Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Spalarni powiedzieli kategoryczne NIE!

 O tym, że za płotem mają im wybudować fabrykę dowiedzieli się zupełnie przez przypadek. Sprawa wyszła na jaw w międzysąsiedzkiej rozmowie. Usłyszeli, że podobno ma to być spalarnia odpadów. Nie dawali temu wiary. Jak to, bez ich wiedzy? W gminie nikt o niczym ich nie informował. Czy to jakiś żart? Niestety, plotki okazały się prawdziwe.

 

Niewielka miejscowość Brzozowo leży na skraju gminy Kijewo Królewskie w woj. kujawsko-pomorskim. W miejscu gdzie kończą się zabudowania zaczynają się grunty inwestycyjne, administracyjnie należące do sąsiedniej gminy Chełmno. To teren leżący w bliskim sąsiedztwie obwodnicy miasta. Stanowi on łakomy kąsek dla potencjalnych inwestorów, ponieważ są to grunty uzbrojone w gaz i pozostałe media. Właściciel najbliżej położonej działki w pewnym momencie zdecydował się, sprzedać ziemię pod budowę firmy utylizującej plastikowe odpady. Ale o tym w Brzozowie nikt nie wiedział.

- Człowiek ten wystąpił do swojej gminy o wydanie stosownych pozwoleń oraz warunków środowiskowych dla planowanej inwestycji. Informacja o tym znalazła się w gablocie, trafiała również do tamtejszego BIP-u. Co więcej, urzędnicy poinformowali o sprawie także wszystkich właścicieli sąsiednich działek, ale tylko w obrębie swojej gminy, a konkretnie we wsi Osnowo. Nie powiadomiono natomiast mieszkańców, którzy bezpośrednio graniczą ze wspomniana działką a mieszkają w miejscowości Brzozowo, administracyjnie należącej do wspomnianej gminy Kijewo Królewskie – relacjonuje Ilona Borowska, sołtys Brzozowa.

– Jak się później dowiedzieliśmy, stosowne powiadomienie trafiło również do naszej gminy. Wywieszono je wprawdzie na tablicy, ale ze względu na fakt, iż mieszkamy stosunkowo daleko od urzędu, nikt z nas nie miał szansy zapoznania się z tą informacją.

Wieści o ekologicznej bombie, jaka miała tu powstać, do Brzozowa dotarły pocztą pantoflową od mieszkańców Osnowa. To właśnie wówczas po raz pierwszy padła pełna nazwa przedsięwzięcia, otóż miał to być zakład przetwarzania odpadów opakowaniowych i odpadów sztucznych. W praktyce miały tu być spalane odpady PP i PE, a następnie przetwarzane na ciekłe węglowodory. Otrzymany w ten sposób produkt miał być odbierany przez rafinerie i używany jako składnik paliw płynnych.

- Ludzie, którzy mają domostwa w bezpośrednim sąsiedztwie z ta działką w jednej chwili struchleli. Nikt nie był w stanie pojąć jak można było na to pozwolić. Przecież to przedsiębiorstwo miało funkcjonować przez całą dobę, wiązałoby się z tym wiele niedogodności: hałas, permanentny ruch ciężarówek, składowanie szkodliwych substancji. Na kilometr pachniało tu katastrofą ekologiczną. Nie mogliśmy się na to zgodzić – opowiada Ilona Borowska.

– Kiedy udaliśmy się do Chełmna, tamtejsi urzędnicy rozłożyli ręce. Powiedzieli, że nie mają obowiązku wiedzieć, kto i gdzie mieszka w sąsiedniej gminie. A że spalarnia miała powstać na terenie przeznaczonym na cele inwestycyjne, nie mieli sobie nic do zarzucenia.

W tej sytuacji pozostało jedno rozwiązanie, a mianowicie masowy protest przeciwko budowie wspomnianego zakładu. Samo Brzozowo liczy nieco ponad 600 mieszkańców, pod protestem podpisali się wszyscy dorośli. Petycja spotkała się ze sporym zainteresowaniem ludzi związanych z tą okolicą, dużo podpisów zebrano także w miejscowym przedsiębiorstwie rolnym. Listy wyłożono w miejscowych sklepach, bo tak było najłatwiej dotrzeć do wszystkich zainteresowanych. W sumie protest poparło 1150 osób.   Dokumenty dostarczono do gminy dosłownie rzutem na taśmę, to był bodaj ostatni dzień, kiedy można było zgłosić ewentualne zastrzeżenia do planowanej inwestycji.

- Co ciekawe, tego samego dnia obudzili się nasi włodarze. Wystosowali do Chełmna pismo, w którym powołując się na rozmowy z niezadowolonymi mieszkańcami, wyrazili swój sprzeciw. Dobrze, że to zrobili, chociaż nie przypominam sobie, by ktoś z nami o sprawie rozmawiał – mówi pani sołtys.

– Sami rozkręciliśmy tę akcję, ogłaszaliśmy ją na wszelkich możliwych portalach społecznościowych. W efekcie wszystko zakończyło się szczęśliwie, ponieważ wydano decyzję odmowną dla tej inwestycji. To był nasz wielki sukces. Sukces okupiony nerwami i złością. Do końca nie mieliśmy pewności jak to się rozstrzygnie, pamiętać należy o tym, że za każdą dużą inwestycją, za każdym zakładem funkcjonującym w gminie idą duże pieniądze do budżetu. Cieszymy się, że radni wybrali w tej sytuacji dobro mieszkańców.

- Najgorsze było to, że właściciel działki, który zapewne dogadał się już z potencjalnym kupcem, wściekł się do tego stopnia, że szukał ludzi, którzy podpisali się pod petycją i próbował całą sprawę odkręcić. Z pewnością u podstaw jego zachowania leżała strata dużych pieniędzy. Na nic zdawały się nasze sugestie, iż łatwiej byłoby podzielić cały areał na mniejsze działki i sprzedać pod budownictwo mieszkaniowe. Mam nadzieję, że ten pan pogodzi się z naszym zwycięstwem i więcej nie będzie próbował działać na naszą niekorzyść - kwituje Ilona Borowska.

***

- Nasze doświadczenia pokazują, że temat tegorocznych Spotkań Organizacji Działających na Obszarach Wiejskich w Marózie jest jak najbardziej trafiony. Nie może być tak, że ktoś podejmuje ważne decyzje za naszymi plecami. Nie może być tak, że sąsiednia gmina bez jakiejkolwiek konsultacji serwuje nam ekologiczną bombę. Potrzebne są w tym zakresie nowe regulacje prawne. Mam nadzieję, że w Marózie będzie o tym mowa – z nadzieją podsumowuje sołtys Brzozowa, Ilona Borowska.

Przemysław Chrzanowski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx