Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Maróz 2011 w błysku flesza

Maróz 2011 w błysku flesza
Doskonała atmosfera, wysoki poziom zajęć, świetna organizacja, a do tego bajeczna pogoda – tak w skrócie można opisać to, co działo się przed kilkoma dniami w Marózie.

Maróz 2011 w błysku flesza

 

Jubileuszowe spotkanie przedstawicieli organizacji pozarządowych przeszło do historii. W wykładach i warsztatach traktujących o przyszłości młodzieży wiejskiej uczestniczyło ponad pół tysiąca osób z całego kraju. Doskonała atmosfera, wysoki poziom zajęć, świetna organizacja, a do tego bajeczna pogoda – tak w skrócie można opisać to, co działo się przed kilkoma dniami w Marózie. 

Dziesiąte, jubileuszowe spotkanie czas zacząć. Tradycyjnie otworzyli je główni organizatorzy: Piotr Szczepański, prezes Fundacji Wspomagania Wsi, Krzysztof Margol, prezes Nidzickiej Fundacji Rozwoju „Nida” oraz Radosław Jasiński, dyrektor programowy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. W inauguracji spotkania uczestniczyła także Maria Holzer, prezes Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży. PFDiM pełniła w tym roku rolę partnera merytorycznego. Tuż po oficjalnym otwarciu z wykładem inauguracyjnym wystąpił Edwin Bendyk (Collegium Civitas), który starał się odpowiedzieć na trzy istotne pytania: Jaki będzie świat za 20 lat? Jaka będzie polska wieś? Jaki wpływ na kształt świata będą miały technologie?

Do Maróza przybywają rokrocznie reprezentanci wszystkich regionów Polski. Oprócz organizacji działających na obszarach wiejskich na spotkanie zaproszono tym razem również przedstawicieli samorządów, bibliotek, świetlic, kół gospodyń wiejskich oraz wielu innych, których działania adresowane są do młodzieży.

Po kilku godzinach spędzonych w sali wykładowej kawa cenniejsza jest od złota. Marózową tradycją jest, że podaje się ją zawsze przed salą Relax. Organizatorzy nigdy nie zapominają także o czymś słodkim na ząb. Przerwy kawowe są okazją nie tylko do odpoczynku, ale i wymiany doświadczeń oraz bliższego poznania.

Od deski do deski, czyli o tym, jak przeszłość prowadzi do przyszłości – to temat warsztatów przeprowadzonych przez Gabrielę Rajtak i Irenę Wolińską ze Stowarzyszenia Centrum Słowian i Wikingów Wolin Jomsborg Wineta. Można było tutaj dowiedzieć się jak prowadzić zajęcia, aby stały się dla młodzieży źródłem wiedzy o przeszłości regionu.

Nie zabrakło również treningu w zakresie rękodzielnictwa. Wiele radości uczestnikom wspomnianych warsztatów dostarczyło pisanie na drewnianych tabliczkach pokrytych woskiem oraz kaligrafia z użyciem gęsich piór.

Organizatorzy marózowych spotkań zawsze starają się zapraszać najlepszych specjalistów. W debacie na temat przyszłości ekonomicznej terenów wiejskich uczestniczyli: prof. Grzegorz Gorzelak, prof. Maria Halamska oraz prof. Jerzy Wilkin. Uczestnikami panelu byli ponadto dr Łukasz Hardt i dr Anna Potok.

Wspólna fotografia od lat należy do stałego programu drugiego dnia zajęć. Zmieścić wszystkich w jednym kadrze to zadanie jednak niełatwe. Tym razem „produkcja” zdjęcia trwała wyjątkowo długo, jego niektórzy bohaterowie okazali się bowiem wyjątkowymi maruderami. Godne uwagi jest przy tym to, że każdemu spóźnialskiemu serwowano burzę gromkich oklasków. 

Kto przybywa do Maróza, ten może być pewien, że stanie się bohaterem przyszłorocznego kalendarza. Za każdym razem organizatorzy obmyślają przewodni temat wydawnictwa, a uczestnicy muszą sprostać wyzwaniu. Tym razem postawiono na przyszłość. Tworzono zatem maszyny przyszłości, człowieka przyszłości, muzykę przyszłości.... Przy konstruowaniu inscenizacji uczestnicy integrują się z sobą, tworząc prężną kalendarzową rodzinę.

W dobrej komitywie powstawał na przykład obrazek dotyczący mody przyszłości. O tym co na siebie włożyć panie mogą dyskutować bez końca. I pewnie za sto lat nic w tej kwestii się nie zmieni. Tutaj na uwagę zasługuje nurt „eko”, modelki prezentują dekoracje z liści oraz nakrycie głowy wykonane z kolorowych piór.

A oto efekt finalny starań grupy, która miała przygotować dom przyszłości. Do jego zbudowania posłużono się tylko materiałami recyklingowymi. Konstrukcja to raczej chwiejna i mało odporna na deszcz. Jej budowniczowie zapewnili nas jednak, że mimo wszystko, zamieszkają tu wspólnie do końca lata...

Andrzej Mitura ze Stowarzyszenia Pomocna Dłoń w Bogdance jest stałym gościem marózowych spotkań. Tym razem jednak przyjechał, by zadebiutować w roli wykładowcy. Podczas warsztatów starał się przekazać własne doświadczenia w zakresie tworzenia i prowadzenia świetlic socjoterapeutycznych.

 

Wieczorową porą na scenie pojawiają się dziesiątki wykonawców. W Marózie gościły już Trebunie Tutki, był zespół Krywań, teraz z koncertem wystąpiła świetna orkiestra dęta z Pruszcza. Co zadowalające, w jej szeregach zasiedli głównie młodzi ludzie. Poziom ich występu zadowolił najbardziej wymagających koneserów orkiestrowych brzmień.

Drugiego dnia przed wieczorem rozpoczął się tradycyjny jarmark. Stragany uginały się wręcz od rękodzieła. Można było porozmawiać z twórcami, a nawet co nieco kupić – jak to na jarmarku.

Tradycyjnie nie zabrakło straganu „Garncarskiej Wioski”. Dzbany, misy, ozdobne bibeloty – a wszystko wykonane z gliny. Uczestnicy „Maróza” mogli nie tylko je podziwiać...

...ale i samemu spróbować jak to jest być garncarzem. Kilkuminutowe warsztaty zapewne nie pozwolą na wytwarzanie kształtnych glinianych naczyń, ale z pewnością wyzwolą ukryte zdolności, zaszczepią chęć kształcenia w zakresie garncarstwa.

Na jarmarku nigdy nie brakuje malarstwa, rzeźby, unikatowych dzieł, którym najpierw z pasją się przyglądamy, a potem chcielibyśmy zabrać je do domu. Cenne jest to, że ich autorzy tak chętnie o nich opowiadają, dzielą się wiedzą i doświadczeniem. Maróz pod tym względem jest wyjątkowy.

A to niespodzianka! Do Maróza przyjechali Indianie! „Czerwonoskórzy” przybyli tu z Żuromina, a na każde pytanie dotyczące ich kolorowych ubiorów odpowiadali z pełną powagą, że są to stroje ludowe północnego Mazowsza.

W błędzie byli ci, którzy sądzili, że Indianie będą się tylko spokojnie przechadzać wokół marózowego ogniska. Kiedy tylko nadarzyła się taka okazja, opanowali scenę, by zaprezentować kilka żywiołowych tańców. Nam szczególnie spodobał się ten, w którym starali się naśladować kruka.

Finałowy popis na scenicznych deskach „Maróza” to występ Świątecznej Kapeli, która zaprezentowała największe przeboje grupy Abba. Przy nostalgicznie brzmiących dźwiękach szwedzkiej super grupy, wszyscy w duchu powtarzali sobie jak mantrę, że w przyszłym roku też chcą tu przyjechać. 

Autor: Przemysław Chrzanowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

wersja do druku

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx