Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Tu gdzie ściernisko będzie boisko

Tu gdzie ściernisko będzie boisko   Zapewne mało kto z przeciętnych...

Tu gdzie ściernisko będzie boisko

 

Zapewne mało kto z przeciętnych zjadaczy chleba wysłuchał w całości trzygodzinnego expose premiera Donalda Tuska. Powszechnie wiadomo natomiast, iż świeżo upieczony Prezes Rady Ministrów zapowiedział w nim przynajmniej jeden konkret. We wszystkich gminach efektem rządów Platformy Obywatelskiej będą boiska ze sztuczną nawierzchnią.

 

Wielka radość zapanowała wśród chłopców ze wsi i małych miasteczek. W perspektywie najbliższych czterech lat doczekają się wspaniałych, wiecznie zielonych i równych jak stół powierzchni do uprawiania najbardziej popularnej w świecie dyscypliny.

Do historii przejdą zaadaptowane na place gry łąki, umowne bramki w postaci rozstawianych tornistrów, a w najlepszym przypadku wkopanych w grunt żerdzi, niezbyt pewnie połączonych poprzeczką. Spadnie ilość bolesnych zwichnięć, mniej będzie skomplikowanych złamań ze skręceniami.


Piłkarska arena z przedtuskowej epoki.

Jednak zanim to nastąpi, trzeba radzić sobie po staremu, czyli biegać za piłką między dołkami i krecimi kopczykami. No chyba, że ktoś Donalda Tuska już w gminie wyręczył i młodzieży prawdziwe boisko sprezentował.

 

Wyprzedzili premiera

Giebło to sołectwo, w rzeczy samej, po byku. Mieszka w nim około siedmiuset giebłowian, jest zabytkowy kościół, strażacka remiza, dworek, staw, bar i sklep obok przystanku. Jest także coś, czego niecierpliwie wyczekuje tysiące polskich gmin. Premier Tusk giebłowianom nie zaimponuje, bo swoją Maracanę już mają.

Co prawda murawa na niej nie sztuczna, lecz naturalna, ale wstydzić się za nią nie można.

- Od kilkunastu, a może i więcej lat mieszkańcy nosili się z zamiarem wybudowania pełnowymiarowego boiska i założenia klubu. Z różnych przyczyn nie udawało się tego zrobić. A to brak lokalizacji, innym razem, gdy była lokalizacja to znowu gleby były zbyt wysokiej klasy i nie było zgody władz gminnych. Wreszcie w 2002 roku powstał z inicjatywy młodzieży klub piłkarski KS Giebło, a władze pozwoliły utworzyć boisko sportowe na gminnej działce obok podstawówki - relacjonuje Robert Łypaczewski.


Chłopcy Roberta Łypaczewskiego.

Ma trzydzieści osiem lat, uczy w podstawówce wychowania fizycznego i już drugą kadencję zasiada w Radzie Gminy. O KS Giebło mówi z wypiekami na twarzy, gdyż jest jego wiceprezesem, a także trenerem juniorów i trampkarzy starszych.

Klub sroce spod ogona nie wypadł. Aż siedemdziesięciu zawodników tworzy trzy reprezentacje (seniorów, juniorów, trampkarzy), a nowy narybek garnie się do nich ochoczo.

Z każdym rokiem klub się rozwija, z każdym rokiem klub się rozrasta. Jak magnes lub dyskoteka przyciąga młodzież z całego obwodu tutejszej szkoły podstawowej. Z Giebła, Giebła Kolonii, Mokrusa, Kiełkowic i Gulzowa. Jego promieniowanie rozciąga się nawet na Ryczów, Siamoszyce, Przyłubsko, zahacza o Szypowice i Kromołów.

Trener seniorów, a zarazem prezes, 33 letni inżynier budownictwa Adam Głąb, podobnie jak Robert Łypaczewski (obaj mają uprawnienia nadane przez Śląski Związek Piłki Nożnej Podokręg Sosnowiec), szkoli swoich chłopców społecznie, to znaczy za darmo.


Chłopcy Adama Głąba.

Z seniorami jest trochę organizacyjnych kłopotów, bo niektórzy pracują w systemie zmianowym i czasami nie da się wyznaczyć treningu do wszystkich dopasowanego. Ale jeśli tylko robota pozwala, stawiają się jak jeden mąż. Latem na boisku, zimą w hali przy gminnym gimnazjum.

- Są dni, kiedy jednocześnie trenuje pięćdziesiąt osób – informuje Robert Łypaczewski, nie tając dumy ze swoich wychowawczych sukcesów.

Drużyny posiadają kilka kompletów strojów, zużyte piłki, co sezon wymienia się na nowe.


Czasmi 50 osób równocześnie trenuje.

Czerwono-niebieskie barwy klubu nic nie symbolizują, za to bardzo ładnie wyglądają. Emblemat jest na razie nieoficjalny, dlatego Robert Łypaczewski nie zdradza jego szczegółów.

 

Z ich potu

Powstanie KS Giebło było dla mieszkańców sołectwa wielkim wydarzeniem, a zgoda na utworzenie boiska zainicjowała eksplozję społecznej energii i zaangażowania. Ludzie swoimi maszynami rolniczymi pomagali w przygotowaniu terenu. Należący do gminy budynek piłkarze wyremontowali, zainstalowali prysznice, wyporządzili szatnie, pokój sędziowski i pomieszczenie gospodarcze.

Ten niebywały entuzjazm trwa do dzisiaj. Członkowie i sympatycy klubu starannie pielęgnują boisko, miejscowy piekarz, czy właściciel sklepu nie zastanawiają się, gdy trzeba klub wesprzeć.

Ludzie troszczą się, bo wiedzą, że to ich dzieło, z własnego potu i marzeń zrodzone.

Dlatego właśnie KS Giebło ma najbardziej kochających w świecie kibiców.

- Zainteresowanie występami jest bardzo duże, szczególnie tymi na macierzystym terenie. Największe emocje wywołują rozgrywane w niedziele mecze seniorów. Wiadomo, niedziela – dzień wolny od pracy, stąd tak duża frekwencja. Kibice to mieszkańcy okolicznych wsi, kobiety, mężczyźni i dzieci w różnym wieku – wyjaśnia Robert Łypaczewski.

KS Giebło jest stowarzyszeniem i organizacją pożytku publicznego, tak więc należy do swoich członków. Ma to szczęście, że życzliwym okiem spogląda na niego Urząd Miasta i Gminy – główny donator i niezastąpiony mecenas.

Klub od gminy bierze, ale też sam, co może, jej daje. Startuje w corocznym konkursie na organizację zajęć sportowych dla młodzieży z wiejskich części gminy, w czasie roku szkolnego udostępnia boisko uczniom pobliskiej podstawówki.

Oczywiście giebłowianom najwięcej radości sprawiają sportowe osiągnięcia chłopaków.

Wszystkie trzy drużyny biorą udział w rozgrywkach Podokręgu Sosnowiec.

Seniorzy w grupie drugiej walczą o mistrzostwo klasy B i na półmetku rozgrywek depczą po piętach liderowi. Nieźle radzą sobie juniorzy i trampkarze starsi.


Wybiegli na murawę głodni sukcesu.

Kto wie, czy ten rok nie będzie jeszcze lepszy od poprzedniego, kiedy KS Giebło wywalczył drugie miejsce na turnieju w Okradzionowie. Rok wcześniej zdobył wicemistrzostwo powiatu, tym razem nie w trawiastym, a halowym futbolu.

 

Narzędzie polityki

Zaraz po expose Donalda Tuska wątek boiskowy podchwyciły media. 26 listopada Tygodnik Społeczno-Oświatowy Głos Nauczycielski opublikował artykuł „Boisko w każdej gminie”

  „Nie czekając na te deklaracje samorządowcy szukają środków gdzie mogą i sami budują podobne obiekty. Kilka dni temu takie boisko oddano w Mińsku Mazowieckim.

Tylko Zbigniew Grzesiak, burmistrz Mińska Mazowieckiego zdążył przeciąć wstęgę, ksiądz proboszcz Dariusz Walicki z parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny, nowy obiekt sportowy poświęcić, cytując Gombrowicza, że nic tak nie wpływa na ducha jak ciało, a już kilku okolicznych chłopaków usiłowało pograć na nim w piłkę. I bardzo byli zdziwieni, że tego dnia, niestety, nic z tego nie będzie.

Pierwsze boisko do piłki nożnej ze sztuczną nawierzchnią w powiecie mińskim zostało uroczyście otwarte 23 listopada bieżącego roku przy Szkole Podstawowej nr 2 im. Dąbrówki w Mińsku Mazowieckim. Boisko ma trzydzieści na sześćdziesiąt metrów. Jest szczelnie ogrodzone wysoką siatką. Kosztowało czterysta trzydzieści dwa tysiące złotych. Projekt sfinansował samorząd Mińska, na budowę trzysta tysięcy dało PZU i Ministerstwo Sportu. Metr kwadratowy takiego boiska z dziesięcioletnią gwarancją kosztuje około dwustu złotych.”

4 grudnia w świetle jupiterów i fleszy, wśród kamer i mikrofonów poseł Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Girzyński obwieścił światu:

- „Dziś złożę dziewięćdziesiąt interpelacji, w imieniu wszystkich dziewięćdziesięciu gmin z mojego okręgu wyborczego, do Pana Ministra Sportu i Turystyki Mirosława Drzewieckiego w sprawie budowy na terenie każdej z tych gmin boiska ze sztuczną murawą i oświetleniem w ramach zapowiedzianej w expose premiera Donalda Tuska realizacji narodowego programu „Boisko w mojej gminie”. Mam nadzieję, że plan budowy boisk ze sztuczną murawą i oświetleniem we wszystkich gminach w Polsce nakreślony przez Pana Premiera w expose się powiedzie. Zrobię wszystko, aby Panów Premiera Tuska i Ministra Drzewieckiego w zakresie tych obietnic właściwie dopingować”.

To doprawdy interesujące, że sportowe obiekty w małych miejscowościach jeszcze nie powstały, a już stały się narzędziem polityki. Zarówno tej „wielkiej” – rządowej i parlamentarnej - jak i tej na poziomie owych miejscowości. Ci „na górze” obiecują, że wybudują, ci „na dole” rzeczywiście coś tam budują, a ci z boku dokopują tym z góry i dołu. Tylko, dlaczego chłopcy z Mińska Mazowieckiego nie mogą pograć sobie na wspaniałym boisku?

Ano dlatego, że jest ono na pokaz. Że nie powstało (jak w Gieble) z potu i marzeń mieszkańców.

Robert Łypaczewski zapytany, co jego zdaniem stanowi największą barierę uprawiania sportu w małych miejscowościach odpowiada:

- Na pewno brak odpowiedniego zaplecza sportowego i pieniędzy na szkolenie młodzieży, duże odległości od basenów, sportowych hal, siłowni, czy lodowisk. Ale najważniejsze są moim zdaniem chęci. Najlepiej, jakby jednego i drugiego było pod dostatkiem.

 

***

Być może rząd rzuci kasą na boisko w każdej gminie, ale przecież nie matką ta, co urodzi, lecz ta, co wychowa. Matkować, czyli łożyć forsę na utrzymanie nowoczesnych (a co za tym idzie, w utrzymaniu kosztownych) obiektów będą ci, którym niedźwiedzia przysługa zostanie wyświadczona. Jeśli wierzyć Donaldowi Tuskowi - wszystkie polskie gminy.

 

Maciej Pawłowski

wersja do druku

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx