Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Kręta droga do zawodowej samodzielności

 

Rozmowa z Henryką Sokołowską, prezesem Stowarzyszenia Integracyjnego Klub Otwartych Serc w Wieruszowie

Przemysław Chrzanowski: Czym zajmuje się Stowarzyszenie Integracyjne Klub Otwartych Serc?

Henryka Sokołowska: - Od wielu lat dbamy o osoby niepełnosprawne, pomagamy im wrócić do samodzielności. Działamy w stosunkowo niewielkim środowisku, jakim jest powiat wieruszowski (woj. łódzkie). Angażujemy się w życie społeczne, staramy się kształtować postawy obywatelskie, uczymy akceptacji inności. Mamy na tym polu wiele sukcesów. Staramy się ciągle rozwijać.

Kto może liczyć na waszą pomoc?

- To ludzie, którzy znajdują się w różnych momentach życiowych. Często są to młode osoby, które mają za sobą edukację w gimnazjach. Zwykle udaje im się przez ten proces przebrnąć dzięki obniżonym wymaganiom. Potem przychodzi rozczarowanie, bo nie są zdolni do tego, by kontynuować naukę w szkołach średnich, czy zawodowych. W konsekwencji zostają w domach na utrzymaniu swoich rodziców, dokąd się da, albo przychodzą do nas. Trafiają do nas także osoby, kierowane przez instytucje takie jak Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, czy Gminne Ośrodki Pomocy Społecznej. Wreszcie przychodzą do nas ludzie za sprawą tzw. poczty pantoflowej, dowiadują się o naszej działalności od znajomych, sąsiadów. Zresztą nasza organizacja nie jest anonimowa, na lokalnym gruncie jesteśmy rozpoznawalni.

Co dalej się z nimi dzieje?  Najpierw trafiają do punktu konsultacyjnego, gdzie badamy ich kompetencje, predyspozycje, ustalamy czy ich niepełnosprawność wynika z dysfunkcji zdrowotnych, czy z zaniedbań środowiskowych i rodzinnych. To w tym momencie decydujemy, gdzie skierować konkretnego człowieka.

Co możecie mu zaoferować?

- Wachlarz działań, którymi możemy objąć naszych podopiecznych jest szeroki. Prowadzimy szereg autorskich projektów, stwarzających możliwości nabycia nowych umiejętności przez osoby niepełnosprawne. Nie chodzi tu tylko o przygotowanie do konkretnego zawodu, ale i o umiejętności interpersonalne. Uczymy komunikowania się, asertywności, rewalidacji zwiększającej ich wiedzę.

Wszystko to ma doprowadzić do tego, że konkretna osoba niepełnosprawna będzie gotowa do podjęcia pracy. Najpierw trafia ona na staż monitorowany. Wespół z pracodawcą, lub przygotowanym do tego przełożonym obserwujemy naszego podopiecznego, sprawdzamy jak spisuje się na danym stanowisku, czy rzetelnie wykonuje powierzone mu obowiązki, czy jest punktualny. Bardzo często jest tak, że po trzech miesiącach stażu wspólnie stwierdzamy, że dana osoba nie jest jeszcze gotowa do podjęcia pracy. Wówczas wraca do nas i nadal uczestniczy w stosownym projekcie. Staramy się wówczas nadrobić stwierdzone podczas okresu próbnego braki, po czym ponownie kierujemy ją do odbycia stażu – niekoniecznie w tej samej firmie. Bardzo często nasze wspólne wysiłki kończą się sukcesem.

Czy osoba niepełnosprawna zatrudniona na wspomnianych warunkach jest pełnoprawnym pracownikiem, posiadającym taki sam status jak pracownicy zdrowi?

- Jak najbardziej. Posiadają te same przywileje pracownicze, mają te same prawa, co osoby bez dysfunkcji. Warunek jest jeden: trzeba im stawiać wymagania na miarę ich możliwości. To jest tak jak w rodzinie. Nie każde dziecko w domu musi wykazywać zamiłowanie do przedmiotów ścisłych. Jeżeli jednak rodzic wymarzy sobie, by jego pociechy z namaszczeniem pochylały się nad wzorami z matematyki, czy fizyki, a kompletnie nie będą miały do tego predyspozycji, to z pewnością znienawidzą szkołę i popadną w stany depresyjne. Pracodawca musi zatem zrozumieć, że niepełnosprawny pracownik będzie w stanie wykonywać tylko te czynności, które będą dostosowane do jego umiejętności. Trudno wymagać od kogoś, kto nie zna jednostek miary, by dokonał choćby najprostszych obliczeń. To z kolei może doprowadzić do tego, że osoba niepełnosprawna może stać się obiektem drwin ze strony współpracowników.

Dotykamy tutaj istotnego problemu. Okazuje się bowiem, że edukacja jest potrzebna nie tylko pracodawcom, ale i współpracownikom osób niepełnosprawnych.

- W istocie na tym polu także wiele jest do zrobienia. Złe reakcje współpracowników mogą doprowadzić do tego, że stan psychiczny osoby niepełnosprawnej może ulec gruntownemu pogorszeniu. Jej relacje ze środowiskiem w jednej chwili mogą lec w gruzach. Może to być proces nieodwracalny. Znam przypadki, kiedy to osoby niepełnosprawne stają się kozłami ofiarnymi. Zazwyczaj wykonują swe obowiązki bardzo sumiennie, zgłaszają wykonanie powierzonych zadań przełożonym. Pokazują tym samym, że pod względem pracowitości są lepsi od pozostałej części załogi. Krótko mówiąc: zawyżają normę. W środowisku ludzi do tego nieprzygotowanych musi to rodzić niezdrowe relacje. Pamiętam, że w jednym z okolicznych zakładów zemsta na niepełnosprawnym polegała na tym, że wysłano go do sklepu po alkohol, a kiedy ten stanął z butelką w progu, wezwano przełożonych. Bogu ducha winien człowiek o mały włos nie straciłby pracy.

W innym przypadku nasz podopieczny nie miał tyle szczęścia i został pozbawiony zatrudnienia. Bo zabrakło zrozumienia ze strony zdrowych przełożonych. Był bardzo sumiennym pracownikiem, perfekcyjnie wykonywał powierzone mu zadania. Co zatem było nie tak? Zdaniem zwierzchników był mało kreatywny. Trzeba mu było tłumaczyć, co ma robić, tymczasem spodziewano się, iż ów człowiek będzie wszystkiego sam się domyślał. Nikt nie docenił jego zaangażowania, nie pomógł mu w rozplanowaniu pracy. Przy pierwszej możliwej okazji pozbawiono go zajęcia, które powoli stawało się sensem jego życia.

Bardzo daleko nam w tym kontekście do państw Europy Zachodniej, gdzie zatrudnianie osób niepełnosprawnych jest normą. Nikogo nie dziwi sekretarka w lokalnym magistracie poruszająca się na wózku, nikogo nie dziwią młodzi ludzie z zespołem Downa, którzy pełnią rolę pomocników w restauracjach. U nas takie obrazki są jeszcze rzadkością.  Tam pracodawcy są lepiej postrzegani, kiedy są otwarci na potrzeby osób niepełnosprawnych.

Wiele mówi się o barierach architektonicznych, którym niepełnosprawni nie są w stanie podołać. Wygląda jednak na to, że jeszcze więcej problemów przysparzają im relacje międzyludzkie.

- Sztandarowym dowodem, że tak się dzieje może być tutaj podejście urzędników do osób niepełnosprawnych. Nie chcę generalizować, ale w bardzo wielu instytucjach traktuje się niepełnosprawnych tak, jak gdyby byli zupełnie zdrowymi ludźmi. Mało kto ma świadomość tego, że ci ludzie mogą mieć problemy z pisaniem, czytaniem, decydowaniem o własnych sprawach. Trzeba w takich sytuacjach głęboko schować urzędniczy, obcesowy ton, należy chwycić za długopis, pomóc wypełnić formularz, sprawić, by ów szczególny petent niczego się nie wystraszył. W przeciwnym razie cała nasza praca pójdzie na marne, taki człowiek niewątpliwie zrazi się do urzędników i niechętnie zdecyduje się na ponowną wizytę w danej instytucji. To zdecydowany krok w tył. Pamiętajmy: to od nas zdrowych zależy reakcja niepełnosprawnych. Starajmy się tworzyć dobry klimat do kreowania pozytywnych relacji.

Wygląda na to, że wiedza na temat niepełnosprawności nadal jest w powijakach.

- I nie chodzi tu tylko o niewielkie środowiska wiejskie, czy miejskie. Problem ten występuje również w wielkich aglomeracjach. Mimo, że na ten temat mówi się sporo, to ów głos słyszalny jest jedynie przez tych, których problem niepełnosprawności w jakimś kontekście dotknął. Natomiast ci, którzy bezwiednie żyją w otoczeniu niepełnosprawnych zdają się ich nie zauważać, sądzą, że nie ma takiej potrzeby, by się nimi interesować.

Otrzeźwienie przychodzi wtedy, kiedy problem obcowania z niepełnosprawnością zaczyna dotyczyć samorządowców, biznesmenów, ludzi wykształconych... Całkiem niedawno przyszedł do nas człowiek, majętny przedsiębiorca, któremu urodziło się niepełnosprawne dziecko. Ubolewał, że jest kompletnie nieprzygotowany do tego, by sobie z tym niebagatelnym obciążeniem poradzić. To jest ponad jego siły, mimo że na co dzień zarządza dobrze prosperującą firmą, mimo że stale podejmuje odpowiedzialne decyzje, że jest odporny psychicznie, że wie jak współpracować z ludźmi... Przyznał, że całe życie akceptował niepełnosprawność, nie miał żadnych uprzedzeń w stosunku do osób niepełnosprawnych, ale nie gromadził w swojej głowie wiedzy, która byłaby mu potrzebna do bezpośredniego kontaktu z osobą niepełnosprawną. Stwierdził, że jest w tym momencie bezradny.

To mówi nie tylko ojciec niepełnosprawnego dziecka, ale i przedsiębiorca – potencjalny pracodawca.

- Pracodawca, który do tej pory nie miał żadnej wiedzy na temat niepełnosprawności. To pokazuje, że czeka nas jeszcze wiele pracy nad tym, by w świadomości przedsiębiorców znalazło się miejsce dla osób z dysfunkcjami fizycznymi, czy psychicznymi. Od wielu lat staramy się rozmawiać z pracodawcami na temat możliwości zatrudnienia osób niepełnosprawnych, przekonujemy ich, by nie patrzyli na tę sprawę jedynie przez pryzmat wymiernych zysków. Przedsiębiorcy muszą zrozumieć, że dając pracę osobie niepełnosprawnej, niejako uczestniczą w jej wdrożeniu do zupełnie nowego życia.

Nie bez znaczenia jest w tym kontekście również postawa najbliższych. Jaką rolę odgrywa tutaj rodzina osoby niepełnosprawnej?

- Najbliżsi muszą mieć świadomość tego, że ich niepełnosprawny krewny nie może być odcięty od świata. To człowiek, który może realizować się zawodowo, może zarabiać swoje pieniądze, może wreszcie być w pewnym sensie niezależny. Tymczasem w rzeczywistości ta wiedza po stronie rodziny również bywa nikła. Do tej pory obserwujemy przejawy wstydu, zażenowania, wynikającego z obcowania z takim człowiekiem. Poza tym zauważamy totalny brak wiary w to, że osoby niepełnosprawne są w stanie normalnie żyć. Trzeba pamiętać, że nie tylko praca, ale już samo wyjście na zewnątrz, kontakt z drugim człowiekiem są formą terapii, która jest nie do przecenienia.

***

O stowarzyszeniu słów kilka

W 1993 roku z inicjatywy Henryki Sokołowskiej będącej wówczas dyrektorem Miejsko - Gminnego Ośrodka Kultury powstała Grupa Nieformalna "Klub Otwartych Serc". Członkami Grupy byli nie tylko bliscy pracownicy z ośrodka kultury, ale również przyjaciele i znajomi pani Sokołowskiej, pracujących w różnych instytucjach a przede wszystkim w placówkach oświatowych.

Celem tej grupy było zdiagnozowanie potrzeb i liczby dzieci i młodzieży niepełnosprawnej mieszkającej na terenie miasta i gminy. Po trzech latach działalności i podejmowania różnorodnych działań zorientowanych na problemy niepełnosprawnych powstało w styczniu 1996 roku Stowarzyszenie Integracyjne "Klub Otwartych Serc". Prezesem Stowarzyszenia do dania dzisiejszego jest Henryka Sokołowska. Członkowie Stowarzyszania za zasadne uznali, aby swoje działania poszerzyć o działania integracyjne, zwiększające aktywność społeczną wszystkich mieszkańców. Stąd też oprócz programów, których beneficjentami są niepełnosprawni realizuje się zadania zorientowanych na profesjonalizację działań organizacji pozarządowych.

Dorobek Stowarzyszenia reprezentowany jest nie tylko w Polsce, ale i za granicą podczas takich imprez jak: Targi Edukacyjne "Przyjazna Szkoła", Regionalne i Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych, Polskie Spotkania Europejskie oraz na wystawach i prezentacjach w Parlamencie RP, Niemczech i Holandii.

Warto zajrzeć: http://www.sikos.org.pl

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx