Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowe dyscypliny wieś atakują

Nowe dyscypliny wieś atakują   Po każdym większym sukcesie naszych...

Nowe dyscypliny wieś atakują

 

Po każdym większym sukcesie naszych reprezentantów na arenie międzynarodowej wzrasta popularność danej dyscypliny. Szczególnie dotyczy to młodego pokolenia Polaków, zapatrzonych w Małysza, czy Kubicę. Wielu chciałoby pójść w ich ślady, stawać na podium, zdobywać puchary i medale. Być może są wśród nich ludzie z potencjałem – prawdziwe diamenty, które wystarczyłoby oszlifować, a potem karmić się ich sukcesami. Wiadomo jednak, że talent to nie wszystko. By być skoczkiem narciarskim, trzeba mieć pod bokiem odpowiedni obiekt, by zostać kierowcą wyścigowego bolidu, trzeba toru i gokarta na początek A poza tym wszystkim koniecznie trzeba dysponować furą pieniędzy. To wszystko powoduje, że tego rodzaju dyscypliny zawsze będą miały charakter elitarny. Tylko jak to wytłumaczyć młodym ludziom?

 

Z kijami, ale nie po lodzie

- Skoro nie jesteśmy w stanie wybudować kosztownych obiektów, zapewnić dzieciakom odpowiedniego szkolenia, to koniecznie trzeba dać im coś w zamian. Należy wykorzystać drzemiący w nich zapał. Ale nie ma się co łudzić, że nagle ochoczo zaczną grać w „dwa ognie”, albo w „kosza”. To robią wszyscy. Trzeba sprawić, by poczuli się elitarnie.

Mnie się to udało dzięki unihokejowi – opowiada Zbigniew Mączka, nauczyciel wychowania fizycznego.

 – W naszej szkole zajmujemy się ta dyscypliną od czterech lat i mamy na swym koncie sporo prestiżowych tytułów. Stale reprezentujemy wysoki poziom, na zawody zawsze jedziemy z myślą o zwycięstwie.

Unihokej rozgrywany jest w formie meczu między dwiema drużynami i polega na zdobyciu większej liczby bramek niż drużyna przeciwna. Gra powinna być prowadzona w sali o twardej i równej nawierzchni na boisku określonym przepisami Polskiej Federacji Unihokeja - Floorball. Każda drużyna składa się z 5, 4 lub 3 zawodników (w zależności od wielkości boiska) i 2-4 zawodników rezerwowych. Drużyny mogą być jednorodne lub mieszane. W drużynach mieszanych 5-osobowych występuje 3 chłopców i 2 dziewczynki. 


Bramkarz w unihokeju musi chronić swoją twarz. W takim kasku
przypomina rasowego bramkarza hokejowego.

- Jak sama nazwa wskazuje, w tej dyscyplinie musi być coś ze znanego wszystkim hokeja. Są oczywiście kije, zakończone plastikową, łopatką (tzw. blendą), zamiast krążka jest biała, ażurowa piłeczka z 26 otworkami, a na nogach zamiast łyżew mamy zwykłe halowe trampki. Ostatnio, dzięki finansowemu wsparciu ze strony szkolnego sklepiku, zaopatrzyliśmy się w profesjonalne stroje. Nasi bramkarze są ponadto uzbrojeni w specjalne ochronne uniformy. W grubych piankowych spodniach, rękawicach i okratowanych kaskach wyglądają jak rasowi hokeiści. Musimy o nich dbać, bo to oni obrywają najmocniej – mówi Zbigniew Mączka.

 -  Unihokej stał się u nas tak popularny, że bardzo chętnie uprawiają go już nie tylko gimnazjaliści, ale i uczniowie szkoły podstawowej. To nasz bardzo zdolny narybek.

 

Baseball po polsku

W unihokeja nadal gra się w niewielu ośrodkach wiejskich, bo potrzeba szerokiego dostępu do hal sportowych, a tych na wsi w dalszym ciągu jak na lekarstwo. Z reguły na jedną gminę przypada jedna sala gimnastyczna, a są i takie, które tego typu obiektów wcale nie posiadają. Czy w takich warunkach w ogóle można myśleć o jakichkolwiek sukcesach sportowych?

- Najbardziej lubimy jak jest ciepło na dworze. Wtedy możemy zabrać cała ferajnę na powietrze, nie musimy gnieść się w salce, przerobionej ze zwykłej pracowni. Ani tam w piłkę zagrać, ani pobiegać, jedynie aerobik z dziewczynami można zrobić. Na dworze najchętniej dzieci biorą udział w grach zespołowych. Ostatnio wprowadziłam coś nowego. Nowego dla nich, bo palant to przecież dyscyplina, która wywodzi się bodaj ze średniowiecza. W palanta grali nasi dziadkowie, rodzice, grało całe moje pokolenie. Pomyślałam, że teraz pora na moich podopiecznych – wyjaśnia wuefistka Aleksndra Rychlik.

– Najpierw krótko wyjaśniłam zasady i zagrałam z nimi kilka meczy. Teraz moi uczniowie nie chcą słyszeć o koszykówce i piłce nożnej. Zarazili się palantem na całego. Co ciekawe, tą dyscypliną bardzo zainteresowały się dziewczęta, żadna teraz nie kombinuje, żeby wymigać się od udziału w zajęciach.

Palant to taki rodzimy odpowiednik amerykańskiego baseballa. Także tutaj w piłeczkę uderza się specjalnym kijem, zwanym również palantem (bijakiem) lub palestrą. W grze uczestniczą dwie drużyny liczące od 10 -15 zawodników każda. Na początku zawodnicy jednej drużyny zajmują miejsca za linią tzw. gniazda, gracze drugiego zespołu ustawiają się w polu i na zapolu. Jego zadaniem jest zdobycie gniazda. Przeciwnicy starają się natomiast jak najdalej wybijać piłkę w pole. Po prawidłowym uderzeniu gracz odkłada palanta w półkolu podbijania i biegnie do mety i z powrotem, za co zdobywa punkt - jeśli zakończy bieg zanim gracze drużyny w polu zdołają schwytać piłkę i odrzucić ją z powrotem za linię gniazda.
Drużyna ustawiona w polu, aby zdobyć gniazdo, musi schwytać piłkę i trafić („skuć”) któregokolwiek z biegnących graczy drużyny z gniazda, gracz nie może być „skuty”, jeśli zatrzymał się w biegu na półmetku lub mecie, gdzie jest „bezpieczny” i oczekuje na następne wybicie piłki przez jednego ze swoich współpartnerów. Zdobycie gniazda następuje także w wyniku trzykrotnego kolejnego uchwycenia jednorącz z lotu wybitej z gniazda piłki.

- Istnieje bardzo wiele odmian palanta, przez całe wieki jego istnienia w różnych regionach modyfikowano zasady. My także nie trzymamy się sztywno książkowych reguł. Kiedy zawodników jest mniej, ograniczamy na przykład wielkość placu gry – dodaje Aleksandra Rychlik.

 

A jednak futbol – tyle, że w wersji damskiej

Drugim Małyszem, czy drugim Kubicą zostać jest trudno, a drugim Smolarkiem? Ostatnie poczynania narodowej drużyny ponownie rozbudziły nadzieje kibiców. Po raz pierwszy zagramy na Mistrzostwach Europy. To nie mogło przejść bez echa. Chłopaków do piłki nożnej nigdy nie trzeba było przekonywać, zaskakujące jest to, że futbol chcą na potęgę uprawiać także dziewczęta. O żeńskich zespołach można było do tej pory słyszeć w większych ośrodkach miejskich. Teraz takowe powstają również na wsiach pod banderą Ludowych Zespołów Sportowych. Podczas damskich meczów jest kulturalniej, z trybun nie padają inwektywy, jest wspaniała atmosfera. To zupełnie nowa jakość.

 

Przemysław Chrzanowski

Fot. Roman Kozłowski

 

wersja do druku

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx