Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Stara zlewnia wizytówką Wiązownicy

Niegdyś w większości miejscowości o charakterze rolniczym znajdowały się punkty skupu mleka. Z czasem drobni hodowcy zrezygnowali z krów, przy produkcji pozostali tylko rolnicy z dużym potencjałem. Firmy przetwórcze odbierają od nich cały udój cysternami. A zlewnie? Część z nich przerobiono na sklepy, a nawet domy mieszkalne, ale większość popada w ruinę. Podobną pamiątkę po „mlecznych czasach” znajdziemy w Wiązownicy Kolonii w woj. świętokrzyskim, miejscowa młodzież przy wsparciu sołectwa i lokalnej organizacji pozarządowej dała jej drugie życie.

 JPIWOWARSKI
Jacek Piwowarski, sołtys Wiązownicy Kolonii.

We wsi mówiło się, że budynek jest „niczyj”. Kilkadziesiąt lat temu, kiedy obiekt miał powstać, nikt nikogo mnie pytał, gdzie ma on stanąć. Przyjeżdżał partyjny sekretarz, pokazywał palcem i się budowało. W Wiązownicy 30-arowa działka i znajdująca się na niej była zlewnia mleka zlokalizowane były w bezpośrednim sąsiedztwie działki szkolnej, czyli miejsca, gdzie od 1907 roku istniał budynek szkoły i cały plac wokół służył nauczycielom i uczniom. Przed wybudowaniem szkoły był to teren gromadzki, z którego mogli korzystać wszyscy mieszkańcy wsi. W latach siedemdziesiątych rozpoczęła się budowa zlewni mleka należącej do Spółdzielni Mleczarskiej w Staszowie. Większość prac miała charakter czynu społecznego i zlewnia powstawała dzięki okolicznym mieszkańcom. Było to w czasach, kiedy Wiązownica Kolonia była siedzibą Gromadzkiej Rady Narodowej i wspomniany teren należał właśnie do niej.

- Aby sprawie nadać bieg, musiało odbyć się zebranie wiejskie, na którym podjęta została uchwała o przejęciu nieruchomości jako mienia gromadzkiego (własność gminy). Papiery, czyli sprawozdanie, listę obecności, uchwalę i najlepiej oświadczenia dwojga najstarszych mieszkańców wsi, o tym, że ta ziemia zawsze należała do wsi, trzeba było przekazać do gminy. No i warunek podstawowy, mieszkańcy obecni na zabraniu musieli przegłosować chęć przejęcia gruntu i budynku – wyjaśnia Jacek Piwowarski, sołtys Wiązownicy Kolonii.

- Następnie gmina musiała przekazać dokumentację do powiatu (wydział ewidencji gruntów). Tam ruszyła kolejna procedura, na którą składały się wizja lokalna w terenie i rozmowy ze starszymi mieszkańcami wsi. W przypadku Wiązownicy Kolonii były to trzy osoby w wieku ponad 80 lat.

Po wizji lokalnej i zebraniu zeznań od najstarszych mieszkańców wsi stworzono raport, z którym można było się zapoznać w starostwie. Po tygodniu dokumenty nabrały mocy, po czym powiat wydał decyzję o włączeniu do ewidencji gminnej rzeczonej działki. Kiedy gmina Staszów dostała taką informację, przesłała ją do wojewody do akceptacji. Po tych krokach działka przeszła na skarb państwa i od tego czasu jest we władaniu gminy. Teren wraz z budynkiem został przekazany radzie sołeckiej. Wśród dokumentów znalazł się zapis, gwarantujący, że gmina nie może w żaden sposób dysponować tym mieniem bez zgody mieszkańców.

kac2

- Od początku zamysł był taki, by stara zlewnia była miejscem przeznaczonym dla młodzieży. Myśleliśmy o małym klubie, o siłowni, o miejscu spotkań dla młodych, kreatywnych ludzi. Ale żeby cokolwiek zacząć robić, potrzebne są pieniądze. Wiedzieliśmy, że możemy wysupłać coś z funduszu sołeckiego, ale remont takiego obiektu generuje koszty na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych. Trzeba było zastosować metodę małych kroków. Z różnych źródeł pozyskiwaliśmy po 4-5 tys. zł. Warto zaznaczyć, że za każdym razem te fundusze przeznaczaliśmy tylko na zakup materiałów. Gdybyśmy finansowali w ten sposób także robociznę, to z pewnością zrobilibyśmy o wiele mniej. Uruchomiliśmy instytucję czynu społecznego, do pracy zaprosiliśmy między innymi młodzież, która w starej zlewni miała znaleźć przestrzeń dla siebie. Zaczęliśmy od uporządkowania terenu, wykarczowaliśmy zarośla, odsłoniliśmy cały budynek. Potem były prace wewnątrz, a kiedy udało się ucywilizować obiekt, zaczęliśmy się starać o jego wyposażenie. Zapukaliśmy wtedy do fundacji Tesco, wzięliśmy udział w konkursie „Decydujesz, pomagamy” i dostaliśmy pierwszą nagrodę. Za 5 tys. zł kupiliśmy wtedy stół do ping-ponga, mini-bilard, rozmaite gry stolikowe oraz piecyk z nadmuchem. Z innych środków zakupiony został podstawowy sprzęt do ćwiczeń siłowych – opowiada Jacek Piwowarski.

kac3

Stara zlewnia zaczęła swoje nowe życie, ale to co kłuło w oczy to jej zewnętrzna elewacja. Odrapane ściany, odpadający tynk, a do tego nadgryziony zębem czasu dach – to kolejne wyzwania, przed którymi stanęli gospodarze starej zlewni. Zadecydowano, że najbardziej wymownym sposobem ozdobienia ścian zewnętrznych będzie mural. Zanim jednak powstał ten właściwy, pojawiła się… biało czerwona flaga.

– Wpadliśmy na ten pomysł w przededniu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Na całej ścianie wespół z młodzieżą wymalowaliśmy nasze narodowe barwy z napisem „Polska niepodległa”. Nazajutrz wszyscy ludzie, idąc do kościoła, zachwycali się naszą inicjatywą. Jednocześnie zajęliśmy się przygotowaniem podłoża pod mural, na ścianie przykleiliśmy styropian, zaciągnęliśmy go zaprawą. Chłopaki uwijali się jak w ukropie, bo terminy nas goniły (inwestycja ta sfinansowana była ze środków „Masz głos, masz wybór”). Przed projektowaniem muralu zorganizowaliśmy konsultacje społeczne dotyczące tego, co ma się na nim znaleźć. Drogą internetową wypowiedziało się na ten temat kilkadziesiąt osób. Miały to być rzeczy z którymi utożsamia się naszą okolicę, elementy przyrody i kultury. Ostateczny look należał do artysty ze Staszowa Jana Żukowskiego – relacjonuje sołtys Wiązownicy Kolonii.

KAC1

Aby mural mógł powstać, potrzebne były oczywiście niemałe pieniądze. Tym razem postawiono na zbiórkę publiczną. Wstępna kalkulacja pokazała, że na materiały oraz usługę artysty trzeba było uzbierać około 2,5 tys. zł. Udało się tego dokonać w 10 dni, ale że zbiórka internetowa zaplanowana była na miesiąc, to ostateczna kwota pozyskana od darczyńców przekroczyła 3 tys. Do tego doliczyć trzeba indywidualne wpłaty na konto stowarzyszenia oraz pieniądze wpłacane przez mieszkańców podczas zbiórki podatku przez sołtysa. Dzięki temu pieniędzy wystarczy także na wykonanie muralu na największej ścianie budynku. Już wiadomo, że powstanie na niej panorama całej wsi, położonej nad meandrującą Kacanką. Znajdą się tam wszystkie lokalne zabytki: leśna latarnia, pałac Dzięki, stara drewniana szkoła, kościół.

- Wiemy, że zrobi to na ludziach duże wrażenie. Już teraz, kiedy mamy zrobioną jedną ścianę, przejezdni zatrzymują się, robią zdjęcia. Widać, że to miejsce już nie tylko zaczyna żyć, ale też cieszy oko. Jeszcze wiele przed nami. Po elewacji, zabierzemy się za poszycie dachowe, bo to obecne przecieka. Chcielibyśmy oczywiście zrobić to kompleksowo i szybko, ale bazując na niewielkich środkach, które udaje się nam w różnych miejscach pozyskiwać, nie jesteśmy w stanie tego przyspieszyć. Nie możemy liczyć na gminę, która nie zagwarantuje nam na taki cel stu tysięcy. Mamy swoich ludzi, którzy nie biorą grosza za robociznę. Poza tym jest chętna do pomocy młodzież. Wraz z ich zaangażowaniem niejako w pakiecie mamy ich troskę o to miejsce. Jeśli wkładają w remont swój czas i swoje serce, to czują się potem odpowiedzialni za to, czego dokonali. To wartość bezcenna, której próżno szukać wtedy, kiedy taki obiekt wyremontuje firma za duże pieniądze z Unii. Wiele takich świetlic potem „umiera”, bo nikt do nich nie zagląda. Spodziewam się, że z naszą „zlewnią” nigdy tak nie będzie – z optymizmem podsumowuje Jacek Piwowarski.

Przemysław Chrzanowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx