Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Strój ludowy nie musi być niemodny

Strój ludowy nie musi być niemodny
Rozmowa z Alicją Woźniak, opiekunką działu strojów ludowych i tkanin w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi.

Strój ludowy nie musi być niemodny

 

Przemysław Chrzanowski: W walce o zachowanie dziedzictwa kulturowego istotną rolę pełnią na wsi zespoły ludowe. Kojarzone są z typowym dla danego regionu kolorytem, krojem spódnic, zapasek... Chwała Bogu jeśli nieprzerwanie funkcjonują one od dziesięcioleci, bo cała ta modowa spuścizna automatycznie przekazywana jest młodszym pokoleniom. Niewspółmiernie gorzej jest wtedy, kiedy zespoły są powoływane do życia po latach niebytu. Wówczas trudno ustalić jak faktycznie wyglądał lokalny strój. Czy istnieje konkretny sposób, dzięki któremu można by go odtworzyć?


Pani Alicja Woźniak.

Alicja Woźniak, opiekun działu strojów ludowych i tkanin w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi: - To dość złożona sprawa. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że wieś nigdy nie chodziła jednorodnie ubrana. Każdy strój był jednostkowy, każda kobieta robiła strój dla siebie, albo go zamawiała dokładnie instruując krawca jak on ma wyglądać. Starała się być inna, ale za każdym razem widać było jednak troskę o to, by utrzymać się we właściwym kanonie, jaki obowiązywał w danej miejscowości. Chodziło o typowe zdobnictwo, dodatki, krój stroju. W Polsce centralnej kanony mody dyktował pasiak. Inny układ pasów występował w regionie wieluńskim, a inny w świętokrzyskim. Ktoś mógłby powiedzieć, że w co drugim domu znalazłyby się fotografie sprzed wojny, na których widnieją pięknie odziane gospodynie. Problem polega jednak na tym, że są to fotografie czarno-białe. Nie widać koloru, a w tej materii to bardzo istotne, ponieważ zazwyczaj chodziło o niuanse, o drobne różnice w układzie barwnych pasków. Pozostaje zatem szukać w pamięci wiekowych mieszkańców wsi. A pamięć, jak wiadomo, zawodna jest...

Trudno uwierzyć, że do naszych czasów zachowało się tak niewiele strojów ludowych sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat. Nie ma ich nawet w muzeach?

- Ależ są. Muzea etnograficzne dysponują wielkimi zbiorami, dzięki którym można byłoby wyznaczyć kierunek odtworzenia stroju typowego dla danej miejscowości. Wystarczyłoby sprawdzić, czy w naszych zasobach znajdują się wzory pochodzące z bliskich okolic, z pogranicza regionów. Takie dane wiele mogłyby nam podpowiedzieć. Nie zawsze jednak tak jest, bo nie można stworzyć czegoś z niczego.

Ale są na mapie naszego kraju takie miejscowości, gdzie stroju ludowego nigdy wcześniej nie było. A teraz istnieje taka potrzeba, żeby go stworzyć. Co wtedy?

- W tą koncepcję idealnie wpisuje się wszechobecny kostium – często ponadregionalny. Jeżeli jest on wymyślony „charakterystycznie” i jest przypisany do na przykład zespołu śpiewaczego, to dlaczego ludzie nie mieliby się z nim identyfikować? Nie mówimy jednak wówczas o stroju regionalnym. Obmyślając nowe wzornictwo warto byłoby wrócić do korzeni, do hierarchii, jaka niegdyś panowała na wsi. Inaczej się ubierał, chłop, inaczej szlachcic, a jeszcze inaczej mieszczuch. Miało to oczywisty związek ze statusem społecznym oraz otoczeniem, w jakim ci ludzie żyli. W „Chłopach” Reymonta czytamy, że jeden z bohaterów Kuba nie mógł mieć takiej sukmany, jaką sobie wymarzył. Kiedy ją wywalczył i wystroił się na bogato, wszyscy mu wypomnieli, że jest przedstawicielem najniższej wówczas klasy społecznej i że nie godzi mu się wystawnie ubierać. Paradoksalnie ta klasowość miała duży wpływ na kształtowanie się ówczesnej mody. Jeżeli majętna kobieta potrafiła tkać, czy haftować, to z powodzeniem mogła dyktować jakie wzory będą obowiązywać w najbliższym czasie. Ten splendor przypisany był jedynie zamożnym paniom. Gdyby tak „po nowemu” ubrała się ta, która w obiegowej opinii uchodziła za ubogą, nikt by nawet nie starał się jej naśladować. Pod jej adresem z pewnością wypowiedziano by wiele gorzkich słów, dowiedziałaby się na pewno, że zbyt wysoko głowę nosi.

 

Wróćmy do współczesności. Jeżeli przy pomocy fachowców udało się nam określić jak ten strój powinien wyglądać, to w następnej kolejności należałoby się zastanowić w jaki sposób go wykonać – z użyciem tradycyjnych technologii, czy po nowemu? Sięgamy po dostępne materiały rodem z Azji, czy rozstawiamy krosna i tkamy pasiaki?

- Jeżeli chcemy uszyć sobie strój regionalny, to z całą pewnością powinniśmy wrócić do tradycyjnych technik. Chodzi tu przede wszystkim o pewną solidność, wszak taka kreacja ma wystarczyć na lata, musi znieść długie miesiące przechowywania w skrzyni,. Jej kolory muszą być trwałe, a szwy mocne. Natomiast jeśli chodziłoby nam o strój estradowy, to istnieje szeroka dowolność. Można sobie uszyć spódnice w kwiatki, jeśli jest to w zgodzie z ogólną estetyką. Zresztą na wsi motywy roślinne zawsze były modne i nie popełnimy w ten sposób żadnego błędu. Dzięki nim podkreślimy typową dla wsi bliskość natury.

Ale mimo wszystko w tej ludowej modzie obserwujemy swoisty groch z kapustą. Widzimy stroje, które mają trochę z łowickiego, trochę z krakowskiego, a i trochę ze świętokrzyskiego, czy podhalańskiego. Czy nie warto byłoby tego uporządkować?

- Sądzę, że nie ma na to większych szans. Dzisiejsze zespoły chcą prezentować na estradzie nie tylko swój region, ale i inne, które im się podobają. Dość powiedzieć, że echa tradycji podhalańskich pobrzmiewają obecnie w repertuarach większości takich grup. Czy zatem mamy się boczyć na to, że przy okazji przywdziewa się atrybuty stroju góralskiego? Myślę, że to pójdzie jeszcze dalej, a mianowicie w kierunku stroju europejskiego. Nasze zespoły niebawem będą czerpać z innych, zachodnich wzorców: bretońskiego, bawarskiego, czy fińskiego. I tutaj konieczne będzie solidne rozgraniczenie pomiędzy tym, co nasze, polskie, rdzenne, tradycyjne, a tym, co odtwarzamy na potrzeby na przykład występów zagranicznych. Nie wolno zapomnieć o prawdziwej tożsamości,

 

A czy we współczesnej modzie ludowej obecny jest kicz? Jak się on objawia i czy należy go na siłę rugować?

- Podczas moich wykładów często pokazuję fotografię, na której widnieje pani w stroju ponadregionalnym. Ma bardzo wypracowany gorset, nieco mniej szykowną spódnicę, nie nawiązującą do ludowości, a do tego zupełnie współczesne białe kozaczki. Z reguły słuchacze reagują jednoznacznie i wybuchają wówczas śmiechem W antropologii białe kozaczki rzeczywiście uznawane były jako przejaw kiczu. Z dzisiejszego punktu widzenia nie jest to już tak oczywiste. Pani, o której tu wspominamy, białymi kozakami dopełniła całości swej kreacji. Widać było tu pewną symetrię, buty korespondowały z białą bluzeczką. Osobiście do kiczu podchodzę bardziej rozważnie niż kiedyś. Przez 30 lat swojej pracy nabrałam pokory do tego, co oglądam i na kicz się nie obrażam. Jest go tak wiele, ze pozostaje go nam zaakceptować. Ja tylko przestrzegam, by za kiczem nie szła słaba jakość. Niech te stroje będą solidne. Namawiam zatem ludzi do rękodzielnictwa, do tradycyjnego tkactwa i haftu.

Gdzie się tego nauczyć? Ludzi znających rzemiosło jest co raz mniej.

- Mamy teraz w Łodzi duży projekt związany właśnie z haftem. Realizujemy go wespół z Łódzkim Domem Kultury. Polega to na tym, że uczymy przedstawicieli z regionów jak powinna wyglądać ta forma rękodzielnictwa. Za sobą mamy już region opoczyński, gościliśmy u siebie 10 pań, które najpierw uczestniczyły w wykładach, poświęconych tradycji haftu opoczyńskiego, a potem w zajęciach praktycznych. Efektem tego jest przepiękna wystawa w ŁDK. Kolejne edycje tego projektu dotyczyć będą regionów łowickiego i sieradzkiego. Myślę, że właśnie tędy należy podążać, tym bardziej, że stwarza się przyjazne warunki, projekty tego typu finansowane są ze źródeł zewnętrznych. To tylko jeden ze sposobów poznawania dawnego rękodzielnictwa, namawiam do kontaktowania się z ludźmi starszymi. Wbrew pozorom, tych, którzy posiadają wiedzę w tej materii jest jeszcze bardzo wielu.

Na koniec chciałbym zapytać o wpływ folkloru na współczesną modę. Ten trend wyraźnie obecny jest już w muzyce, folkowe granie na dobre rozgościło się na popowych antenach radiowych. Widać go także w kulinariach, wszyscy zajadamy się wiejskim chlebem, czy tradycyjną szynką babuni.

- Rzeczywiście wszystko, co ludowe, kojarzy się z przaśnością, czymś swojskim, a w modzie z czymś kolorowym. Istnieje nurt, który nazywamy etno-dizajnem. Zabierają się za niego bardzo dobrzy projektanci, nie jest to zatem sprawa, którą można byłoby obśmiać i zamieść pod dywan. Ten trend jest zresztą widoczny na całym świecie. W Łodzi organizowany jest rokrocznie konkurs dla młodych projektantów Moda Folk, mogą wówczas dać upust swojej wyobraźni, niektórzy znajdują w tym swoją drogę. Muszę w tym kontekście wspomnieć o cenionej projektantce Jolancie Klimas, która z uwielbieniem czerpie z folkloru. W oparciu o elementy zaczerpnięte z kultury ludowej tworzy cudowne kolekcje.  


Wystąpienie Alicji Woźniak z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi na konferencji „Dziedzictwo kulturowe wsi świętokrzyskiej i północnego Podkarpacia - wiedza, dobre praktyki, wyzwania”, Ciekoty, 25 października 2013 r.

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx