycznej definicji różnic między płciami, wzbił publiczność na chwilowo inny, bez mała abstrakcyjny poziom rozważań tematu, który wszyscy przecież znamy i rozumiemy na własny sposób.

Dr hab. Wioletta Knapik z UR w Krakowie przedstawiła w skrócie zmieniające się w historii pojęcie ról, jakie pełniły kobiety na polskiej wsi – a także o wartościowaniu, jakie tym rolom przypisywano – od całkowicie niewidocznego bytu biologicznego na dole społecznej hierarchii (rodzenie dzieci, praca fizyczna) - do pozycji we współczesnej wspólnocie. Obecnie kobieta wychodzi poza odpowiedzialność za życie rodzinne czy zawodowe, i może stać się ważną postacią - liderką - życia społecznego, opiekunką tradycji lokalnych, dowartościowanych w dzisiejszych czasach, inaczej niż w epoce PRLu, w której to, co specyficznie wiejskie było deprecjonowane.

Alicja Rymszewicz i Anna Szpura, wielokrotnie nagradzane sołtyski i liderki, opowiadały o działaniach, które prowadzą od lat w swoich wsiach, z czego wynika, że dzięki zaangażowaniu aktywnych kobiet zarówno różne grupy społeczne (młodzież, seniorzy) znajdują dla siebie ciekawą ofertę zajęć, jak i cała wieś pięknieje, mieszkańcy czują się zintegrowani, wprowadzeni w sprawy wsi.

Zaproszone panelistki pod wodzą Agaty Dąmbskiej – Bożena Żelazowska, Posłanka na Sejm; Dorota Zmarzlak, Wójtka Gminy Izabelin; Barbara Kawa, liderka LGD Korona Północnego Krakowa i Bożena Malaga- Wrona, przedsiębiorczyni społeczna z Gnojnika – niewątpliwie uosabiające kobiety sukcesu - rozmawiały o rolach pełnionych przez współczesne kobiety wiejskie. Zwracały uwagę na to, że jakakolwiek działalność społeczna czy polityczna wymaga od kobiet więcej energii z uwagi na poświęcenie czasu, który tradycyjnie – w odbiorze ich samych, ich rodzin i otoczenia – należy się rodzinie i najbliższym.

Katarzyna Żak, aktorka, znana między innymi z roli Solejukowej w serialu „Ranczo”, opowiedziała o tym, jak grana przez nią postać stała się powszechnie lubianym wzorem dla wielu kobiet. Stopniowa przemiana bohaterki z osoby biednej, niewykształconej, w trudnej sytuacji materialnej, z siedmiorgiem dzieci, i skłonnym do przemocy niewydolnym mężem – w kogoś, kto bierze sprawy w swoje ręce, spełnia marzenia, wykorzystuje swoje umiejętności do zdobycia środków na życie, a także uznania (nagród) w społeczności, funkcjonuje do dziś w masowej wyobraźni widzów jako źródło inspiracji i nadziei.

Popularność postaci Solejukowej odzwierciedla przemiany mentalności, które zaszły na wsi na wielu poziomach. Chodzi po pierwsze o dostrzeżenie marzenia czy też prawa kobiet do indywidualnego sukcesu, pomimo obciążeń rodzinnych czy środowiskowych, a po drugie - dowartościowanie podstawowych, chciałoby się powiedzieć, tradycyjnych umiejętności (np. lepienia pierogów), które mogą stać się podstawą przedsiębiorczości. I tak jak w serialu, niejedna kobieta wiejska marząc o osiągnięciu niezależności finansowej, o sukcesie, nie mając innych zasobów, np. wykształcenia, czerpie z tego, co ma pod ręką, co dobrze zna, choć przez kilka pokoleń nie uważano tego za walor – z tradycji.

I może w ten sposób wytworzył się obserwowany od ponad dekady swoisty boom na tradycję, która jest siłą napędową zarówno wielu działań w sołectwach, czy przeżywających swój renesans Kołach Gospodyń Wiejskich, a także innych organizacjach społecznych. Tam gdzie nie ma „starej” tradycji, tam tworzy się nową – np. „wioski tematyczne”, produkty lokalne. Pokazuje to także zupełnie inną cechę wiejskich liderek: mianowicie kreatywność – a więc umiejętność twórczego odejścia od tradycji (jak choćby prezentowane na konferencji działania w mazurskiej wsi Trygort wokół plenerowej rzeźby przedstawiającej rybę).

Słuchając wystąpień prelegentek nie mogłam pozbyć się wrażenia, że podkreślana na konferencji „tradycyjna rola kobiety” jest stosunkowo młodym wynalazkiem. Jak wynika z prezentacji dr Knapik, współczesna rola aktywnych społecznie kobiet, dbających o integrację wspólnoty do tradycji polskiej wsi wcale nie należy. A co do innych tradycji – np. kulinarnych (podawane przykłady produkcji pierogów, korowajów) – cóż, chyba też nie są one codziennością przeciętnej rodziny i wykraczają poza zwyczaje przy domowym stole. Stały się pewną formą odświętną, okazją do wspólnej zabawy, ale także produktem, marką na sprzedaż, a nawet na eksport. Jako takie, być może zaczną podlegać ogólnym prawom rynku: wahaniom popytu, zmęczeniu marką, pogoni za czymś nowym. Szkoda by było, gdyby oznaczało to ich zmierzch.

A ponieważ tradycja to także zbiór stereotypów przypisanych płciom, to panelistki odnotowały fakt minimalnej obecności kobiet w polityce (i na szczeblu samorządowym, i wyższym) jako przejaw nierówności, która sprawia, że kobieta oprócz pracy zawodowej obciążona jest znacznie bardziej niż mężczyzna obowiązkami rodzinnymi, a także nadal odbierana jako słabsza czy infantylna (do pani wójt ciągle niektórzy mówią „Pani Dorotko”) i zwyczajnie „do polityki się nie pcha”.

Jeśli faktycznie wieś jest kobietą, to niemal z całej konferencji wyłania się wręcz sielankowy obraz sytuacji kobiet wiejskich, które umocniły się w roli strażniczek dobrego samopoczucia wspólnot. Jednak pewien niedosyt budzi nieporuszenie innych, trudniejszych społecznych kwestii, którymi zajmują się nie tylko organizacje pozarządowe, ale także badacze/czki – np. problemu przemocy domowej wobec kobiet (trudniejszego do przezwyciężenia na wsi z wielu powodów), problemu dostępu do lekarzy – w tym położnych, problemu niedostatku pracy i braku mobilności, czy dostępu do placówek opieki nad dziećmi.

Bo skoro i liderki, i sołtyski biorą na siebie rolę zaopiekowania się wspólnotą, to z oczu nie powinny tracić także i tych problemów (i na pewno nie tracą, tylko może nie mają okazji o tym mówić)? Jak powiedziała Barbara Kawa, lidera, jako członka lokalnej elity, cechuje powszechne poważanie – na które musi on sobie zapracować, ale także może je stracić. Niewykluczone, że działa tu coś, o czym mówiła wójtka Dorota Zmarzlak. Jej zdaniem jedną z kobiecych cech jest większa wrażliwość na opinie zewnętrzne. Być może dlatego kobiety – liderki niechętnie naruszają tę opisaną wyżej wizję harmonii i ładu.

Na tym tle ciekawie wybrzmiała opowieść dr Bogusławy Filipowicz z UW o trzech wiejskich kobietach, które zostały zamordowane przez Niemców w czasie II wojny światowej za ukrywanie w swych domach rodzin żydowskich. Wg interpretacji badaczki motywowała je potrzeba serca, wrodzona kobietom opiekuńczość – przy takiej tezie, skłonność do nieposłuszeństwa i ryzyka, nawet pod groźbą najwyższej kary, może wynikać wprost z kobiecej wrażliwości. Taka interpretacja otwiera ciekawą drogę etyczną dla tych kobiet (i mężczyzn), którzy chcieliby uzasadnić językiem tradycyjnych wartości działania w obronie wykluczonych, zagrożonych lub niewidocznych członków wspólnoty.

Tymczasem podsumować konferencję należy przede wszystkim słowami uznania dla tych wszystkich osób, które nie bacząc na przeszkody i trudności starają się ze wszystkich sił, żeby w ich wsi żyło się jak najlepiej. No i życzeniem jednej panelistek, pod którym i ja się podpisuję – drogie panie, mówmy sobie nawzajem więcej miłych słów!

Marta Szymczyk
Foto: Facebook

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx