Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Jak rozmawiać z samorządem? Rozmowa z Magdaleną Chustecką, trenerką, działaczką społeczną

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Magdalena Chustecka.

Przemysław Chrzanowski: W jakich okolicznościach powinniśmy do swojego życia „zaprosić” lokalnych samorządowców?

Magdalena Chustecka: - Każdy chce mieszkać w miejscu, odpowiadającym jego potrzebom. Przestrzeń, która nas otacza musi spełniać nasze oczekiwania. Po pierwsze bezpieczeństwo - czujemy się komfortowo, kiedy nic nam, ani naszym dzieciom nie zagraża, a po drugie - sam fakt, że w konkretnym miejscu żyje się po prostu dobrze. Jeżeli jakiś element tej układanki nie jest na swoim miejscu, koniecznie należy przystąpić do działania. Wyobraźmy sobie, że na naszej ulicy nie ma oświetlenia. Po zmroku zamykamy na cztery spusty swoje obejścia i nie wychylamy nosa poza ogrodzenie. Boimy się, że w ciemności może spotkać nas coś złego. To wystarczający powód, by sprawą zainteresować lokalnych decydentów. Jeżeli tego nie zrobimy, to nikt się o sprawie nie dowie, a my sami coraz bardziej pogrążać się będziemy w swoim strachu.

No ale przecież mamy swoich reprezentantów w radzie gminy czy miasta. To oni powinni reagować w takich sprawach.

- Radny, wójt, burmistrz, czy prezydent nie są osobami wszechwiedzącymi. Po drugie reakcja w danej sprawie może być wynikiem subiektywnej oceny sytuacji. Jeżeli wójt jest rosłym mężczyzną, to pewnie nie będzie mu przeszkadzało, że w przejściu podziemnym nie pali się żarówka. Inaczej rzecz wygląda z perspektywy filigranowej kobiety, która w tym miejscu będzie czuła totalny strach. Podobnie – ktoś, kto nie ma dzieci, nie widzi problemu, związanego z edukacją przedszkolną. Albo ktoś, kto nie jest w wieku emerytalnym, niewiele wie o potrzebach seniorów. A więc to my musimy wysłać czytelny sygnał, poinformować, że w jakimś obszarze konieczna jest interwencja samorządu.

Jak to zrobić, żebyśmy zostali wysłuchani? Czy możemy liczyć na to, że nasza sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan?

- Najczęstszym powodem, dla którego odwiedzamy urzędy jest problem z infrastrukturą oraz przestrzenią, w której żyjemy. W tym obszarze na straży właściwej komunikacji stoi zapis ustawowy, mówiący o tym, że podczas przygotowania planu zagospodarowania przestrzennego istnieje obowiązek konsultacji społecznych. Jak takie konsultacje wyglądają, to już zależy od samych samorządów. Osobiście byłabym usatysfakcjonowana, gdyby ludzie odwiedzali mój urząd i informowali mnie o ważnych sprawach. Miałabym wówczas poczucie, że zależy im na tym, by w gminie żyło się lepiej.

Dobra komunikacja z mieszkańcami to zresztą dzisiaj podstawa dobrego samorządu. Niedawno powstała karta standardów prowadzenia konsultacji społecznych, której zapisy to potwierdzają. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których mimo silnych argumentów ze strony mieszkańców samorządowcy nie kwapią się do rozwiązania problemu. Wówczas obie strony wzajemnie się antagonizują.

Z jakiego narzędzia można wówczas skorzystać?

- Można napisać list otwarty i opublikować go w sieci. Można też w sprawę zaangażować lokalne media. To rozwiązania poniekąd siłowe, nie jestem ich zwolenniczką. Preferowałabym tutaj jednak dialog. Samorządom dzisiaj bardzo zależy na pozytywnym wizerunku, a konsultacje społeczne temu sprzyjają. Radnym, wójtom, czy burmistrzom zależy ponadto na społecznym poparciu w kolejnych wyborach. Złe podeście do mieszkańców, bagatelizowanie ich potrzeb nie wróży w przyszłości sukcesu przy zliczaniu głosów.

W jakich obszarach lokalna społeczność może wpływać na decyzje samorządów?

- Praktycznie w każdym obszarze możemy mieć coś do powiedzenia. Ale proponowałabym tu metodę małych kroków. Zacząć można na przykład od zaprojektowania na działce gminnej terenu rekreacyjnego dla mieszkańców, a skończyć na współdecydowaniu o przeznaczeniu budżetu obywatelskiego. Generalnie chodzi o to, by wypowiadać się w kwestiach, które mają wpływ na podniesienie jakości naszego życia.

Możemy zabierać głos w sprawach związanych z infrastrukturą, możemy artykułować sugestie dotyczące transportu publicznego, możemy wreszcie decydować o zagospodarowaniu lokalnej przestrzeni. Nasz głos będzie również niezmiernie ważny przy opracowywaniu rozmaitych strategii, tworzonych przez samorządowe instytucje.

Od paru lat udaje się nam współdecydować o przeznaczeniu funduszu sołeckiego. Zdarza się jednak, że brak nam kreatywności. Rok w rok wydajemy te pieniądze na przykład na utwardzenie dróg dojazdowych do pól.

- W tym przypadku nie wystarczą jakiekolwiek konsultacje. Tego nie można robić „na odwal”. Żeby wypracować sensowne stanowisko, potrzeba wciągnąć w to rzeszę mieszkańców. W przeciwnym razie podczas zebrania, zwołanego trochę po cichu, trzy osoby bez żadnej refleksji na temat tego, co się wokół dzieje, ponownie przeznaczą pieniądze właśnie na utwardzenie dróg. Na to pozwolić nie można choćby z tego względu, że z funduszu sołeckiego nie powinno się finansować zadań własnych gminy.

Mówimy tutaj o małych społecznościach. Wielu mieszkańców jeśli nie bezpośrednio działa w samorządzie, to pracuje w jednostkach podległych. Trudno byłoby nauczycielowi z miejscowej szkoły, albo pielęgniarce z ośrodka zdrowia stanąć okoniem w niewygodnej sprawie. Czy tego rodzaju zależność może być przeszkodą w prowadzeniu konstruktywnego dialogu?

- Mądry samorządowiec z pewnością tej zależności nie wykorzysta w niecnym celu. Patrząc realistycznie na tę kwestię, niestety muszę stwierdzić, że takich przypadków nie da się uniknąć. Wracając do spotkań konsultacyjnych - należy zaznaczyć, że powinna je prowadzić osoba niezależna, funkcjonująca ponad podziałami. Powinno być jasno wyartykułowane, że wypowiedzi krytyczne pod adresem urzędu nie będą miały jakiegokolwiek wpływu na powiązania pracownicze. Ważnym narzędziem w tym kontekście może okazać się anonimowa ankieta. Może ona dostarczyć wielu cennych wskazówek. Aczkolwiek za jej pomocą nie będziemy w stanie wypracować rozwiązania problemu Bezpośredni kontakt z urzędnikami taką możliwość daje. Cóż, pozostaje wierzyć w profesjonalizm samorządowców.

***

Magdalena Chustecka - działaczka społeczna, trenerka umiejętności społecznych oraz antydyskryminacyjna. Pracę w III sektorze rozpoczynała od Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych OŚKa. W Stowarzyszeniu Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, w którym była odpowiedzialna za rozwój strażników i strażniczek, złapała watchdogowego bakcyla. Członkini Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, w którym współtworzy zespół Kobiety z Inicjatywą, zajmujący się prawami pracowniczymi kobiet. Jej głównymi obszarami zainteresowania są kwestie wykluczenia ekonomicznego kobiet oraz narzędzia partycypacji społecznej.

 

Projekt dofinansowany z dotacji przyznanej w ramach programu Obywatele dla Demokracji, prowadzonego przez Fundację im. Stefana Batorego we współpracy z Polską Fundacją Dzieci i Młodzieży, finansowanego ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego (tzw. Funduszy EOG).
Ostatnio zmieniany piątek, 13 maj 2016 11:28

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx